Potem miałam staż na ginekologii. Właściwie cały czas spędzałam na porodówce, gdzie dużo się działo i każda pomoc była na wagę złota. Samodzielnie porodu nie odbierałam, ale raz pozwolono mi szyć krocze. W tamtych czasach nacinanie krocza było zabiegiem rutynowym, więc późniejsze cerowanie zabierało dużo czasu. Siedziało się pomiędzy nogami pacjentki, zwykle pot się lał z czoła, gdyż grzały nie tylko uda położnicy ale także lampa oświetlająca pole a o klimatyzacji nikt wtedy nie słyszał.
Nauczyłam się wówczas czegoś szczególnego i dobrze to zapamiętałam .
Było to doświadczenie chyba mieszczące się w kategorii parapsychologii. Przekonałam się, że nie należy nigdy lekceważyć pozornie nieuzasadnionego niepokoju pacjenta ani jego rodziny.
W późniejszej pracy zawodowej zawsze zwracałam uwagę na chorych uważanych przez większość za histeryków.
Wierzę, że czasami mieli oni przeczucie czegoś tragicznego, co mogło nadejść niespodziewanie.
Za chwilę napiszę o pewnym tragicznym wydarzeniu, które potwierdza tę odwieczną prawdę….przeczucia, przeczucia….
