Śladami mojego Taty. Morze na stepie…

 

 

 

Mój kuzyn, Witold Łukaszewicz urodzony na Kazachstanie

 

 

Dziecko otrzymało imię Witold, po zaginionym ojcu.

Hodował się dobrze, jak na te warunki. Po pewnym czasie już biegał z miejscowymi dzieciakami. A gdy miał trzy czy cztery lata, kiedyś o poranku, zawołała go mama, by wylazł z barłogu i wyszedł przed ich” dom”. Mama wołała, chodź synku, zobaczysz morze. Wybiegł bardzo zainteresowany, bo był ciekawy świata. I zobaczył. Był wielki złoty falujący zielony błękit i szum. To było morze. Prawdziwe. Jego pierwsze.

Długo wierzył, że zobaczył morze. Gdy był trochę starszy  dowiedział się , że to była tylko fatamorgana na stepie…..

 

Śladami mojego Taty . Rodzina męża mojej kuzynki.

Jadzia ze swoim mężem, Józiem Lisem przyjeżdżała  do Gorzowa często. Odwiedzali nas, a przede wszystkim rodziców Józka. Rodzice ci mieszkali  niedaleko nas, przy ul. Kosynierów Gdyńskich. Po II wojnie światowej przybyli do Gorzowa i ojciec rodziny, który był bardzo zaradny zajął się hodowlą węgorzy w jakimś  podgorzowskim jeziorze. Chyba przynosiło mu to dość duży dochód, bo najstarsza córka Kazia była zawsze wytwornie ubrana, miała ponoć kilka drogich futer i pierścionki z brylantami. Byłam mała, więc na takie sprawy nie zwracałam uwagi, ale opowiadała mi o tym moja Mama. Kazia nie wyszła za mąż i mieszkała z rodzicami. Kolejna córka- Giga była bardzo urodziwa, wyszła za mąż za wielkiego dość hałaśliwego mężczyznę o nazwisku Gajewski.

Mieli syna- Piotra, który został uznanym chirurgiem dziecięcym. Gdy pracowałam w CZD  spotkałam go na jakimś kursie, a na jego temat słyszałam dużo pochlebnych opinii od zaprzyjaźnionych urologów z CZD. Ich szef, profesor Szymkiewicz  , gdy omawialiśmy wspólnie jakieś leczone przez nas dzieci, mawiał, że jeśli przysłał je dr Piotr Gajewski z Gorzowa, to znaczy , że wyczerpał na miejscu swoje niemałe możliwości i na pewno niczego nie pominął. Więc w ogólnym wniosku wypadał jako bardzo dobry, mądry i zaangażowany lekarz.

Wtedy informowałam wszystkich, że znam tę rodzinę i właściwie w pewien sposób jesteśmy spokrewnieni. Byłam  bardzo dumna z Piotra.