Jak dobrze, że Witold zdążył mi nieco opowiedzieć o sobie, zanim uległ poważnemu wypadkowi tracąc mowę. Jest teraz w bardzo dobrym zielonogórskim ośrodku przykościelnym. Odwiedzaliśmy go niedawno. Wśród innych pensjonariuszy wyróżnia się uśmiechem, łagodnością . Powoli odzyskuje rozumienie i mowę. Poznał mnie , na pewno mnie poznał, bo oznajmił to po swojemu. Dzięki wspaniałej opiece sióstr i innych pracowników ośrodka , ale przede wszystkim swojej wieloletniej towarzyszce życiowej- Basi, jestem o niego spokojna….
Moim współbiesiadnikom tekstów tego blogu , którzy czują się znudzeni opowieściami o rodzinie obiecuję powrót do przeplatania tematów i kontynuację wpisów o mojej medycznej ścieżce.
