O ludzką twarz Kościoła. Chyba coś drgnęło.

SAM_0017.JPG

Zdjęcie zdjęcia z Wyborczej. Kardynał Gianfranco Ravasi – przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury, przez wielu uważany za kandydata na przyszłego papieża, autor licznych śmiałych niezależnych publikacji watykańskich

 

 

Całkiem niedawno w Wyborczej zamieszczono list Adama Michnika( redaktora naczelnego tej gazety) i Jarosława Mikołajewskiego (  poety, pisarza,  dyrektora Instytutu Polskiego w Rzymie w latach 2006-2012, wieloletniego przyjaciela nieżyjącego już Ryszarda Kapuścińskiego) do papieża Franciszka wysłany bezpośrednio ale jak pomnę również do redakcji jakiejś postępowej watykańskiej gazety, którą czytuje papież. Nie zachowałam tego nr , ale przypominam sobie, że list ten opisywał  niewesołą sytuację Kościoła w Polsce – zaangażowanie polityczne budzące niechęć wielu wiernych, tolerowanie ks. Rydzyka z jego działalnością właściwie podobną do sekty, wykluczanie księży realizujących myśl Jezusa, czego przykładem jest choćby traktowanie ks. Lemańskiego i wiele innych zachowań Kościoła powodujących, że w społeczeństwie zaufanie do tej Instytucji spadło z 90% ( okres stanu wojennego) do nieco ponad 50. 

 

I oto w minioną sobotę  znalazłam artykuł- relację pana Jarosława Mikołajewskiego ze spotkania w Domu Arcybiskupów Warszawskich przy ul. Miodowej ( zwanym popularnie pałacem prymasowskim ). Określił  je jako wydarzenie historyczne. W ramach przygotowań do październikowego Dziedzińca Dialogu odbyła się tam dyskusja osób reprezentujących różnorodne często skrajne poglądy i przekonania. Na to spotkanie , zorganizowane przez biskupa Nycza  przybył kardynał Gianfranco Ravasi – przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury, przez wielu uważany za kandydata na przyszłego papieża, autor licznych śmiałych niezależnych publikacji watykańskich  Zaproszono  też socjologa prof. Mirosławę Grabowską ( dyrektorCBOS), redaktora naczelnego Gazety Wyborczej- Adama Michnika, konserwatywnego posła do Parlamentu Europejskiego -Marka Jurka, znanego prawnika prof. Wiktora Osiatyńskiego.

Spotkanie prowadziła red Katarzyna Jankowska i ponoć było transmitowane na żywo w TVP Kultura i w Internecie. Szkoda, że nie miałam o tym  informacji, jakoś media też nie zadbały, by udostępnić tą wiedzę.

 

Wszystko odbyło się jakby po cichu, bez specjalnego rozgłosu. Żal.

 

Ale ważne, że ukazała się relacja z tego spotkania w papierowej Wyborczej. Autor  po krótkim wstępie  wyodrębnił w niej  rozdział pt.

 

„ Czego nie widać”. Ciekawy…

 

I tam czytamy,  że nawet słuchając na żywo  nie można było dostrzec :

 

Jak uczestnicy – księża szturchali się łokciami, gdy nagle zobaczyli ks. Lemańskiego . Kim jest ten ksiądz nie muszę przypominać. To wojownik o ludzką twarz Kościoła, wyklęty przez naszych biskupów, odsunięty od zwykłej posługi kapłańskiej i pomimo dość młodego wieku zesłany na emeryturę. I nic nie pomogły  listy jego parafian do papieża. Pewnie w ogóle ich nie dostał, a odpowiadali w jego imieniu ludzie nieprzychylni takim poglądom i działaniu i podpisywali się papieskim nazwiskiem.

 

 Autor artykułu zauważył , że pewnym momencie do ks. Lemańskiego podszedł jeden z organizatorów mówiąc- „ Proszę-tam rejestrują się goście na L.” Już to dla mnie niezwykłe, że został oficjalnie zaproszony. Coś drgnęło….

 

Obecny tam ks. Aleksander Seniuk, następca ks. Twardowskiego w Kościele Sióstr Wizytek w Warszawie przywitał się z wyklętym ks Lemańskim okazując  zwykłe ludzkie ciepło. Tego też nie było w bezpośredniej relacji. Nam się mogło to wydać zwykłym zachowaniem człowieka kulturalnego ale w sytuacji skostniałego naszego Kościoła „ wybrzmiało wyjątkowo”.

 

Także kardynał Kazimierz Nycz- gospodarz debaty skłonił się z daleka chociaż przyjaźnie ks. Lemańskiemu.

 

I nie można było ujrzeć na monitorze reakcji publiczności a  głównie księży w trakcie obrad, która” nagradzała brawami jedne słowa a kręciła głową na inne”. 

 

Też nie zarejestrowano momentu, gdy” po debacie ktoś zapytał ks. Lemańskiego i zapytał , czy podejdzie do kardynała Ravasiego, a ten powiedział, że poznałby go co prawda z radością, ale nie chce stawiać hierarchy w niezręcznej sytuacji”.

 

Wśród zaproszonych był odważny kapłan ks. Jerzy Galiński, który  był redemptorystą i już wtedy jak i teraz , jako ksiądz diecezjalny ośmiela się przestrzegać polski Kościół przed ks. Rydzykiem.

 

Autor relacji wyznaje też, że po jego i Michnika słynnym liście do papieża w sprawie kościoła w Polsce wielu polskich duchownych miało się domagać odwołania debaty z udziałem naczelnego Wyborczej…

 

W tym miejscu pan Jarosław Mikołajewski  pisze” I tym większa chwała kardynałom Ravasiemu i Nyczowi, że na debatę się zdecydowali”.

 

To ostatni dzwonek, by coś zmienić. Bo ludzie coraz częściej odwracają się od Kościoła w Polsce, a przede wszystkim dramatycznie spada zaufanie społeczeństwa do tej Instytucji.

 

Ta debata pozwala mieć nadzieję na zmiany.

 

Są tam różne spostrzeżenia, które rzucają światło , ocieplają wizerunek księży i powodują, że człek zaczyna wierzyć w możliwość takiej przemiany Kościoła, by bez lęku wejść do kościoła,   jeśli się zechce uczestniczyć np. w Mszy, bez lęku, że za chwilę padną z ambony słowa dzielące ludzi. Może jestem naiwną optymistką. Ale wiara ponoć czyni cuda. Więc miejmy nadzieję….mimo wszystko….

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie wszystko przemija…

 

SAM_7761.JPG

 

 

Słońce już zmierza ku zachodowi i właśnie najpiękniej jak umie gra cieniami śladów stóp  na piasku….

Wyjątkowo piękny jest październik tego roku.

I dane mi , jeszcze raz dane zachwycić się morzem. Naszym, polskim jedynym takim. 

Nie tylko uroda tego wybrzeża zniewala ale wracają piękne wspomnienia własnego beztroskiego pełnego zachwytów dzieciństwa spędzanego na wczasach wagonowych . I kolejne wspomnienia gdy już z własnymi  dzieciakami  odkrywaliśmy stale na nowo te szumy, zapachy , pomruki , czy groźne miarowe uderzenia fal , te bezmiary wiecznie żywej wody i piasek, piasek, piasek… a teraz już nasze wnuki cieszą się tak jak my kiedyś.

I tak świat się toczy, pokolenia odchodzą , przychodzą następne a  nad nimi to samo  niebo i ten sam wiatr we włosach i wielki morski horyzont   i skrzypiące pogwizdywanie śnieżno  białego piasku pod stopami  , słońce i plaża ….

 

 

SAM_7774.JPG

 

 

SAM_7773.JPG

 

 

SAM_7770.JPG

 

 

SAM_7765.JPG

 

Drugie piętro lasu przebrane w jesienne szaty…

Z Portalu Korporacyjnego Lasów Państwowych:

 

„ …Prowadziliśmy odnowienia złożone, polegające na wprowadzeniu liściastych gatunków cienioznośnych, takich jak dąb i buk, na wycięte wcześniej w starym drzewostanie gniazda. Te dwa gatunki, sadziliśmy również w rosnącym jeszcze drzewostanie, jako tak zwane drugie piętro. Dzięki tym zabiegom, lasy …, mimo iż rosną na niezbyt urodzajnych glebach, stają się bardziej urozmaicone, odporniejsze na choroby czy szkodniki i oczywiście atrakcyjniejsze dla zwierzyny i turystów. „

 

 

 

Drugie piętro lasu przebrane w  jesienne  szaty…

 

Jeszcze niedawno był koniec października. Boże, jak ten czas nieubłaganie płynie. Pory roku przewijają się przed oczami jak kadry filmu. Ten seans jeszcze dla nas trwa i trwa. Ale pewnie już niebawem  ekran stanie się ciemny, zapalą światła i nadejdzie pora by wyjść z tego kina… ale dopóki co jeszcze  łapiemy piękne darowane obrazy, chwile ulotne, jak chociażby ta październikowa w moim lesie. …

Gdy tylko mogę odwiedzam mój las nad Bugiem. Widuję go wiosną, latem i jesienią . Zimą trudno się przedrzeć przez kopne śniegi i wtedy pozostają zdjęcia, wspomnienia i marzenia …

    Ten las jest fragmentem Puszczy Białej, należącej do ekosystemu Puszczy Kurpiowskiej. Rozłożony na piaszczystych wydmach, zagłębiający się czasem w błotniste niecki, otulony  meandrującym Bugiem i opasany Narwią zawsze cierpliwie czeka…

O tej późnojesiennej porze roku  las należy już tylko do mnie. Gdzieniegdzie przemyka jakiś spóźniony grzybiarz, bo  sezon grzybowy  właściwie się zakończył.

I  jestem sama z szumem wiatru, który hula wysoko, gdzieś w koronach wielkich sosen i śnię na jawie wielkie morze Bałtyckie, którego nie widziałam od tak wielu lat. Ten szum morski jest szumem z mojego dzieciństwa, ze słodkich czasów spędzanych na wczasach wagonowych.

I przekraczam magiczną linię lasu i  zamyka się za mną jego zaczarowana ściana i jestem już z nim, zatopiona w jego wnętrzu.

Idę drogą piaszczystą, a nade mną wysoko sklepienie niebieskie  zasłonięte misterną koronką uplecioną z najwyższych gałęzi sosnowych i brzozowych.

Surowe sięgające nieba pnie sosen przypominają kolumnadę jakiegoś kościoła. Tak, to jest właściwie dla mnie kościół, tutaj modlić się trzeba do Stwórcy i dziękować, że dał takie miejsca i takie chwile…

   I nagle w ten podniosły nastrój wdziera się wielka, dziecięca jaskrawa radość. Bo spomiędzy ciemnych pni sosnowych nagle wysypuje się złoto . Złoto jest nasycane migotliwym światłem jesiennego słońca, złoto jak w starej biżuterii jest różnorodnej próby i bywa rdzawe, czerwone a nawet jasnożółte.

Widok to niecodzienny , jedyny taki, bo dojrzały , jesienny.  Nic tylko stać, oglądać i smakować, oczy nasycać, fotografować

To u stóp wielkiego lasu przysiadły niskie drzewa liściaste. Czasem sprawiają wrażenie przechodniów kluczących pomiędzy sosnami , dziwacznie przebranych w jaskrawe kostiumy albo aktorów jakiejś sztuki w Wielkim Teatrze Przyrody..

Te liściaste drzewa sięgają zaledwie do podbrzusza sosen , ale są rozłożyste, pewne swojej urody i przydatności.

To jest drugie piętro tego lasu.

Piękne i ważne…

 

 

koronka.JPG

 

 

Las2Piętro.JPG

 

 

Las2Piętro1.JPG

 

 

Las2Piętro2a.JPG

 

 

Las2Piętro3.JPG

 

 

Las2PiętroWChowanego.JPG