Losy moich Rodziców. Opowieść Taty ( 19 )

Noc przespałem spokojnie, wtulałem się w swoją poduszkę.

Pewnie śniła mi się Stefa.

Rano wstałem rześki, ufny i optymistycznie spojrzałem na świat.

Po smakowitym, ale zwyczajowo zbyt dla mnie tłustym śniadaniu wybrałem się do Stefy.

Wróciliśmy w sobotę, dzisiaj była niedziela, więc dzień wolny od pracy.

Stefa była już wypoczęta, rozluźniona.

Pewnie przegadała z koleżanką, współlokatorką,  pół nocy, chociaż tego nie można  było po niej poznać.

Może ta rozmowa z koleżanką miała taki dobry wpływ na moją Stefę.

W końcu przegadanie sprawy zwykle przynosi  ulgę, jest jak katharsis.

Koleżanka pobiegła do kościoła, my chcieliśmy się wybrać na wieczorną mszę.

Oczywiście moi rodzice zaprosili Stefę na obiad.

Chętnie przystała na tę propozycję.

Do obiadu mieliśmy jeszcze kilka godzin dla siebie, więc usiedliśmy pod naszym ulubionym oknem, skąd już buchała rozkwitająca wiosna.

Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, jak zwykle.

Wtedy mogliśmy  patrzeć sobie w oczy.

Trzymaliśmy się za ręce.

Miała ciepłe, delikatne piękne dłonie.

Postanowiliśmy czekać na odpowiedź z Godziszki.

Termin naszego ślubu już był zaklepany.

Miał się odbyć w czerwcu, a teraz był  już kwiecień.

Uwierzyliśmy, że wszystko potoczy się łagodnie i dla nas korzystnie.

Opowieści mojej Mamy. Rzetelne przygotowanie do zawodu nauczyciela.

Uczennice Seminarium Nauczycielskiego poznają różne tajniki skutecznego nauczania. Po wojnie, gdy Mama uczy w Szkole Podstawowej w Gorzowie, zwaną Ćwiczeniówką, prowadzi lekcje, na których obserwatorami są uczniowie Liceum Pedagogicznego a potem Studium Nauczycielskiego. Wykładowcy tych szkół średnich lubią  Jej lekcje. Mama ma ich dużo i pamiętam jak w domu opracowuje konspekty swoich lekcji i także planowanych lekcji, które muszą prowadzić przyszli nauczyciele. Przybywają oni do naszego domu i w wielkim skupieniu przygotowują się do nich. Potem Mama ocenia jakość i styl przeprowadzonej przez młodzież lekcji. Jej głos jest ważny w ogólnej ocenie studenta.

Jeszcze długo po przejściu na emeryturę i po przeprowadzce do Warszawy, Mama otrzymuje okolicznościowe pocztówki od tych wykładowców. Niestety nie zachowały się bardzo miłe kartki od ówczesnego dyrektora Studium Nauczycielskiego pana Jodki, szkoda.

Podobno, gdy władze oświatowe wprowadzały kolejne reformy nauczania, nie zawsze były one zrozumiałe dla nauczycieli. Przychodzili wówczas do Mamy i prosili o wyjaśnienie. Te reformy nie były dla Niej żadnym odkryciem, przecież tego uczyła się w swoim przedwojennym Seminarium.

Opowieści mojej Mamy. Niesamowite małżeństwo mojej cioci Kasi….

Z dziecka urodzonego ze zmarłej matki wyrosła moja ukochana ciocia Kasia. Wyszła za mąż za spokojnego dużego Pawła, który pozwalał jej wychodzić na wiejskie zabawy. Bardzo ją kochał, wierzył w jej wierność i zawsze czekał, kiedy wróci.

Zawsze wracała.

Paweł tymczasem  hodował kanarki i papużki. Klatki z ptaszkami były w całym domu, a gdy tam mieszkaliśmy w czasie wakacji, budził nas niezwykły śpiew ptaków .

Ich gościnny dom , w Łodygowicach, nad szeroką rzeką Żylicą , był dla mnie miejscem cudnym , bajkowym , niepowtarzalnym.

Nie mieli dzieci. Ciocia Kasia kilkakrotnie była w ciąży, ale  gdy mijał termin porodu, dziecko nie chciało się  rodzić. A potem umierało w jej łonie.

Gdy o tym  teraz myślę , wydaje się nieprawdopodobne,  że tak mogło być.

A działo się to całkiem niedawno,  w latach 40 czy 50 ubiegłego wieku. 

Potem już nie przyjeżdżaliśmy do Ciotki, bo adoptowali dziewczynę , która szybko założyła rodzinę. I Ciotka z wielkim zapałem hodowała troje dzieci wychowanicy.

 

Śladami mojego Taty . Jadzia wróciła?

 

Po kilku wojennych latach, Jadzia z Rodzicami przyjechała do Trzcianki Lubuskiej. O domu Cioci Broni, jej mamy już pisałam wcześniej.

Wkrótce poznała chłopaka, który mieszkał w poznańskim , ale potem przeniósł się z rodzicami do Gorzowa Wielkopolskiego. Gdzie się spotkali, nie pomnę. Ale na pewno było to wzajemne wielkie zauroczenie i jak się potwierdziły ich wspólne długie lata , byli chyba dla siebie stworzeni.

Jadzia umarła kilka lat temu na chorobę nowotworową.

Niedawno odwiedziliśmy samotnego Józka w Poznaniu. Opowiadał, zresztą on w ogóle pięknie opowiada , że pod koniec życia nosił ją na rękach, była lekka jak piórko, ale umarła godnie w swoim mieszkaniu w ramionach męża.

Gdy urodziła się najmłodsza córka Tadka, ich syna , Józek odkrył, że jest wiernym odbiciem urody jego nieżyjącej Jadzi. Opowiada teraz o wnuczce z czułością i ciepłem. Może myśli, że Bóg zesłał ją w zamian. No cóż, niezbadane są wyroki boskie. Może to Jadzia wróciła na ziemię…

 

Śladami mojego Taty. Wiedza tajemna.

 

Pocałunek w chmurach. Zdjęcie własne.

 

Do tej pory jedynie się całowali. Ale Bolek czuł swoją seksualność i wiedział , że będzie ją musiał dzielić z żoną. Usiłował to sobie wyobrazić.  Stale  przypominał zdarzenie z lat wczesnej młodości. Otóż kiedyś, szukając jakiejś książki w pokoju księdza, odkrył niezwykłe dzieło. Było to wydanie obcojęzyczne Kamasutry. Wtedy uległ pokusie, by tam zajrzeć. Wprawdzie potem się z tego wyspowiadał z ogromnym wstydem, ale teraz wróciły te obrazki. Do tej pory wydawały mu się zbyt otwarte i szokujące , gdy  jednoznacznie przedstawiały różne  pozycje seksualne.

Nie bardzo sobie mógł wyobrazić siebie i Michalinę w takiej sytuacji. Jednak myślenie wracało i czuł niepokój.

Któregoś wieczoru ksiądz Eustachy wrócił wcześniej na plebanię. Tego dnia od rana zachowywał się  jakoś inaczej, nie dowcipkował jak zwykle, był poważny i zamyślony.  Gdy zasiedli do wieczornej herbaty oznajmił, że muszą odbyć ważną  rozmowę.  Bolek zesztywniał, bo się bał rozmów o tamtej księdze. Ale ksiądz udawał , że nie pamięta tamtej spowiedzi Bolka.

I rozpoczął opowieść . Na wstępie oznajmił , że słuchając przez bardzo wiele lat spowiedzi wiernych i  prowadząc w konfesjonale rozmowy,  nauczył się, jak powinien wyglądać związek dwojga ludzi. I właśnie nadszedł czas, by opowiedzieć o tym Bolkowi. Chłopiec poprawił się w fotelu,  milczał , patrzył w oczy opiekuna i słuchał.  Oto opowieść księdza Eustachego:  

W małżeństwie najważniejsza jest miłość i wzajemny szacunek. Zbliżenia fizyczne są pięknym  dopełnieniem tego związku. Mężczyzna powinien wyczuwać to,  czego oczekuje żona.  Ale nie będzie wiedział, jeśli ona mu tego nie powie. Dlatego powinni ze sobą rozmawiać o tych sprawach, bez wstydu, bo cielesność jest dana w darze od Boga . W chwilach zbliżenia mężczyzna powinien  nieco hamować swój popęd, a koncentrować się na obserwacji  zachowania żony. On musi poznawać jej ciało i zachwycać się nim  wyrażając  to w pięknych słowach.  Kobieta zwykle stopniowo uczy się zachowań w kontaktach z mężczyzną.  Razem muszą się uczyć siebie. Nie ma zachowań  czy gestów i dotyków niedozwolonych , pod warunkiem , że są one akceptowane przez dwie strony. Szczerość i delikatność zachowań jest podstawą  dobrego związku. 

Bardzo rzadko mężczyźni o tym wiedzą, bo nikt im nie powiedział i  nie nauczył. Kobiety  cierpią, zniewalane zwierzęcym zachowaniem swoich partnerów. I akt seksualny jest dla nich tak okropnym przeżyciem, że zaczynają myśleć z nienawiścią o swoich mężach a nawet czasami życzą im śmierci. I wtedy otwierają się przed spowiednikiem.

Ksiądz  wielokrotnie po rozmowie z kobietą w czasie jej spowiedzi,  próbował wykorzystać moment, gdy  z kolei przychodził do konfesjonału mąż , skarżąc się na niechętną obowiązkom małżeńskim i wrogo nastawioną żonę. I wtedy kapłan udzielał porad mężczyźnie, ale zwykle było już za późno. A większość mężczyzn w ogóle nie rozumiała słów księdza.

Jednak czasami się  zdarzało że w czasie kolejnej spowiedzi  kobieta wyznawała, że  coś się zmieniło w ich związku i teraz obydwoje się rozumieją i jest dobrze . To była wielka radość dla spowiednika, bo wiedział, że uleczenie tych  problemów zmieniało życie ludzi .

Bolek słuchał opowieści starego kapłana i postanawiał postępować wg jego porad . Przecież jego opiekun nigdy go nie zawiódł, a to,  co mówił teraz, było jasne i właściwie potwierdzało odczucia chłopca….

Więc od tej pory spokojnie zatapiał się w marzeniach o swojej wybranej. Wyobrażał sobie wspólne szczęśliwe życie.

Miał oczywiście zachowaną pamięć rysunków z księgi Kamasutry, ale też mądre słowa księdza. I gdy już wszystko uporządkował w swojej wyobraźni, spokojnie zachwycał się ulubioną kopią rzeźby Rodina, zatytułowaną „ Pocałunek”……

 

„Pocałunek” rzeźba Rodina. Zdjęcie skopiowane z Wikipedii, ze zgodą na upublicznianie,