Na medycznej ścieżce. Pierwsza samodzielna praca w przychodni pediatrycznej.

W tym czasie pracowałam też w poradni  pediatrycznej, dokąd mnie przeniesiono z przydzielonej mi  przychodni internistycznej. 

Przyczyna była prozaiczna, gdyż zachorował ktoś z pediatrów i zdecydowano , że muszę tam zapełnić przysłowiową dziurę.

Swoją drogą , to była odwaga, by podjąć taką decyzję i pozwolić na samodzielną bardzo odpowiedzialną pracę z małym pacjentem tak niedoświadczonej lekarce.

Jedynym argumentem, jak mniemam , był fakt, że posiadałam już dwoje dzieci i byłam w ciąży z trzecim co być może  stanowiło jakąś gwarancję nadziei że sobie poradzę a przede wszystkim nie przegapię jakiejś poważnej choroby.

Na medycznej ścieżce. Staż na ginekologii.

Potem miałam staż na ginekologii. Właściwie cały czas spędzałam na porodówce, gdzie dużo się działo i każda pomoc była na wagę złota. Samodzielnie porodu nie odbierałam, ale raz pozwolono mi  szyć krocze. W tamtych czasach nacinanie krocza było zabiegiem rutynowym, więc późniejsze cerowanie zabierało dużo czasu. Siedziało się pomiędzy nogami pacjentki, zwykle pot się lał z czoła, gdyż grzały nie tylko uda położnicy ale  także lampa oświetlająca pole a o klimatyzacji nikt wtedy nie słyszał.

Nauczyłam się wówczas czegoś szczególnego i dobrze to zapamiętałam .

Było to doświadczenie chyba mieszczące się w kategorii parapsychologii. Przekonałam się,  że  nie należy nigdy lekceważyć pozornie nieuzasadnionego niepokoju pacjenta ani jego rodziny.

W późniejszej pracy zawodowej zawsze zwracałam uwagę na chorych  uważanych przez większość za histeryków.

Wierzę, że czasami mieli oni przeczucie czegoś tragicznego, co mogło nadejść niespodziewanie.

Za chwilę napiszę o pewnym tragicznym wydarzeniu, które potwierdza tę odwieczną prawdę….przeczucia, przeczucia….