Opowieści mojej Mamy. Zamknięcie tego rozdziału.

I tak doszłam w opowieściach rodzinnych do momentu, który rozpoczął nowy rozdział.

Bo nadszedł rok 1926 i razem z nim czas spotkania  moich Rodziców.

I od tej pory  dzieje Stefy Jakubiec i Wacława Łukaszewiczów  stały się wspólne .

Tym było  ich zauroczenie, zakochanie  i wytrwanie razem do bardzo późnej starości, mimo wielu trudności .

Dla mnie jest to pewnego rodzaju fenomen. Było to małżeństwo z wielkiej, chyba częściowo wyidealizowanej miłości, ale potem pewnie już tylko wierność ideałom wyniesionym z domów rodzinnych .

Zastanawiam się na jakiej zasadzie trwają stare małżeństwa i nie znajduję jednej odpowiedzi. Prawdopodobnie składa się na to wiele czynników, większość z nich to tylko ich tajemnica, którą ci ludzie zabierają ze sobą do grobu.   

No cóż, nie ma co filozofować. Życie pędzi dalej, więc czas, bym spisała kolejne , trudne losy moich Rodziców.

Zapraszam więc do rozdziału pt. Losy moich Rodziców, a właściwie to sama przenoszę się w tamte czasy ….

„Dziecko to jest cud”

 

 

Tak wyglądał Patryk w marcu 2012. Obraz USG.

 

Zdjęcie wykonałam wczoraj, tj 27.08.2012- akurat ukończył pierwszą dobę życia…

 

 

Jestem bardzo poważnym Człowiekiem. Właśnie ukończyłem pierwszą dobę od chwili gdy wydobyto mnie z brzuszka mojej Mamy i obwieściłem wszystkim swoje przybycie bardzo głośnym krzykiem..

 

26 sierpnia Roku Pańskiego 2012 przyszedł na nasz świat Patryk Rosiński .

Jest bratem 4 letniego Wiktora, synem Pauliny z domu Konopielko i Alberta Rosińskiego a naszym ósmym wnukiem!!!

Oczekiwaliśmy Go bardzo, jest naszym Patrysiem, Patkiem a Dziadek i Majka ( córka Marcina- naszego syna) nazwała Go Patyczkiem(*-*)

Witamy Ciebie Maleńki gorąco , gratulujemy Rodzicom i Bratu , życzymy, byś był stale Jasnym naszym Promykiem…..

Śladami mojego Taty Rodzina brata mojego Taty- Witolda na Kazachstanie…

Nie zważając na błogosławiony stan Cioci, pozostawiono ją samą z tym brzuchem i nieletnią córką na pastwę miejscowych. To była inna forma zsyłki. Jedna polegała na wspólnym życiu zesłanych w barakach łagrowych a druga- to samodzielne egzystowanie wśród Kazachów. Sowieci zapędzili kilku miejscowych do wykopania dołu  pod ziemiankę dla przybyłych i sklecenie konstrukcji, która miała być ich domem. Oczywiście nie oszczędzano cioci- musiała pracować z innymi. Ale w końcu ich nowy dom powstał.