
W Dzień Zaduszny żyję wśród duchów moich Bliskich. Czuję, że są obok, wyzwoleni z ziemskich cierpień, a więc szczęśliwi.
I maleńki wojenny braciszek- Wacuś, rezolutny 4 latek , z wielkim trudem wychowywany przez samotną stale pracującą Matkę, która została w ciąży gdy na początku II wojny światowej Ojca zamknięto w obozie koncentracyjnym. To dziecko ulicy opłakiwane przez Matkę i moje serce zostało skoszone w 1944 roku w ciągu dwóch dni przez czerwonkę przywleczoną przez sowietów …
I są obok moi Rodzice, którzy dożyli z trudem bardzo sędziwego wieku i zmarli po prostu „na starość „ …ich prochy na Cmentarzu w Komorowie odwiedzimy dzisiaj…pomilczymy przez chwilę i wrócimy do codzienności…
i Teściowie, którzy przegrali walkę z chorobami, chociaż mogli jeszcze pożyć. Niedawno mieliśmy spotkanie z Lidzbarkiem Warmińskim, gdzie wylądowali po wojnie, i smutki i radości przeżyli i odpoczywają na wzgórzowym cmentarzu, wśród wielkich drzew i ciszy…
i Paweł , jedyny brat Mirka, którego życie tak nagle przerwał pijany kierowca . Pochylimy się nad grobem Cmentarza przy Kościele św. Katarzyny i jak zwykle zapytamy dlaczego Boże Go zabrałeś zostawiając bezradną Rodzinę. A może Ciebie, Boga to w ogóle nie interesuje, a może Ciebie, Boże nie ma….
i wreszcie mój starszy brat- Zenon- żeglujący pod prąd oczekiwań Rodziców, parający się piórem , dziennikarz, literat, krytyk literacki. Gdy nie mógł się odnaleźć w nowym świecie , odszedł właściwie nagle 3 lata temu i teraz świeczkę mogę jedynie zapalić w portalu nekrologi, bo Zielona Góra zbyt daleko, by na grobie….
I są oni Wszyscy, wokół nas i żyją wiecznym życiem, dopóki my żyjemy i jedynie geny, które nam przekazali mogą świadczyć- to nasi najbliżsi…








