Film ” Goniec” przynosi mi echo dawnych dni…

 

 Goniec.jpg

Plakat do filmu, zdj z netu

 

 

Z całej telewizyjnej filmowej magmy , ograniczonej wprawdzie programami udostępnianymi na cyfrze naziemnej oraz późnymi godzinami emisji bo wcześnie spać chodzę, niedawno  wyłowiłam film, który od razu jakoś zapadł mi w serce.

Może dlatego, że rosyjski język usłyszałam. W czasach mojej młodości , kiedy zmuszano nas do nauki tego przedmiotu nie budził sentymentu. Ale okazało się, że on był, tylko ukryty przed ludzkim wzrokiem a nawet moją świadomością.

I teraz razem z tym śpiewnym melodyjnym językiem przyszła do mnie młodość.

Tym bardziej, że problematyka tego filmu od razu nasunęła skojarzenia, porównania , ciepłe choć odległe, trwale zapisane.

I wszystko wróciło, jak intensywna fala przypływu . Tamte czasy, gdy 17 lat mieliśmy, tamten chłopiec zadziwiająco podobny do bohatera filmu, z takimi samymi wielkimi i rozmarzonymi nieruchomymi oczami w których kryło się jakby przyczajenie,  tak samo niezależny, obdarzony wielką  kolorową wyobraźnią , opowiadający to co mu właśnie do głowy przyszło z taką pewnością, że człowiek wierzył. Tylko potem się dziwował, że to wszystko nieprawda.  Jednak bohater filmu w odróżnieniu od mojego życiowego ,  nie miał zahamowań, by odważnie wkraczać w życie dorosłych , deklarować swoje odczucia, oczywiście przy okazji puszczać wodze fantazji.

Ale może za mało poznałam tego chłopaka z młodości, albo jednak te dwadzieścia lat odcinających te dwa życiorysy ukształtowały już innego bardziej śmiałego człowieka, bohatera tego filmu.  

I to chyba na tyle tytułem tego co zachwyciło, wzruszyło zainteresowało …

Film „ Goniec” zrealizowano w 1983 roku(  tj prawie 20 lat później niż moja młodość rozkwitała) na podstawie opowiadania Karena Szachnazarowa, który również był tutaj reżyserem . Rolę tytułową, tę, która tak bardzo mnie poruszyła, znakomicie kreuje Fiodor Dunajewski.

W filmie nosi on nazwisko Iwan Mirosznikow i ma 17 lat.

Właśnie nie dostał się na studia, nie ma żadnych planów na przyszłość, jest zagubiony w świecie młodzieżowej muzyki, ma przyjaciół , którzy albo nie mają ambicji, albo tak jak on są w stanie zawieszenia pomiędzy światem młodych i dorosłych.

Ojciec opuścił rodzinę i wyjechał do Afryki.

Iwan jest jedynakiem, więc mieszka sam z matką, która ma romantyczną naturę, żyje w poczuciu głębokiej samotności, ale w jej życiu jest poezja i muzyka. Wśród różnych wydarzeń, gdzie dochodzi do zderzeń pomiędzy matką i synem, bywają chwile ciepłe, wspólne . Chłopak bierze gitarę i śpiewa jakieś rzewne rosyjskie oczywiście pieśni a wkrótce dołącza się matka. Śpiewają razem, łapią równowagę i jest dobrze. Polubiłam tę scenę, gdzie wzajemna miłość, bliskość i poezja jest razem. To oczywiście wynika z mojego macierzyńskiego, złaknionego takich scen serca.

Matka usiłuje mu pomóc, wyrwać z marazmu i w końcu znajduje mu pracę w redakcji „ Kuriera poznania”. Nie wiem dokładnie, po prostu nie zauważyłam, czym się zajmuje to wydawnictwo, ale chyba  jest naukowe, bo artykuły tam pisze pewien profesor. Przegapiłam , bo zafiksowałam się na chwilę na nazwie-„ Kurier poznania”. Od razu rozwinęłam dalsze myślenie o znaczeniu tego tytułu….

Chłopiec przybywa do pracy dość chętnie, ale na polecenie napisania podania o przyjęcie do pracy i życiorysu po chwili oddaje kartkę papieru, na której zamieszcza( czy prawdziwy nie mogę stwierdzić, bo nie znam historii) , ale szczegółowy życiorys  nieżyjącego już potomka jakiegoś znacznego francuskiego rodu. Dyrektor wydawnictwa jednak jest tolerancyjny, bo po odczytaniu tych fantazji młodzieńczych , daje mu drugą kartkę papieru i zatrudnia chłopaka. Następna scena rozgrywa się już w sekretariacie wydawnictwa.

Iwan zachowuje się poważnie, dostaje pierwsze zlecenie by dostarczyć poprawiony przez redakcję rękopis autorowi- profesorowi, który czeka już od rana.

Jednak w autobusie spotyka kolegę, z którym się przyjaźni i ten go namawia na wspólną zabawę , bo właśnie dzierży pod pachą deskę. Iwan się waha, ale ulega i wkrótce radośnie pędzą przed siebie. Gdyby to było kino akcji, na pewno coś by się musiało wtedy wydarzyć. Ale tu nic się nie dzieje, po prostu duch dziecka w młodzieńcze tylko się odzywa. 

Późnym wieczorem nasz goniec dociera do domu profesora. Drzwi otwiera zjawiskowo piękna dziewczyna. Chłopiec nie traci rezonu, z miejsca opowiada jakieś bajki, dziewczyna chce mu zamknąć  drzwi przed nosem, ale on nagle poważnieje i mówi, że jest z redakcji. I wówczas zostaje wpuszczony na salony. Profesor hamuje wzburzenie, że rękopis dociera zbyt późno i natychmiast zabiera się do pracy.

Młodzi zostają sami. I pierwszą opowieścią, którą Iwan raczy Katię jest historyjka szkolna, jak się potem okazuje zmyślona o jego romansie z nauczycielką. Katia , poważna studentka uniwersytetu, chyba nigdy nie spotkała takiego chłopaka, więc budzi on jej zainteresowanie, a nawet wywołuje uśmiech komplementami nt jej urody. Wyraźnie zadziwia ją jego bezkompromisowość, otwartość i jednocześnie beztroska i  brak jakichkolwiek  barier.

Umawiają się na spotkanie . Następnego dnia, on już czeka pod arkadami jakiegoś gmaszyska , ona nadchodzi, jak zwykle zjawiskowo piękna. Pyta go, co planuje na ten wieczór. On, nieprzygotowany na takie pytanie,  natychmiast odpala, że planuje całowanie. Dziewczyna obrażona odchodzi, on ją dopędza i zaprasza na swoje ulubione miejsce- legowisko lamparta. Gdy już są na wielkim bezbrzeżnym pięknym i piaszczystym terenie, gdzie miasto tylko widać w dalekiej mgle ona pyta –  a gdzie ten lampart. Chłopak poważnie odpowiada, że tutaj właśnie zginął lampart, gdy uciekł z ZOO. Iwan siada na ziemi , zanurza dłonie w piasku i widzi afrykańskich wojowników z dzidami….dziewczyna wyraźnie znudzona odchodzi i potem lądują w klubie, wśród jego kumpli. Chłopaki coś tam gadają, ich dziewczyny chichoczą, Katia milczy tak jak i Iwan. Ogląda i słucha. Nic nie widać na ich twarzach, może tylko znudzenie. Opuszczają klub z zamiarem dobicia do jej znajomych, którzy właśnie urządzają urodziny. Tam chłopak usiłuje się wpisać w ich zachowania, a nawet zaimponować. W pewnej chwili obwieszcza z poważną miną, to co zmyślił na poczekaniu,  że właśnie opuścił karcer, w którym spędził pięć lat. Na podparcie swojej nagle obudzonej męskości pyta o wódę. Gdy słyszy odpowiedź zalęknionej już koleżanki Katii, że wódy nie ma, pyta o perfumę. Koleżanka wraca z dwoma buteleczkami  francuskich perfum, które Iwan, celebrując ten obrzęd, wypija. Gdy potem zbyt długo zalega w WC, Katia idzie go szukać i po chwili on się wyłania zza drzwi toalety wysoce nieswój i obwieszcza, że wraca do domu. Zostawia dziewczynę i wkrótce mama rozbiera go układając do snu dziwiąc się, że pachnie takimi drogimi perfumami.

Chłopak po tej porażce, jednak wraca do domu Katii. Właśnie  jej rodzice są na daczy, więc młodzi gadają jakby nic się nie stało, potem bębnią na pianinie wyśpiewując jakieś wymyślone przez siebie treści. Nieoczekiwanie w drzwiach staje ojciec z babcią. Oczywiście towarzystwo zostaje rozdzielone, chłopak zaproszony przez ojca na rozmowę. Za zamkniętymi drzwiami, Iwan wyznaje, że Katia jest z nim w ciąży i że on czuje się zobowiązany, by się z nią ożenić. Oczywiście jest to bajer chłopaka, na poczekaniu wymyślony. Oni nigdy nie byli razem, nawet się nie całowali….Oj, nie będę opowiadała już dalej, bo może ktoś zechce obejrzeć ten film, a i już przekroczyłam chyba limit czasowy po którym kończy się cierpliwość czytelnika. Właściwie opowiedziałam całą treść filmu za co przepraszam….

Reasumując. Młodzi się rozstają, każde idzie  w swoją drogę.

Ale ile w nich się zmieniło. Jak ważne było dla każdego z nich  to spotkanie. Zderzenie dwóch indywidualności, domów, ambicji a wreszcie prawie kultur. 

Czy wspominali siebie  z czułością i ciepłem? Tego nie wiemy.

      Ale możemy sobie wyobrazić, że zachowali tamte wspomnienia na wypadek złych dni, tamte młodzieńcze czyste wspomnienia jak białą nie zapisaną kartkę jak azyl….i lepiej, żeby nie dostali od losu szansy na ponowne spotkanie. Bo może rozczarowanie by przyszło i żal za tamtym białym czasem hodowanym w sercach….

Film „ Goniec „ przekonuje świetną grą aktorów, jest fajny, melodyjny, ciepły i refleksyjny. Nie zawiera jakiś ważnych wydarzeń, ale daje szerokie pole do rozmyślań , powrotów. I sądzę, że wiele osób może w nim znaleźć siebie z dawnych lat, a może też zrozumieć swoje młode pokolenie. Zawsze napełnione tętniącymi emocjami, zakrywane pokerową twarzą lub głupimi zachowaniami.

Osobiście, nie chciałabym cofać czasu i zaczynać życia od początku. Dobrze jest tak jak jest teraz, ale powspominać można….

 

 

.

Na medycznej ścieżce. Krótkie delektowanie się macierzyństwem.

Tym razem miałam urlop macierzyński, więc czułam pełen luz.

Po urodzeniu Justyny wróciłam na zajęcia po 7 dniach, a po pojawieniu się na świecie Ewy po 2 tygodniach.

Tak więc ówczesne państwo nasze ludowe na mnie trochę zarobiło, gdyż nie naraziłam nikogo na fundowanie mi urlopu macierzyńskiego.  

Teraz delektowałam się czasem spędzanym z dziewczynkami i maleństwem.

Planowałam roczny urlop bezpłatny , nawet go zaczęłam i chyba zaliczyłam ok. 3 miesięcy.

Ale pewnego dnia ktoś zadzwonił do drzwi.

Otworzyłam , był tam goniec z mojej poradni z listem od szefa.