Losy moich Rodziców. Agnieszka…

List od Stefy z zawiadomieniem o terminie ślubu i zaproszeniem na pewno dotarł we właściwym czasie do jej rodzinnej  Godziszki.

Stefa upewniła się  , że tak jest.

Była w kontakcie listownym ze swoją przyrodnią siostrą Agnieszką.

To ona napisała do Stefy, że w Godziszce huczało. Oczywiście oficjalnie nikt o tym nie mówił, ale szeptano po kątach.

Agnieszka wprost spytała macochę- Mariannę, która potwierdziła, że list z Rakowa dotarł.

       Losy Agnieszki nie były łatwe. Zakochała się w Niemcu i wbrew woli rodziny wyszła za niego za mąż.

Z tego powodu  została wyklęta przez rodziców, ale po latach powoli przełamywała rodzinne lody , zbliżała się do nich.

Potajemnie udzielała pomocy młodszemu przyrodniemu rodzeństwu i w końcu nawiązała też jakieś kontakty z ojcem i macochą.
Jednak jej Niemiec nie miał prawa wstępu do rodzinnego domu i nigdy nikt go nie poznał.

Mieszkała w Bielsku z niechcianym i wyklętym przez jej rodzinę mężem i  była szczęśliwa…

      W pewnym sensie jej losy trochę wzmacniały Stefę, przywracały wiarę w siłę uczuć i możliwość sterowania własnym losem.

Śladami mojego Taty. Tato z trzyletnią córeczką- pupilką a ona znudzona i nadąsana.

 

Rok 1950. Spotkanie z obozowym kolegą Taty, panem Moszczyńskim.

 

Od wczesnych dziecięcych lat powtarzałam, że mamusia ma mojego brata- Zenona, a ja jestem tatusia.

Coś w tym było. Czy, jak uważają niektórzy,  przyciąganie płci odmiennej  mimo bliskiego pokrewieństwa czy najzwyklejsze  ciepło mojego ojca, które otrzymał w swoim rodzinnym domu i wyczuwałam je na odległość. Nie wiem.

Na pewno na kolanach taty czułam się bezpiecznie… albo gdy chodziłam z nim za rękę na jakieś spacery… a gdy byłam już nastolatką ujmowałam go pod pachę i szliśmy do gorzowskiego czerwonego kościółka.  Aż nawet któregoś dnia doniesiono mojej Mamie, że jej mąż ma jakąś  młodocianą znajomą.;-(

Działo się to we wczenych latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, wówczas już Mama miała poważne problemy ze stawami i na dalekie wyprawy z nami się nie wybierała.

A moja młodzieńczość wybuchła tak nagle, że ludziska nie identyfikowali szarego „kaczorka” z pannicą w rozkwicie.

I stąd te śmieszne podejrzenia o których napisałam powyżej.

Takie to były czasy….gesty, przytulenia Rodziców odeszły w przeszłość.

„To se nie wrati”- jak mówią Czesi.