Powrót do Japonii. Śniadanie i na obrady.

SAM_9269.JPG

Centrum kongresowe , kwitnące wiśnie i autobusy, które pędzą lewą stroną ulicy.

 

SAM_9270.JPG

Lunch na ławeczce w parku i wiśnie w tle

 

 

 

Nasza pierwsza noc w Japonii  minęła bez snów.

 Przyszedł nowy dzień, poranne ablucje, i na śniadanie.

W niewielkiej hotelowej restauracji siedziało już kilka osób. Japończycy i „inostrancy” tacy jak my.

 Przy bufecie wyłożono dania z informacją, które są tradycyjne. Oczywiście najbardziej nas zainteresowały dania japońskie. Popatrzyłyśmy na zawartość niewielkich miseczek, mętną wodnistą z pływającym czasem jakimś nibyrobalem, odwracając nos od zapachu, który stamtąd doleciał. To pewnie była  ulubiona zupa japończyków z zepsutej soi albo co innego. Na tackach leżały też pozlepiane kulki i inne dziwne stwory.

Oczywiście nie wybrałyśmy niczego z proponowanych bardzo zdrowych dań, otrzymałyśmy gotowane jajko, które też chętnie konsumują Japończycy, jakieś pieczywo i dżem. No i kawa była obowiązkowo.

Usiadłyśmy przy niewielkim stoliku. Okazało się, że  Kaśka, słynny degustator nie wytrzymała i przyniosła też miseczkę z zupą . Hamując odrazę,  spróbowałyśmy tej mętnej cieczy, ale nie dało się tego przełknąć.  Nawet wyobrażenie, że ta zupa jest nektarem bogów, odżywcza i ożywcza nie dało efektu.

Obok głośno siorbali i z zapałem chłeptali swoją zupę mieszkańcy tego kraju. Potem hałaśliwie wsysali długie nitki makaronu i zapamiętale dłubali pałeczkami w bezbarwnych ryżoworybnych kupkach. Ponoć głośne jedzenie należy do japońskiego zwyczaju i dobrego tonu i  należy tak się zachowywać. Wyglądali przepięknie. Ładne cery, lśniące oczy i żywotność o poranku stanowiły kontrast z naszymi zapyziałymi oczętami. Oj, widać ich dobre jedzenie sprzyjało zdrowiu.

    Potem już powędrowałyśmy do centrum kongresowego, gdzie otrzymałyśmy plakietki i  materiały zjazdowe z planem obrad. I się zaczęło. Nie było czasu na rozglądanie się po okolicy.

Dopiero w porze lunchu wybyłyśmy do rozległego jak na warunki japońskie, gdzie wszystko miniaturowe, uczelnianego parku unosząc przydzielone pudełka z posiłkiem. Na jednej z ławek rozsiadłyśmy się , konsumując zawartość i po raz pierwszy stosując do tego przydzielone pałeczki. Były oczywiście zwyczajowo złączone, co świadczyło, że nigdy nie używane. Rozłamałyśmy je więc i podjęłyśmy próbę. Przypominam, że jeszcze wtedy do Polski nie dotarła moda na jedzenie japońskie a może panowała już w tzw. wysokich sferach do których nie należałyśmy.

Powietrze było świeże, przejrzyste . A dookoła właśnie zakwitały wiśnie….