Gdzie jesteś Matko Boska z mojego dzieciństwa ?

Ostrobramska Matka Boża Miłosierdzia
Królowa Korony Polskiej – dawna i bliższa, bez przepychu który teraz musi dżwigać

Kochani

Miało być o czymś innym, całkiem odległym.

Ale dziś zajęłam się kopiowaniem tego co napisałam w blogu,  może wreszcie wydrukuję. Bo papier to papier a nie „chmura”

Znalazłam ten wpis i wrócił czas dzieciństwa ale i młodzieńczy, zachwytów wzruszeń miejscami świętymi o wadze historycznej jak Jasna Góra, Kalwaria Zebrzydowska czy Ostra Brama, z obrazami z Sienkiewicza czy z opowieściami  Mamy…..

Nie tak dawno to było , a  teraz stało się tak obce mentalnie. Mój Boże, co nam zrobiono. Odebrano dziecięce marzenia….

Przez zawirowania polityczne i rządy czarne wszystko stało się byle jakie, odległe, nierealne i właściwie nie tylko zapomniane ale i wrogie jakby.

Czy Ktoś w Was też tęskni za tamtymi czasy gdy było jasno, prosto i mieściło się w  sercu ?

A teraz ten wpis blogowy :

Opublikowane w 15 sierpnia 2012 przez Zofia Konopielko

Śladami mojego Taty. Matka Boska Ostrobramska…

 Wizerunek Madonny Miłosierdzia został namalowany na deskach dębowych techniką temperową . Obraz ma wymiary 200×160 cm. Został umieszczony na zewnętrznej ścianie wieleńskiej Ostrej Bramy  i jest oświetlany przez światło padające z położonego naprzeciw dużego okna  ze starówką w tle…..

Autor obrazu jest nieznany. Niektórzy autorstwo przypisują Łukaszowi, artyście krakowskiemu, który namalował podobny obraz w 1624 roku dla Kościoła Bożego Ciała w Krakowie. Wg legendy Matka Boska ma rysy Barbary Radziwiłłówny.

Wg prof. Marii Kałamajskiej- Saeed oba obrazy są wzorowane na innym, autorstwa flamandzkiego malarza Martina de Vosa, namalowanego ok. 1580 roku w dwóch wersjach graficznych, różniących się układem rąk. Pierwsza z wersji, przeniesiona potem do obrazu wileńskiego przedstawia Matkę Boską ze skrzyżowanymi na piersi dłońmi a na drugim-  jej dłonie są złożone w geście modlitewnym. Oba obrazy rytował Hieronim Wierix.

Obecnie postać Maryi zakrywa błyszcząca złotem sukienka. Widoczna jest tylko wyrazista twarz i skrzyżowane na piersiach dłonie.

Pod metalową sukienką Ostrobramska Pani ubrana jest w czerwoną tunikę z podwiniętymi rękawami. Szyja okryta jest szalem, a głowa białą chustą. Całą postać otula zielonkawo-błękitny płaszcz zarzucony na głowę i ramiona. Tło obrazu ma odcień brązu.

Obraz został wystawiony w XVII wieku  na Ostrej Bramie.

Szczególny kult wizerunku rozpoczął się  w 1655 roku, kiedy Moskale dokonali najazdu na Wilno….

W 1671 roku, przy bramie zbudowano drewnianą kapliczkę, która spłonęła w 1711 roku. Ocalał wówczas jedynie ten właśnie cudowny obraz. Podobno w ostatniej chwili wyniósł go młody zakonnik, narażając swoje życie. Ciężko poparzony wyzdrowiał, co wszyscy uznali za cud Matki Boskiej.

 Wówczas też Wizerunek Matki Miłosiernej został  zasłonięty srebrną, złoconą sukienką.

Po roku w tym samym miejscu wybudowano kaplicę murowaną. Umieszczono w niej ten sam obraz Madonny .

W 1794 roku przy Ostrej Bramie miało miejsce starcie oddziału wojsk rosyjskich szturmujących Wilno z obrońcami miasta, powstańcami Jasińskiego. Podczas tych działań, zarówno kaplica i jak i obraz uległy  uszkodzeniom, które naprawiono w tym samym roku.

W okresie zaborów a szczególnie w czasie powstania styczniowego w Ostrej Bramie miały miejsce patriotyczne manifestacje. Kult Matki Boskiej Ostrobramskiej był elementem całego  ruchu niepodległościowego wymierzonego przeciwko władzom rosyjskim. Gdy doszło do  stłumieniu Powstania Styczniowego, obawiano się, że Rosjanie nie zaakceptują polskiego napisu pod obrazem. Brzmiał on tak  : „Matko Miłosierdzia pod Twoją obronę uciekamy się „  . I wówczas ktoś wpadł na pomysł by zmienić ten polski napis na  łaciński:

” MATER MISERICORDIAE , SUB TUUM PRAESIDIUM CONFUGIMUS”

Kult Maryi Ostrobramskiej został  trwale uwieczniony w literaturze pięknej. Adam Mickiewicz w inwokacji do swojego poematu „ Pan Tadeusz” zwraca się z prośbą do Matki Boskiej Ostrobramskiej o łaskę powrotu emigrantów do Polski.

W roku 1849 obraz otrzymał wotum, które stało się charakterystyczną ozdobą, akcentem zamykającym całość kompozycji. Jest to odwrócony sierp półksiężyca z wygrawerowanym napisem :

„ Dzięki Tobie Matko Boska za wysłuchanie próśb moich, a proszę Cię, Matko Miłosierdzia, zachowaj mnie nadal w łasce i opiece Swojej Przenajświętszej W.I.J. 1849 roku.”        

 Ponadto na głowie  Pani Ostrobramskiej założono dwie korony ze złoconego srebra. Jedna została założona w okresie baroku i oznacza koronę Królowej Niebios, a druga rokokowa jest koroną Królowej Polski.

Korony te zamieniono na złote w 1927 roku, kiedy to metropolita warszawski Aleksander Kakowski dokonał koronacji Madonny. W tej uroczystości uczestniczył Józef Piłsudski. Korony zostały ufundowane ze składek społecznych . Niestety oryginalne korony zaginęły w czasie II wojny światowej.

Wokół obrazu znajdują się liczne wota, m.in. tabliczka ofiarowana przez Piłsudskiego z tekstem : ” Dzięki Ci Matko za Wilno”

W 1993 roku odwiedził Wilno i był w Ostrej Bramie Jan Paweł II.

I tyle na temat Ostrej Bramy.

Przed wielu laty byliśmy w  Druskiennikach z zamiarem odwiedzenia Wilna. Odwiedziliśmy Matkę Boską. I tak jak kiedyś moi pradziadowie- Michalina i Bolek Rodziewiczowie , a po latach nasi  Rodzice,  w tłumie pielgrzymów wchodziliśmy po stromych schodach ze stopniami wyżłobionymi stopami wiernych.

Niektórzy wchodzili tam na kolanach.

I jak od wieków wszyscy nieśli  swoje ludzkie prośby.

Matka Boska była piękna, złotem lśniła i słońce igrało w witrażach.

Wpatrywaliśmy się w Jej oczy.

Patrzyła w dal – co widziała i co słyszała- nigdy się nie dowiemy.

Ale przynosiła NADZIEJĘ….


Powrót Marka….

Raz jeszcze to zdjęcie- od prawej Małogoś obok Marek

I było ostatnie spotkanie z Tobą Marku, a właściwie z powłoką cielesną tylko, zamkniętą w jakimś podłużnym opakowaniu zwanym trumną . Nie mam racji, to było spotkanie z Tobą, żywym tylko gdzieś tam bujającym w przestworzach, z Twoją Duszą Nieśmiertelną . Bo było Twoje zdjęcie portretowe w tym maleńkim kościółku na Bródnie , Twoje spojrzenie spod szerokiego czoła , zza okularów , kształt nosa , sumiaste wąsy… wszystko to  spowodowało, że jeszcze raz dopuściłeś  nas do siebie, blisko tak jak na naszym nadbużańskim tarasie. I została przywrócona  ta jedność tamtejsza i wspólna radość z wiosny i ptaków koncert w koronach  starych drzew – po łzach oczyszczających które niepowstrzymanie spod powiek. Taki z nami  pozostajesz . Właśnie taki-  w naszej pamięci, dopóki żyjemy i żyją nasze dzieci i wnuki, które tak bardzo lubiły odwiedzać Twój i Małosi domek by obejrzeć Twoje królestwo narzędzi a Małgosi ogrodnicze, przywitać się z kotami  oraz  pogadać o cudach przyrody, których dotyka Małgosia z wielką znajomością i miłością tematu

Ta ceremonia  nie była wreszcie ponura, bo miły ksiądz, który mówił krótko z powodu iż pogrzeb za pogrzebem, bo cmentarz to wielki, ponad 100 letni ale też z powodu , że ten ksiądz już taki jest. Zresztą nosi Twoje imię, Marku….I nieodzowna trąbka z dala i Milczenie może niezbyt udane ale zaraz fenomenalnie, zniewalająco wykonana Modlitwa Okudżawy, której tak lubiliśmy słuchać. Ta Modlitwa  uwolniła nasze spętane ziemską przynależnością dusze , dała rzewność ale też i wielką siłę a przede wszystkim nadzieję . Że jest KTOŚ nad nami, że jest inne lepsze życie , dokąd wszyscy zmierzamy. I że będziesz na nas czekał z niezwykłymi rzeźbami z obłoków  własnoręcznie przez siebie  wymodelowanymi, przewyższającymi urodą Twoje ziemskie , ze zwyczajnych  korzeni- choć to upodobanie do korzeni , które tak bardzo lubię fotografować gdy wystają nad powierzchnię naszej drogi -ten związek mentalny i emocjonalny z korzeniami to jakby połączenie ziemi i nieba – bo z ziemi pochodzimy, …..

I przytulenie Małosi, trwanie w przytuleniu i głaskanie po głowie- moja Maleńka powiedziałam nagle. Oderwałyśmy się od siebie, popatrzyła jak to Ona, żartobliwie – jaka tam maleńka….

Szłyśmy piękną aleją wśród wiosennej radosnej przyrody i nagle Małgoś powiedziała –  Pan Bóg zabrał Marka i rzekł- mam dość, wokół mnie  tylu partaczy, jesteś znawcą wszelakich tematów , a szczególnie hydraulicznych. Teraz mocno przecieka niebieski strop  – jesteś mi potrzebny – zabieram Cię. ….i zabrał….

Nasza nadbużańska droga…..tam ziemskie ślady…..i Niebo , rzeźby Marka….

 

 

To se ne vrati….

I nadal tkwię w nastroju refleksyjnym. Może ta zimowa szara pogoda sprzyja rozdrapywaniu swojego wnętrza.

Wspominki ze ścieżki medycznej , losy moich Rodziców, pamiętnik Teścia zanurzają mnie w przeszłości.

Może jednak Marcin, syn miał rację mówiąc, że dopóki się żyje, żyć trzeba pełną piersią i patrzeć tylko do przodu. Nie cofać się, bo to niebezpieczne. Nie pisać o tym co było , ale rozmawiać, spotykać się z ludźmi.

Ale on ma niespełna 40 lat, w Jego wieku myślałam tak samo.

Ile miałam pary i wewnętrznej siły, by od świtu zabezpieczać dzieci, przemierzać bardzo liczne km do pracy tramwajami, autobusami w wielkim ścisku i smrodzie oddechów wczorajszych czosnkowo alkoholowych. Potem pacjenci, pacjenci, pacjenci. Pomysły na badania, poszukiwanie optymalnej terapii i naukowe opracowania wreszcie.

Było, minęło jak sen.

 Potem przyszła emerytura, powstał nasz nowy dom, taki jak wymarzyłam i nieomal zaprojektowałam. Dookoła rozciąga się wieś mazowiecka na  równinie  smętnej choć zielonej..

Zdarzały się jeszcze jakieś wzloty, spotkania, ludzie na drodze, wchłanianie wrażeń obcych ziem.

I wreszcie nadszedł czas powrotu  do korzeni. Do Gorzowa, miasta, gdzie przyszłam na świat. I które opuściłam mając niespełna 18 lat i zamknęłam za sobą  drzwi. Zdawało się, że na zawsze.

Okazało się, że te drzwi tak łatwo się otworzyły i wówczas buchnęła czająca się za nimi przeszłość.

 I wyszły uwolnione wreszcie tak silne jak kiedyś, a nawet zwielokrotnione długo tłumioną tęsknotą kolory, dźwięki, zapachy. Ożyły ulice dzieciństwa, stare nieraz piękne domy, zobaczyłam ponownie moje lipy, platany, kosodrzewiny i inne drzewa cudne, zapamiętane trwale. Odwiedziłam już nieistniejące działki na wzgórzach  i spotkałam cienie ludzi którzy odeszli .

I znalazłam się w swoim starym świecie i nowym poprzez ludzi, których poznałam teraz .

Bo wystarczyło jedno wejście do portalu Moje Miasto Gorzów i moje tam pisanie . Pisanie pełne czułości nasączone emocjami do granic bólu i oczekiwanie na odpowiedź innych. Tą odpowiedzią, odzewem  były  komentarze. Stanowiły one jedyny  ślad że ktoś przeczytał i na chwilę był ze mną …

I to minęło jak kolejny sen. Już nie ma takiego pisania w tym portalu. Zdaję sobie sprawę, że jest to naturalna kolej rzeczy i że zwykłe naturalne przemijanie się odbyło. Panta rei…

I z tego czasu pozostało kilka pięknych listów od goni i Jej czasem bardzo ciepłe komentarze pod moimi wpisami w portalu.

Teraz grzebiąc w  starych materiałach umieszczanych w tym portalu, pod moją , tj. Łuki

 „ Niedzielą na Głównym czyli fantasmorganiami peronowymi w mieście G. „ znalazłam taki wpis :

„ Podziwiam – za te wszystkie nawiasy, za spokój dobrze przeżytego życia, za to pogodzenie z nieuchronnością losu ( nie każdy to ma ), za chęć poznawania rzeczy małych i dużych, za nieustającą ciekawość świata, za otwarte serce. Życzę, by ten największy nawias jak najdłużej pozostawał nie zamknięty…

gonia „

 

Gdzie się podziały tamte czasy, tamte rozmowy….Pozostało wzruszenie….

 

To se ne wrati – jak mówią Czesi….

 

Losy moich Rodziców. Moja Mama i Jej maska.

Stefa nawet wtedy, gdy była onieśmielona,  czy zdenerwowana albo smutna, umiała pokrywać to bardzo spokojnym zachowaniem. Czasami można to było interpretować mylnie, że nic Jej nie dolega, że jest wszystko ok. A nawet wydawać się mogło, że jest osobą oschłą i pewną siebie.

Ale Wacław wiedział i potem ja też rozpoznawałam, gdy była już bardzo stara, że to tylko maska.

Pod nią kryła się bardzo samotna , spragniona miłości czułości i ciepła , osoba.

Zawsze była dość  zasadnicza,  strofowała nas, sprowadzała do pionu i właściwie zarządzała całą naszą rodziną, nawet leżąc bezwładnie na  tapczanie w swoim mieszkaniu, kierowała zdalnie każdym z nas.

Ale kiedyś zdarzyło się tak.

To było bardzo silne doznanie i tylko żal, że przyszło u kresu życia Mamy.

Otóż któregoś dnia wyjechałam na działkę, gdzie spędziłam dwa dni. W tym czasie Mama miała bardzo dobrą opiekę, bo zamieszkała z nami  kobieta wielkiej poczciwości, Ukrainka, która nieustannie czuwała nad Mamą. Byłam więc  spokojna o Rodziców. Gdy wróciłam, od razu poszłam do Ich mieszkania , weszłam do  pokoju Mamy. I wówczas spytałam, czy się cieszy, że wróciłam. Moje pytanie było spontaniczne i nigdy przedtem nie padało. Widocznie też byłam mało czuła. Mama milczała, a potem odpowiedziała z trudem, wówczas już miała problemy z oddychaniem- a jeśli jesteś spragniona i ktoś ci poda wodę- czy się cieszysz?…..