Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (9)

 

Droga przez Kotlinę Żywiecką. W dali Beskid Mały i Żywiecki.

 

 

Ale brat Stefy widać, jakoś po swojemu kochał swoją starszą siostrę, więc w końcu się rozchmurzył i pozornie pogodził z sytuacją.

 Starałem się być miły i przyjazny.

Wkrótce para pięknych koni , która niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę, ruszyła z kopyta i uniosła naszą bryczkę w poprzek Kotliny Żywieckiej.

Jechaliśmy wśród pól, przekraczając liczne strumyki.

Kopyta stukały po ich kamienistym dnie i rozpryskiwały lodowatą wodę.

Czułem zimny i porywisty wiatr na twarzy.

A dookoła wznosiły się góry. Teraz rozkładały się leniwie wokół szerokiej przestrzeni, i z dalekiej perspektywy wydawały się jakby mniej groźne.

Urodziłem się w krainie falistej, wśród wzgórz łagodnych, przyjaznych i miękkich.

Tutaj wszystko wydawało się surowe i dzikie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *