Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (9)
Droga przez Kotlinę Żywiecką. W dali Beskid Mały i Żywiecki.
Ale brat Stefy widać, jakoś po swojemu kochał swoją starszą siostrę, więc w końcu się rozchmurzył i pozornie pogodził z sytuacją.
Starałem się być miły i przyjazny.
Wkrótce para pięknych koni , która niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę, ruszyła z kopyta i uniosła naszą bryczkę w poprzek Kotliny Żywieckiej.
Jechaliśmy wśród pól, przekraczając liczne strumyki.
Kopyta stukały po ich kamienistym dnie i rozpryskiwały lodowatą wodę.
Czułem zimny i porywisty wiatr na twarzy.
A dookoła wznosiły się góry. Teraz rozkładały się leniwie wokół szerokiej przestrzeni, i z dalekiej perspektywy wydawały się jakby mniej groźne.
Urodziłem się w krainie falistej, wśród wzgórz łagodnych, przyjaznych i miękkich.
Tutaj wszystko wydawało się surowe i dzikie.
Opowieści mojej Mamy. Droga do nowej szkoły.
Droga z domu do szkoły wydaje się długa, mimo, że obiektywnie jest to zaledwie około 20 km. Najpierw musi dotrzeć na dworzec kolejowy w Łodygowicach, dużej wsi na obrzeżach Kotliny Żywieckiej, u podnóża Beskidu Małego, oddalonej od Godziszki o 3 km. Początkowo ojciec dowozi ją na stację wozem, ale jest to dla niego uciążliwe i wkrótce, gdy już nastaje wiosna, dziewczynka sama brnie do stacji kolejowej. Zawsze niesie swoje dwie kanki z mlekiem.
Jak to możliwe, że tak mała dziewczynka sobie radzi.
Ale to nie są obecne czasy, gdzie dzieci wychowywane są pod kloszem.
Stefka jest dzielna, przecież całkiem niedawno była ze swoją przyrodnią siostrą Kaśką na pielgrzymce do Kalwarii Zebrzydowskiej….

