Tato był delikatnego zdrowia, ale to były pozory, gdyż przetrwał lata dzieciństwa, gdy chorowano bez pomocy i umierano często. Dwaj jego bracia zmarli w okresie wczesnego dzieciństwa. Tato też często chorował, ale nadspodziewanie szybko wracał do zdrowia.
Nie lubił tłustych dań, tak popularnych w stronach kresowych. Nawet z szynki starannie odpreparowywał tłuste elementy .
Wydaje się ,że to było tak niedawno, nieomal wczoraj, gdy Rodzice jeszcze żyli , a przecież od śmierci Mamy 28 sierpnia tego roku minie 12 lat a Tato odszedł w grudniu 2002 roku. Obydwoje osiągnęli tzw. piękny wiek, gdyż zmarli mając ponad 90 lat.
I widzę Tatę, jak siedzi przy stole w kuchni ostatniego mieszkania Rodziców w warszawskim żoliborskim bloku ( ul Broniewskiego 22 m 121) .
Szczupły, z całkiem sporą resztką falistych starannie uczesanych włosów wyprostowany jak struna, mimochodem demonstruje swój piękny profil i z namaszczeniem konsumuje. Robi to bardzo wolno, dostojnie, i starannie przeżuwa każdy kęs, tworząc właściwie misterium konsumpcji.
Nigdy nie jadł łapczywie, byle jak i nie zjadał byle czego .
Zawsze mówił, że wstaje od stołu z uczuciem niepełnego nasycenia i z łatwością mógłby zjeść jeszcze jedną porcję .
To było niezwykłe u człowieka urodzonego na wileńszczyźnie. Tam jadano wielkie , ociekające tłuszczem posiłki, np. jego brat potrafił skonsumować bez zmrużenia oka jajecznicę z 50 jaj.
Ciekawe od kogo mój Tato dostał w spadku takie cechy, kto mu wpisał taki gen opanowania w jedzeniu i piciu. Tego się nie dowiemy. Ale we wspomnieniach rodzinnych tak zapamiętano mojego Dziadka- Tomasza Łukaszewicza.
Niestety nie odziedziczyłam tych wartości. Jem byle co i byle jak , a często w nadmiarze.



