Opowieści mojej Mamy. Dziadek Marianny opowiadał…

Marianna mieszkała od urodzenia w dużej wsi Radziechowy. Tutaj znała wszystkich, miała koleżanki i dość niechętnie pomagała matce w domu i na polu.

W zimowe wieczory cała rodzina przesiadywała w jednej izbie. Matka cerowała odzienie i dziergała na drutach ciepłe swetry .

Marianna szyła sobie nowe spódnice , ale gdy dziadek zaczynał opowiadać, jej robótka  spadała na kolana a dziewczyna nieruchomiała zasłuchana. Uwielbiała te opowieści. Wprawdzie dziadek się powtarzał, ale stale lubiła jego wspomnienia. Wiedziała, że ich wieś jest bardzo stara, najstarsza na ziemi żywieckiej . Już  wtedy miała około 500 lat. Najważniejsze wydarzenie, które miało tutaj miejsce, to było gromadne podążenie dorosłych chłopów- górali na pomoc Jasnej Górze . Szwedzi zalewali kraj i zagrożona była Matka Boska. I udało się, dziadek opowiadał ze szczegółami jak wyglądała obrona klasztoru. Pewnie opowieść przekazał mu jego pradziad, który szedł w pierwszej linii grupy górali żywieckich. Niedługo  potem  Szwedzi w odwecie wymordowali prawie wszystkich mieszkańców.  

Jednak rodzina Marianny ocalała, gdyż mieszkali na skraju wsi, pomiędzy licznymi tutaj wąwozami , pod wielkim lasem i zdążyli ratować się ucieczką w góry. Cudem się uratowali. Gdy po wielu dniach schodzili z gór, okazało się , że tak samo postąpiło jeszcze kilka rodzin. Wrócili do swojej wsi i rozpoczęli ją odbudowywać liżąc rany otrzymane od Szwedów i lecząc choroby, których się nabawili siedząc w ukryciu  zimnych i  mokrych lasów swoich gór.

Dziadek był dumny z tego, że górale tak odpowiedzialnie stanęli murem za swoją ojczyzną i za Matką Boską Częstochowską.

Marianna w ten sposób uczyła się patriotyzmu i wiedziała że jest Polką. Mimo tego, że ojczyzna w jej czasach była zniewolona.

Moja babcia- Marianna urodziła się około 1890 roku , gdyż  jej pierwsze dziecko przyszło na świat gdy miała 17 lat. A był to 14 kwiecień 1907 roku.  Tym dzieckiem była to moja Mama- Stefania ….

Pewnie ja już nigdy nie dotrę ale może któreś z moich dzieci lub wnucząt odnajdzie w  ksiągach parafialnych w Radziechowach ślady chrztu Marianny i jej ślubu  z Michałem Jakubcem. Może tak, a może nie . I pozostanie tylko ta opowieść….

Opowieści mojej Mamy. Powrót do tematu.

 

 

Babia Góra. Widok z Godziszki- wsi rodzinnej Mamy.

 

Rozpisałam się o rodzinie mojego Taty, celowo zostawiając dalszą opowieść o Mamie, by doprowadzić obie opowieści do tego samego punktu w czasie.

Dziękuję goni, że pilnuje moich tekstów i nie waha się wyrażać swoje zdanie krytyczne. Zawsze uwzględnię Jej uwagi, bo jest znakomitym moim „ rednaczem”, tj. redaktorem naczelnym (*-*)

A teraz wracam do opowieści o rodzinie Mamy.

W poprzednich wpisach było o śmierci ukochanej pierwszej żony mojego Dziadka Michała Jakubca, osieroceniu gromadki dzieci i ponownym ożenku z młodą dziewczyną- Marianną , która go nie kochała.

Wszystko to się dzieje w surowej scenerii gór. Nasze rodzinne Beskidy może nie są tak groźne jak Tatry, ale rysują się na niebie jeszcze bardziej tajemniczo. Obnażone kamienne zbocza Tatr od razu ustawiają przybysza w pozycji pełnej podziwu ale i lęku.

Beskidy są z pozoru łagodne i przyjazne. Dla niewtajemniczonych ich szlaki wydają się łatwe i dostępne właściwie na wyciągnięcie ręki. Nic bardziej złudnego. Otóż dopiero  w miarę wnikania w ich zbocza, odkrywają się kolejne wielkie przestrzenie leśne , czasem podobne do siebie. I wtedy to, co wydało się bliskie i przyjazne, zaledwie rękę wyciągnąć , jest w gruncie rzeczy pułapką. Łatwo zabłądzić w lasach, pomylić skałki, strony świata, ścieżki i czasem nawet zakończyć życie. Tak było z grupą młodzieży na Pilsku , zresztą przykłady można by mnożyć.

I w takich górach wyrośli moi pradziadowie, dziedzicząc ich naturę. Twarze ich szerokie, pozornie szczere, z reguły okraszone łagodnym, czasem bezradnym uśmiechem. Ale w gruncie rzeczy zamknięte,  głęboko ukrywające uczucia. A uczucia tam ostre, skrajne i czasami okrutne.

Ten rys charakterów opracowałam na podstawie obserwacji licznych członków rodziny mojej Mamy.

I tak charaktery pokolenia moich przodków kształtowały góry, wielkie zrywne wiatry nazywane tutaj wiatrami od Orawy w odróżnieniu od zakopiańskiego halnego a także gleba gliniasto kamienista, którą musieli z uporem wielkim uprawiać, by wyrosło na niej to, co pozwalało przeżyć.