Losy moich Rodziców. Wybuch wojny i aresztowanie Taty.

I tak dość spokojnie  mijał czas w Smorgoniach.

Ale wkrótce nadszedł sierpień 1939 roku.

Tato, który pracował na kolei został zmobilizowany i skierowany do pracy na zachód Polski. Posłusznie więc wsiadł do pociągu i  zmierzał w kierunku Poznania. 

Jednak jak wiadomo, 1 września wybuchła wojna.

Dotarł do Inowrocławia, gdzie pracował przy odbudowie zniszczonej działaniami wojennym linii kolejowej.

7 września  rozpoczęły się niemieckie naloty na ludność cywilną.

Pojawiła się panika i ogólny nieład.

Pociągi przestały jeździć zgodnie z planem, a ludzie uciekali w popłochu w różnych kierunkach. 

Tato podjął próbę powrotu do domu.

Podróżował pociągami, czasami pieszo. Znalazł się w Ełku, a pod Prostkami jego pociąg został zatrzymany. Okazało się, że w międzyczasie ktoś doniósł Niemcom, że są podróżni, którzy głośno wyrażają swoje oburzenie , widząc z okien pociągu te tłumy bezwładnych uciekinierów, nisko spływające z nieba niemieckie samoloty, ostrzeliwujące bezbronnych , płonące domostwa. Normalnym ludziom wydawało się, że jeśli już jest  wojna, to jedynie są dopuszczalne działania wojska przeciw wojskowym .  Trudno się dziwić, że napaść agresorów na ludność cywilną budziło nie tylko przerażenie ale i wściekłość.

Do pociagu wpadli hałaśliwi i przerażający Niemcy i wypędzali ludzi z pociągu. Tam, w polu już czekały ciężarówki , które wśród wrzasków komend wydawanych w obcym języku załadowano ludźmi z pociągu i powieziono w nieznaną dal.

Ostatecznie Tato trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen koło Berlina.

Od tej pory przez wiele lat Mama nie miała żadnej informacji o tym gdzie jest i czy w ogóle żyje  .

 

Śladami mojego Taty. Ostatnie spotkanie z żoną Edwarda Rodziewicza.

Ostatnio moja kuzynka Jadzia Heyda przypomniała sobie opowieść swojej babci- Oli ,  siostry mojej Babci Stasi.

Otóż Babcia Ola z mężem po ślubie zamieszkali w Jekaterynosławiu. Dziadek Jadzi był kolejarzem i tam dostał pracę. To były tereny rdzennej Rosji.

Gdy wybuchła rewolucja październikowa rozpoczęły się krwawe rozliczania z „wrogami ludu”. Mordowano bez opamiętania. Ponadto w całym kraju zapanował straszliwy przerażający głód.  Na pustych ulicach leżały ciała zmarłych  z głodu i zamordowanych .

W tym koszmarze rodzina ciocio- babci Oli jakoś trwała.   Ale wyobrażam sobie z jakim lękiem spędzali bezsenne noce, drzemiąc jedynie o świcie i budząc się po chwili nasłuchując kroków na schodach.

Przecież ich  szlacheckie polskie nazwisko- Drzewiccy musiało budzić zainteresowanie zabójców.

Być może, chronił ich,  zawód Dziadka- męża Oli, kolejarze byli potrzebni bolszewikom . Więc póki co , dawano  im spokój.

 Któregoś dnia późnym wieczorem ktoś zapukał do drzwi ich mieszkania. Otworzyli z lękiem. W drzwiach stała słaniająca się wynędzniała kobieta i poprosiła o wsparcie.

Oznajmiła, że jest żoną Edwarda Rodziewicza, brata Oli.

Nie chciała wejść do domu, więc Ola pospiesznie przygotowała pakunek. Zebrała kilka cieplejszych ciuchów, i trochę jedzenia- kawałek słoniny i bochenek chleba.

Żona Edwarda łapczywie złapała  w zgrabiałe i sine dłonie  ofiarowany tłumoczek i  pospiesznie odeszła.

Co się działo z tą rodziną w tych trudnych do opisania czasach, nikt nie wie. Być może , że  jej mąż –Edward Rodziewicz zginął, jak większość ludzi ze znanych starych  rodów.

Przecież polska szlachta to w pojęciu bolszewików największy wróg ludu. Mordowano tzw. białych bez oporów. 

Komu udało się uciec poza granice Rosji, miał szanse przeżyć……