
Jacek z kamerą….
List od bratanka, Jacka Łukaszewicza:
„Światłomierz
Przypomniała mi się taka mała scenka. Po przyjeździe do Australii chciałem zrobić jakiś kurs fotograficzny podczas wakacji. Poszedłem na egzaminy. Dali nam aparaty oraz światłomierze – to było marzenie ściętej głowy w Polsce. Oświetlili jakąś scenę i musieliśmy zrobić serię fotek uwypuklając jakiś tam fragment. Chłopcy zaczęli rozgryzać tajemnicę światłomierzy, a ja wziąłem aparat i po pięciu minutach wyszedłem.
Po przejrzeniu fotek następnego dnia, wykładowca pyta dlaczego nie używałem światłomierza.
– nie bardzo potrzebuję
– to skąd znałeś przesłony?
– Dziadek mnie nauczył…
– a jaki światłomierz miał dziadek?
– On nie miał światłomierza…On fotografował tak jak widział
No i później zamiast “studiować” w tym koledżu, dostałem wakacyjny pół etat wykładając podstawy fotografii, czyli dosłownie cytując mojego Dziadka i od tego czasu studenci dali mi ksywę Grandjack.
Skojarzyłem to, ponieważ dziś miałem wykłady ze studentami. Wyjąłem moje precjoza ze skrzyni i cisza.
– co to jest?
– to są światłomierze…
– my nie potrzebujemy…
I tak skończyły się zajęcia.”
