Pan Profesor Witold Ramotowski- nasz Przyjaciel ( 5 )

Pierwszy domek od ” cofki” Bugu….zd.j satelitarne z netu.

Moi Mili!

Otóż dzisiaj raniutko spotkałam pod bramą naszego nowego młodego sąsiada Ziemka, który wracał  ze spaceru , ale nie samotnie jak ja, lecz ze swoim dużym łagodnym ( chociaż mnie obszczekał, ale chyba w wyrazie powitania) psem o niecodziennym jednolitym ciepłym kolorycie nie tylko całego ciała ale również i oczu, i  o  równie niecodziennym imieniu Koń. Sąsiad jest niezwykły, gdyż w swoim domku pozwala buszować myszom, gdyż jak twierdzi jest to ich teren. Jednie ustawia pułapkę – klatkę, do której one czasem zaglądają. Wówczas to uroczyście owa klatka z myszką lub dwiema, a nawet czterema wędruje do lasu, gdzie są wypuszczane na wolność ku radości Ziemka, Jego Dziewczyny no i oczywiście głównych bohaterek. Trochę się krępowałam, jak to ja, poprosić Z. o pomoc w ożywianiu laptopa, który zamilkł przed trzema dniami. Ale się przemogłam i  pożaliłam . Ten niezwykły i przeuroczy młody Człowiek przejął się bidulą emerytką a może nawet gdybym nie była emerytką, też by przybiegł  pomocą, bo On tak ma…i oto jestem przed Wami, Kochani i ukochanym oknem na świat, czyli laptopem. Niech żyje Młodość, szczególnie tak uczynna i mądra…Niech Wam się darzy….

Wracam więc do opowieści o naszych dawnych wieloletnich  spotkaniach z Profciem, czyli z Panem Profesorem Witoldem Ramotowskim….

I znowu „żeglujemy” wspomnieniami do domku nad Bugiem.  Właśnie jest wieczór muzyczny, jakich wiele, choć muzyka zawsze towarzyszyła naszym spotkaniom. Wieczór po upalnym dniu przynosi chłodek a właściwie to dar Bugu, który meandruje niedaleko domku. Oddala się co roku od swojego brzegu, co sprawdzamy mierząc odległość od lustra wody metalowego palika, zainstalowanego tam przed laty przez Profcia.  Służył do przywiązywania Trepa, czyli jachtu który Pan profesor sam zbudował i nim odbywał długie samotne wakacyjne wyprawy. O nich pisze w swoim pamiętniku, i mam zamiar kiedyś zacytować słowa Tego Niezwykłego człowieka. Ale na razie jesteśmy w domku, oglądamy regalik z taśmami magnetofonowymi. Sam go skonstruował, by umieścić opakowania z taśmami. Piękną muzykę nagrywał z radia przed wielu wielu laty – mówi, często w samochodzie. Wszystkie taśmy są ponumerowane, ułożone starannie grzbietami w kolejności , jak trzeba, skatalogowane.  Precyzja. Precyzja i staranność chirurga. Muzyka koi nasze często rozedrgane serca, przynosi swoją ulotność , podrywa nogi do tańca. Tańczymy. Profesor mówi, lubię patrzeć jak tańczycie z Mirkiem. Czasami tańczę z Profesorem. Pysznie prowadzi, ma wyczucie rytmu bo i Jego słuch muzycznie absolutny. A za oknem  meandruje Bug, w ciszy , od wieków. Ptaki układają się do snu, w maju słowiki szaleją, chętnie wijąc gniazda w wielkim dereniu, który przytula się do balkoniku domku Pana Profesora. Więc burza zieleni zagląda w szerokie okna balkonowe, ptaki kwilą i trwa ta chwila piękna i ulotna…..

 

Pan Profesor Witold Ramotowski- nasz Przyjaciel ( 4 )

 

Bug.JPG

Widok z balkonu domu Pana Profesora Ramotowskiego. Starorzecze Bugu, ” cofka” zwana przez mieszkańców….zdj własne

 

Przynoszę Panu Profesorowi wiatr znad Bugu. I gdy trzymam Go za piękną śniadą rękę, która uratowała tyle istnień ludzkich, czuję Jego wielkość i  mówię, nie jestem kobietą, jestem wiatrem znad Bugu….

Siedzimy przy stoliku w holu , otwieram laptopa i  czytam to, co w blogu o Nim  opowiadam a potem to co o czym mam zamiar napisać. Profesor się wzrusza i my też. Bo właśnie już siedzimy , jak kiedyś,  w Jego nadbużańskim domku i wraca tamten piękny czas, który minął, ale dopóki żyjemy jest w nas. W naszych oczach , sercach i pamięci. 

 I  tak oto  jesteśmy w naszych domkach nad Bugiem. Fajnie jest wspominać, bo to są takie kolorowe mieniące się wszystkimi barwami wspomnienia i pozwalają na chwilę zapomnieć o tym co tu i teraz.      Opowiadam o naszych dawnych  spotkaniach, Mirek ożywiony a Profcio ( pozwólcie, że będę używała tego określenia, które jest nasze . Ale tu, w tej opowieści wszystko wolno) a więc Profcio teraz dorzuca swoje historyjki .

I jest dobrze, ciepło i serdecznie….więc rozmowa jest o tym jak panowie grywali w szachy w domku Profcia, a  ja się wylegiwałam na tapczanie zwanym narożnikiem i oglądałam kominek, wielkie jelenie rogi, które kiedyś dostał od znajomego i makatkę wiszącą nad kominkiem. Profesor chcąc go rozpalić, finezyjnie przy użyciu własnej konstrukcji zwijał makatkę . Wszystko zresztą w tym domku było i jest Jego konstrukcji. Własnoręcznie położona podłoga z desek i terrakota w jadalni, kuchni i łazience, urocza nisza barek z całym wystrojem i wiele innych mebli. Na ścianach wisiały obrazy Jego córki, absolwentki ASP . Kiedyś wisiały….bo dzisiaj domek zmienił wystrój. Ale mam w oczach tamten, gdzie tyle radości było i przyjaźni i Niezwykłego Ducha Profesora….   

Jesteśmy więc w  domku Profcia nad Bugiem. Bywamy tam z Mirkiem nieomal codziennie wieczorami, ale obowiązkowo w porze wczesno południowej w altance, którą oczywiście sam zbudował i nazwał Azylem . Kawę  zaparza sam Profesor, osobiście. Bo to jest celebra. Najpierw wskazuje na solidnie zbudowany ekspres, z metalowym brzuchem i fajnym dzbanuszkiem , mówiąc ooo znalazłem go na śmietniku. Był porzucony. Był taki samotny i śliczny, że go zabrałem do domu. Ucieszył się, ja dodaję. No pewnie. Zajrzałem do jego wnętrza i okazało się, że naprawa była łatwa.  Jak dla kogo, dodaję wiedząc, że nie ma urządzenia, do którego by Profcio nie zajrzał i oczywiście naprawił. Tak Pan Profesor nie tylko naprawiał zepsute ludzkie kończyny czy kręgosłupy, ale naprawiał też stary sprzęt, dając mu drugie życie….

 

 

barek.JPG

Udało mi się ‚ zatrzymać czas” w tym kadrze…nieistniejący już barek Pana Profesora Witolda Ramotowskiego, własnoręcznie wykonany i ozdobiony. W lewym narożniku historyczny ekspres do kawy, o którym w tekście….

Pan Profesor Witold Ramotowski- nasz Przyjaciel. ( 3 )

 

Powtarzam wyjaśnienie. Zanim się zdecydowałam na opowiadanie o Panu Profesorze Witoldzie Ramotowskim, przeżywałam chwile wahania. Czy się zgodzi, bo jest Człowiekiem bardzo Skromnym? i jakby w telepatycznej łączności ze mną łażącą samotnie po drogach leśnych , nie samotnie, bo z wątpliwościami, niespodziewanie zadzwonił Pan Prof. Dziękował za to, że Go odwiedzamy. Podjęłam dręczący mnie temat. Nieśmiało zapytałam, czy się zgadza na moje wpisy- opowieści  w tym blogu z użyciem Jego nazwiska oraz zdjęć.  Zgodził się bez wahania, nawet podziękował, co mnie wzruszyło. Wie jak piszę, czytywał mój blog i opatrywał cennymi komentarzami. Więc ma do mnie zaufanie.   I tak to za namową wieloletniej asystentki Profesora, dr Joasi Suchockiej i Mirka- dziergam swoją opowieść o naszych wspólnych czasach i o tym co usłyszeliśmy  z ust Pana Profesora- Legendy Polskiej Ortopedii, Człowieka Niezwykłego o wielu pasjach i kochającego ludzi…..

 

profcio,2009.JPG

Pan Profesor Witold Ramotowski, zawsze bacznie słuchający człowieka…zdj własne sprzed może 3 laty….

 

Warszawska ulica, jedna z wielu, a jakże inna,  dotychczas mi nie znana, zamknięta magiczną Chełmską , gdzie jak wspomniałam, Wytwórnia filmów i kawał życia Profesora. Ale filmach, które robił będzie kiedy indziej. Nie da się wszystkiego zmieścić w krótkiej opowieści ani tym bardziej zachować porządku chronologicznego. Tak więc będę opowiadała chaotycznie, to co mi akurat przyjdzie do głowy. Bo tłoczą się w niej takie ilości wspólnych chwil spędzonych z Profesorem i Jego opowieści, że  mogę wybierać jak rodzynki z pysznego ciasta pachnącego drożdżami.

A więc ostatni pokój po lewej . Cisza. Wchodzę. Jest poobiednia sjesta, Profesor na krześle przy  niewielkim stoliku. Na stoliku magnetofon, butelka z wodą i może jakiś drobiazg- nie pomnę. Widzę tylko Jego, naszego Przyjaciela. Ogolona głowa, bo tak higieniczniej przy wielkich upałach ,  zmienia Jego wygląd na starczy ale jednocześnie modern- wszak młodzi dziś też golą głowy. A może to wrażenie smuty, które mnie ogarnęło jest spowodowane tylko tym, że Profesor nie ma na nosie okularów i dlatego wydaje mi się taki nagi i bezbronny. Siedzi nieruchomo, wyprostowany, elegancko ubrany, wytworny, ma  słuchawki na uszach, i jest bardzo zasłuchany, skoncentrowany na tym co się dzieje pomiędzy słuchawkami a Jego rozumem czy wyobraźnią.  Ta refleksja o Jego wyglądzie trwa ułamek sekundy zaledwie, ale jest tak silna, że przedstawiony obraz mam zapisany w oczach. Zbliżam się, obejmuję  szerokie ramiona, lekko przytulam głowę do jego twarzy.  A On mówi, Zochna. Tak jak zawsze, zawsze tak na mnie mówi . Poznaje mnie  , nie wiem czy po głosie, czy dotyku, czy może zapachu. Tak, na pewno poznaje mnie po zapachu naszego Gulczewa, mojego wielbionego  lasu i Jego ukochanej rzeki nad którą ma domek. Taką działkę wybrał, bo jest urodzonym wodniakiem, tak więc Profesor poznaje mnie po tych zapachach,  które noszę w sobie .

Potem przywitanie z Mirkiem. Równie czułe i wylewne. Nie wstydzimy się tych gestów. Przytuleń, dotknięć  czy nawet dłuższego trzymania dłoni w dłoni. Już jesteśmy poza podejrzeniami , że te czułości mają jakiś podtekst. Po prostu wszyscy pragniemy tego samego, jeszcze bardziej niż w młodości. Pragniemy czyjejś obecności, czułości i dotyku.

I jest radość. I już płoną Mu oczy, piękne i mądre. Zdejmuje słuchawki,  wyłącza odtwarzacz. Jak zawsze, wszystkie czynności wykonuje po kolei, bez chaosu, który np. jest we mnie- kilka tematów otwartych na raz. Profesor ma wszystko poukładane w głowie. Inaczej nie mógłby skutecznie operować pacjentów.  Choć czasami ucieka od głównego tematu rozmowy w jakąś dowcipną dygresję ale zaraz wraca do opowieści, by ją zakończyć. Ogólnie jest bardzo szybki w działaniu . I tu przypominam partie szachów które rozgrywał z Mirkiem. Siadywali przy niskim stole tzw.  ławie w Gulczewku, jak nazywał naszą nadbużańską oazę, czy Azyl ( altanka) i Mirek zwyczajowo długo, bardzo długo myślał nad każdym ruchem. A Profesor oczekując na decyzję Mirka, zrywał się niecierpliwie i krążył po swoim dużym pokoju patrzącym na rzekę. Pomimo tych trudności,  nieharmonijności obu panów w decyzjach jaki wykonać ruch szachowy, zasiadali do tej gry często….cdn.

 

P7120091.JPG

Widok z okna Pana Profesora oglądamy w zoomie ap foto. Tzw „cofka” na Bugu i sejmik bociani na półwyspie….zdj wlasne

 

Pan Profesor Witold Ramotowski- nasz Przyjaciel. ( 2 )

Dom pobytu dziennego i całodobowego Bobrowiecka.jpg

Tak ma wyglądać starość…- plakat witający w holu 

 

Najpierw wyjaśnienie. Zanim się zdecydowałam na opowiadanie o Panu Profesorze Witoldzie Ramotowskim, przeżywałam chwile wahania. Czy się zgodzi, bo jest Człowiekiem bardzo Skromnym? i jakby w telepatycznej łączności ze mną łażącą samotnie po drogach leśnych , nie samotnie, bo z wątpliwościami, niespodziewanie zadzwonił Pan Prof. Dziękował za to, że Go odwiedzamy. Podjęłam dręczący mnie temat. Nieśmiało zapytałam, czy się zgadza na moje wpisy- opowieści  w tym blogu z użyciem Jego nazwiska. Zgodził się bez wahania, nawet podziękował, co mnie wzruszyło. Wie jak piszę, czytywał mój blog i opatrywał cennymi komentarzami. Więc ma do mnie zaufanie.   I tak to za namową wieloletniej asystentki Profesora, dr Joasi Suchockiej i Mirka- dziergam swoją opowieść o naszych wspólnych czasach i o tym co usłyszeliśmy  z ust Pana Profesora- Legendy Polskiej Ortopedii, Człowieka Niezwykłego o wielu pasjach i kochającego ludzi…..

 

 

Jedziemy  więc w ten sierpniowy dzień , z Mirkiem, samochodem przez ledwie dyszące upałem miasto do Pana profesora Witolda Ramotowskiego. Aktualnie przebywa a rehabilitacji, wzmacniając siły i kondycję . Enklawa schludnych gmachów  w ładnym choć niewielkim parku zamknięta Chełmską, gdzie wytwórnia filmów w której Pan Profesor spędzał wiele godzin kręcąc filmy naukowe, żywiąc się chałwą i mlekiem z butelki- jak opowiadał. Filmy to była Jego pasja, o której opowiem później. Witają nas wysokie drzewa i równe alejki ławkami objęte. Na placyku pomiędzy gmachami widzimy tłumy  żywiołowej młodzieży, bo jest tu jakaś prywatna szkoła wyższa. Miasto i młodość tętni aż nam krew szybciej krąży w wiekowych żyłach.

Za drzwiami otwiera się przed nami chłodne eleganckie wnętrze. Portiernia, recepcja, na dole jakieś laboratoria, winda. I już trzecie piętro, gdzie toczy się życie w swoim tempie, własnym  zwolnionym filmie aż do zatrzymania w kadrze. Ale na razie żyjemy, jeszcze kadry naszej codzienności się przesuwają .  Pachnie dobrymi środkami czystościowymi., uśmiechają się panie pielęgniarki, idę korytarzem, do końca. Po drodze w otwartych drzwiach jednego z pokojów, tkwi wózek inwalidzki i siwowłosa pani na nim rozpaczliwie mnie wzywa. Podchodzę. Ona woła dalej tragicznym głosem,  że jest sama, że nikt jej nie odwiedza i że już pora zmienić pampersa.  Wracam więc do dyżurki pielęgniarskiej. Mówię. Słyszę odpowiedź- ta pani tak ma, zaraz przyjdzie do niej córka a niedawno została przebrana. Idę z powrotem. Drzwi już zamknięte. Cisza za nimi. Zamknięta starość za drzwiami. Tak wygodnie. Zamknąć drzwi, nie słuchać co się za nimi dzieje. Można wtedy iść dalej i nie pamiętać, nie myśleć o pomocy tym starym czy bardzo chorym, a także o swojej przecież tak nieodległej perspektywie….pozostaje wzruszenie ramion, obojętność a może tylko bezsilność wobec upływu czasu …. cdn 

 

FilmowaPrzestrzeńEdukacyjnaNaTerenieWytwórniFilmowDokumentalnych i Fabularnych.jpg

Filmowa przestrzeń Edukacyjna Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych przy ul. Chełmskiej w Warszawie.

 

 

Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych –jedna z najstarszych w Polsce wytwórni filmowych, znajdujących się w Warszawie przy ul. Chełmskiej 21. Powstała w 1949 roku. Początkowo realizowała filmy dokumentalne oraz Polską Kronikę Filmową. Obecnie uczestniczy w produkcji wielu polskich filmów fabularnych.

Zdj i tekst z netu ( Wikipedia)

Pan Profesor Witold Ramotowski – nasz Przyjaciel

prof.JPG

Pan Profesor Witold Ramotowski na swojej ukochanej działce nad Bugiem, w Gulczewie. Kroczy zamyślony – na pewno roją Mu się nowe pomysły zespoleń kości- stale nam o nich opowiada- jest przez nas kochany i Wspaniały….

zdj własne sprzed roku

 

Ostatnio dużo myślimy rozmawiamy m.in. z Mirkiem, Joasią Suchocką , Jolką Zdanowicz, Grażyną Konopielko,  o naszym Sąsiedzie działkowym, Przyjacielu i Opiekunie – Panu Profesorze Witoldzie Ramotowskim. I chciałabym o Nim opowiedzieć, tak zwyczajnie po ludzku, bo jest Niezwykły…..

w necie znalazłam ten artykuł  i pozwoliłam sobie skopiować :

 

http://www.polskieradio.pl/7/15/Artykul/809462,Chirurdzy-%E2%80%93-oto-jak-naprawde-wyglada-ich-praca

2013 r.

 

Chirurdzy – oto, jak naprawdę wygląda ich praca

Ostatnia aktualizacja: 25.03.2013 10:30

Polska ortopedia obchodzi w tym roku swoje stulecie. Bohaterowie reportażu „Chirurdzy”, czyli lekarze z Kliniki Ortopedii i Traumatologii Centralnego Szpitala MSW codziennie udowadniają, że ratowanie ludzkiego życia może stać się prawdziwą pasją.

      Ireneusz Kotela, kierownik kliniki ortopedii Centralnego Szpitala MSW opowiada, że oddział ma 42 łóżka. – Czasami są niestety dostawki, szczególnie w okresie urazowym. W każdym gabinecie lekarskim mamy portrety naszych znakomitych poprzedników – dodaje.  

Jedną z legend szpitala, ale i całej polskiej ortopedii jest Witold Ramotowski, emerytowany ordynator oddziału ortopedii Centralnego Szpitala MSW, twórca metody leczenia złamań przy pomocy stabilizatorów (wszytych pod skórę lub przymocowanych na zewnątrz) nazywana zespol. – Pamiętam, jak zastosowaliśmy ją po raz pierwszy u pacjenta po wypadku samochodowy zastosowali nowatorką metodę. I spotkałem go jakiś rok temu na stacji benzynowej. To on mnie poznał i podszedł się przywitać – opowiada Witold Ramotowski.

Legendarny już ortopeda na medycynę trafił przypadkiem. – Po przyjeździe do Warszawy chciałem zdawać na Politechnikę, ale trafiłem na wykład o mechanice serca, który tak mnie zafascynował, że zmieniłem plany – wspomina.

Przez lata medycyna, w tym ortopedia poczyniły niezwykły postęp. Jak tłumaczą bohaterowie reportażu – coraz więcej  zadań wykonują skomplikowane maszyny, dzięki czemu operacje są coraz mniej inwazyjne, a zaczynają raczej przypominać „myjnię bezdotykową”.

Czym grozi zaszycie skarpety w stopie, jak wygląda pies z przeszczepionymi nogami, z czego słyną ortopedzi? Zapraszamy do wysłuchania reportażu Ewy Michałowskiej „Chirurdzy”. (ei)

 

 prof (2).JPG

 

Moja nieudolna  fotografia dyplomu, która wisi w jadalni domku Pana Profesora nad Bugiem

 

 

Jest upalny sierpień 2017. Warszawa dyszy z gorąca. Jadę na ul. B. odwiedzić naszego Wielkiego Przyjaciela,   91 letniego profesora ortopedii Witolda Ramotowskiego. Właśnie odbywa rehabilitację w eleganckim ośrodku.  Na szczęście , mówimy, to chwilowy pobyt w celu wzmocnienia kondycji, ale w tym wieku dłuższy pobyt poza domem jest wyzwaniem, Trzeba się borykać z myślami, że życie się kończy. Jest pozornie  pogodzony, tylko czasami w telefonie Jego głos brzmi rozpaczą- Och, Zochna jaka starość jest trudna….. Takie życie moi mili….

 

Ddobre.JPG

Oto Dłonie Wielkiego Chirurga… moje foto….Pan Profesor Witold Ramotowski .