Droga przez Kotlinę Żywiecką. W dali Beskid Mały i Żywiecki.
Ale brat Stefy widać, jakoś po swojemu kochał swoją starszą siostrę, więc w końcu się rozchmurzył i pozornie pogodził z sytuacją.
Starałem się być miły i przyjazny.
Wkrótce para pięknych koni , która niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę, ruszyła z kopyta i uniosła naszą bryczkę w poprzek Kotliny Żywieckiej.
Jechaliśmy wśród pól, przekraczając liczne strumyki.
Kopyta stukały po ich kamienistym dnie i rozpryskiwały lodowatą wodę.
Czułem zimny i porywisty wiatr na twarzy.
A dookoła wznosiły się góry. Teraz rozkładały się leniwie wokół szerokiej przestrzeni, i z dalekiej perspektywy wydawały się jakby mniej groźne.
Urodziłem się w krainie falistej, wśród wzgórz łagodnych, przyjaznych i miękkich.
Tutaj wszystko wydawało się surowe i dzikie.

