Śladami mojego Taty . Rodzina męża mojej kuzynki.

Jadzia ze swoim mężem, Józiem Lisem przyjeżdżała  do Gorzowa często. Odwiedzali nas, a przede wszystkim rodziców Józka. Rodzice ci mieszkali  niedaleko nas, przy ul. Kosynierów Gdyńskich. Po II wojnie światowej przybyli do Gorzowa i ojciec rodziny, który był bardzo zaradny zajął się hodowlą węgorzy w jakimś  podgorzowskim jeziorze. Chyba przynosiło mu to dość duży dochód, bo najstarsza córka Kazia była zawsze wytwornie ubrana, miała ponoć kilka drogich futer i pierścionki z brylantami. Byłam mała, więc na takie sprawy nie zwracałam uwagi, ale opowiadała mi o tym moja Mama. Kazia nie wyszła za mąż i mieszkała z rodzicami. Kolejna córka- Giga była bardzo urodziwa, wyszła za mąż za wielkiego dość hałaśliwego mężczyznę o nazwisku Gajewski.

Mieli syna- Piotra, który został uznanym chirurgiem dziecięcym. Gdy pracowałam w CZD  spotkałam go na jakimś kursie, a na jego temat słyszałam dużo pochlebnych opinii od zaprzyjaźnionych urologów z CZD. Ich szef, profesor Szymkiewicz  , gdy omawialiśmy wspólnie jakieś leczone przez nas dzieci, mawiał, że jeśli przysłał je dr Piotr Gajewski z Gorzowa, to znaczy , że wyczerpał na miejscu swoje niemałe możliwości i na pewno niczego nie pominął. Więc w ogólnym wniosku wypadał jako bardzo dobry, mądry i zaangażowany lekarz.

Wtedy informowałam wszystkich, że znam tę rodzinę i właściwie w pewien sposób jesteśmy spokrewnieni. Byłam  bardzo dumna z Piotra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *