Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (4).

Tak więc pozostawiłem te niepokojące  myśli o tym, jak ma wyglądać nasze małżeństwo. Pewnie ona też miała takie problemy i wątpliwości, ale rzadko rozmawialiśmy o tym poważnie. Unikała takich rozmów, zamykała się w sobie.

Bałem się, że ją stracę.

Zresztą wokół niej kręciło się zawsze kilku młodzieńców, jeden był profesorem, byli nauczyciele i majętni sąsiedzi o duszach niebieskich ptaków. Mogła ulec ich czarowi.

     Wobec tego podjąłem desperacką decyzję i któregoś dnia poprosiłem ją o rękę. I wtedy rozjarzyły się jej oczy. A gdy ujrzałem jej piękny tajemniczy uśmiech , rozczuliło się moje serce. Widocznie tak długo czekała na taką chwilę. Może nawet już straciła nadzieję. Wyraziła zgodę.

Moi rodzice byli też bardzo zadowoleni.

 

Losy moich Rodziców. Pierwszy zachwyt.

I muzyka bucha przez uchylone okna i porywa do tańca.

Kasyno żyje młodością i bujną radosną wrzawą.

 I w ten  wieczór roztańczony gwiaździsty i mroźny spotykają się ich spojrzenia.

Pełne zaskoczenie, widzą się po raz pierwszy.

Stefa i Wacław , młodzi, śliczni, czarujący nieznajomi.

Ona o niespotykanej tutaj surowej urodzie rzeźbionej przez górskie wiatry , on delikatny kresowy chłopak.

I uśmiechy wysyłają niepewne i ich serca niespodziewanie przyspieszają bicie.

I już płyną do siebie przez salę, a może tylko on płynie do niej, siedzącej skromnie pod ścianą.

I zaproszenie do tańca.

I dotyk ramion, może przytulenie.

Może jakieś piękne słowa.

I rumieniec na smagłej góralskiej twarzy Stefki.

Piękny rumieniec  i płonące błękitem oczy i jego szarawe .

I zatopienie w sobie i zachwyt.

I potem sny a raczej noce bezsenne.

I westchnienia….