Dzień Zaduszny…

 

PB282326.JPG

 

 

W Dzień Zaduszny żyję wśród duchów moich Bliskich. Czuję, że są obok, wyzwoleni z ziemskich cierpień, a więc szczęśliwi.

I maleńki wojenny braciszek- Wacuś, rezolutny 4 latek , z wielkim trudem wychowywany przez samotną stale pracującą Matkę, która została w ciąży gdy  na początku II wojny światowej Ojca zamknięto w obozie koncentracyjnym. To dziecko ulicy opłakiwane  przez Matkę i moje serce zostało skoszone w 1944 roku w ciągu dwóch dni przez czerwonkę przywleczoną przez sowietów …

I są obok moi Rodzice,  którzy dożyli z trudem bardzo sędziwego wieku i zmarli po prostu „na starość „ …ich prochy na Cmentarzu w Komorowie odwiedzimy dzisiaj…pomilczymy przez chwilę i wrócimy do codzienności…

i Teściowie, którzy przegrali walkę z chorobami, chociaż mogli jeszcze pożyć. Niedawno mieliśmy spotkanie z Lidzbarkiem Warmińskim, gdzie wylądowali po wojnie, i smutki i radości przeżyli i odpoczywają na wzgórzowym  cmentarzu, wśród wielkich drzew i ciszy…

 i Paweł , jedyny brat Mirka, którego życie tak nagle przerwał pijany kierowca . Pochylimy się nad grobem Cmentarza przy Kościele św. Katarzyny i jak zwykle zapytamy dlaczego Boże  Go zabrałeś zostawiając bezradną Rodzinę. A może Ciebie, Boga to w ogóle nie interesuje, a może Ciebie, Boże nie ma….

i wreszcie mój starszy brat- Zenon- żeglujący pod prąd oczekiwań Rodziców, parający się piórem , dziennikarz, literat, krytyk literacki. Gdy nie mógł się odnaleźć w nowym świecie , odszedł właściwie nagle 3 lata temu i teraz świeczkę mogę jedynie zapalić w portalu nekrologi, bo Zielona Góra zbyt daleko, by na grobie….

I są oni Wszyscy, wokół nas i żyją wiecznym życiem, dopóki my żyjemy i jedynie geny, które nam przekazali mogą świadczyć- to nasi najbliżsi…

 

Na medycznej ścieżce. To co jeszcze zostało po moim szpitalu, ale na jak długo?

Szpital im. Dzieci Warszawy, widok od Śliskiej. Teraz opuszczony, jeszcze tam jest, ale na jak długo? Miejsce to w samym sercu Warszawy jest bardzo ponętne dla jakiś bezwzględnych inwestorów.  Dworzec Centralny o krok nieomal.

 

 

Mój dawny magiczny szpital, widok od Śliskiej.

 

 

Po prawej stronie mój dawnym Szpital. Widok od ul . Siennej

 

 

Tablica na murze budynku, od strony Śliskiej.

 

 

 

Tablica na ścianie budynku, widok od strony Śliskiej.

 

 

Po prawej teren szpitala i fragment gmachu głównego . A tam pewnie nadal śpiewa cudnie,  jedyny teraz mieszkaniec tego miejsca, kos. Mój kos słuchany o świcie, gdy jeszcze śpi miasto a my działamy- reanimujemy, zakładamy kroplówki i czekamy na powrót do zdrowia naszych pacjentów. Kos nam pomaga, jest jak optymistyczny radosny zwiastun dobrego. Ach, gdzie te czasy…..

 

 

 

Cmentarz żydowski, Warszawa. Nagrobki rodziny fundatorów szpitala.

 

 

 

 

 

Opowieści mojej Mamy. Uczniowie…

 

Mama pierwsza po prawej w zapełnionym rzędzie.

 

 

Mama dobrze się czuła w gronie pedagogicznym, lubiła swoich uczniów.

W to wierzę, gdyż miałam wielokrotnie okazję obserwować Jej gorzowskich uczniów. Bywało, że rano ktoś dzwonił do drzwi naszego domu, otwierałam , a za drzwiami stał maluch z tornistrem. Z bardzo poważną miną oświadczał, że przyszedł po swoją panią.

 

Kilka lat temu rozmawiałam ze znanym starym ortopedą , profesorem Malawskim i zapytałam, czy pamięta moją Mamę, swoją rakowską nauczycielkę. Popatrzył na mnie bystrze i powiedział z uśmiechem –  oczywiście- miała takie piękne oczy – i  wymienił kilka szczegółów z życia Mamy, co świadczyło, że pozostała w jego pamięci jako osoba niezwykła.  

Na medycznej ścieżce. Kajtek i los

Nasz kolega z roku , Kajtek był niezapomnianym animatorem naszych dusz.

Ten chłopak uosabiał samą radość życia, temperament i aktywność.

Ukończył studia medyczne z bardzo dobrym wynikiem.

Wkrótce potem zmarł z powodu guza mózgu.

Losie, okrutny losie, dlaczego ….