Pląsawica – luźne moje myśli ujęte w słowa…

Niejako kończąc rozmyślania, przylegania do podjętego tematu pląsawicy Hungingtona- takie oto słowa mi się ułożyły- więc kończąc prowadzenie tego blogu ( likwidacja platformy) – pozwalam sobie je wrzucić….

a więc najpierw wynik badania genetycznego- wiadomo już od życia płodu- albo później, jeśli ktoś nie zna tej choroby i jej nie rozpozna wcześniej….potem życie z wyrokiem, oczekiwanie na pierwsze objawy- trud towarzyszenia…..

 

 

 

 

 

Otwierasz
Kopertę
Czytasz
I widzę

Tak

Tak

Tak

 

Twoja
Twarz
Jest
Blada
To
Zaszło
Słońce
Miła
Ma

 

Rozmowa
Płaczesz
To
Rzęsa
Wpadła
Mi
Do
Oka
Tylko
Rzęsa

 

Źle
Spałaś
Niespokojnie

Zmęczenie

Zwyczajne
Tyle

Pracy

W pracy

 

Zauważyłem
Drżenie
Może
Za
Mało
Magnezu
Weź
Wapń
I witaminę  D

A

więc
Przyszło

TO
Co miało
Przyjść

 

Obejmiesz
Obejmuję
Przytulisz
Przytulam
Zespolenie
Spazm
Deszcz
Na
Szybach
Tętni

 

Jest
Sama
Pod
Oknem

 

Ciężki
Oddech
Drżenia
Niepokój
Pampers
Za
Drzwiami

Fotografia
W
Jej
Oczach
Uśmiech
Ukochany
Szepcze
Mój
Tylko
Mój

Otwiera
Drzwi

 

Myje
Ubiera
Znosi
Złe
Słowa
Wyciera
Podłogę
Pampersy
Zdobywa
Pieniądze
Potrzebne
Pieniądze
Na
Wszystko

Siedzi
Pod

Tym

Zamkniętym
Oknem

Jego
Oczy
Błękitem
Jarzą
Czuprynę
Głaszcze

Nie
Miał
Innej

Kobiety

Nie
Zdążył
Odejść
Dał
Siebie
Do
Końca
Zabrała
Zamknęła
W
Pudełku
Wspomnień

 

Pląsawica
Jest
Z
Nami
Szczerzy
Zęby
Wytrzeszcza
Oczy
Jadem
Zieje

To tylko
Mgła
Za
Oknem
Pamiętasz
Pamiętam
Tamtą
Łąkę
Zieloną
Zrywałeś
Kwiaty

 

Z
Sercem
Wychodzę
Obraz
Wynoszę
Naszej
Miłości

 

Trzymam
Twoje
Serce
Zobacz

Nie

Poznaje

To
Pampers

Tylko

Pampers

Ktoś mówi

 

To
Ja
Miły
Twoja
Przyjaciółka
Milczenie

 

I
Tylko
Kawa
Rozlana
Pusta
Filiżanka

 

 

 

 

 

Dwa światy

Kochani ! Mam nadzieję, że jeszcze Ktoś zajrzy przed 31 marca tegoż roku, kiedy przestanę istnieć razem z moim blogiem. Mam nadzieję odrodzić się jak Feniks z popiołów- ale na razie moje serce jest tutaj….

Piszę dlatego z nadzieją, że ktoś zajrzy- bo tekst poniższy- opracowany na prośbę Jurka i Jego Ludzi zajmujących się pomocą ludziom dotkniętym tą chorobą genetyczną- o której wspomniałam w poprzednim wpisie – może przedstawią to na corocznej Konferencji – gdzie spotykają się pacjenci, ich rodziny, terapeuci, dietetycy , lekarze- neurolodzy, genetycy. Ale myślę, że to co skopiowałam oraz komentarz może bardziej się przyda światu ludzi nie znających tej choroby….więc wrzucam ten tekst….

 

 

 

DWA ŚWIATY

  1. ŚWIAT LUDZI CHORYCH I ICH RODZIN

Może na początek , dla przypomnienia- skopiowane  ze strony https://pl.hdyo.org/you/articles/58/62wypowiedzi dzieci ludzi z HD – są to przejmujące opisy tych młodych ludzi, którzy dotknęli choroby- są tam  objawy-  problemy domowe- zachowania innych i próby obrony przed złym światem….

Wszystko przedstawione tak wyraziście, że nie potrzeba objaśnień …..

[ na czerwono- niektóre  porady profesjonalistów]

Oddajmy więc im głos: !

„Mój tata zawsze wprowadzał zamęt podczas wyjścia na zakupy. Nie było tygodnia, żeby coś się nie wydarzyło – zazwyczaj przewracał piękną wystawę, której ułożenie zajęło biednemu pracownikowi sklepu dobrych parę godzin.” Katy

 

„Mama straciła mowę – nawet nie pamiętam, kiedy się to stało, ale wiem, że mowa zanikała stopniowo. Najpierw mówiła jakby bełkotliwie, później ograniczyła się do pojedynczych zdań, następnie tylko do słów kluczowych, aż w końcu przestała mówić. Ale wciąż komunikujemy się z nią najlepiej jak potrafimy, np. pokazujemy jej karty ze słówkami, a ona wskazuje, o co jej chodzi.” Anthony

 

„Moja mama nie mogła mówić i komunikacja z nią stała się prawie niemożliwa. Czasem zastanawiałem się nawet, czy jeszcze wie, kim jestem, bo patrzyła na mnie bez żadnych emocji czy wyrazu twarzy; to było takie trudne. Miałem wrażenie, że w ogóle mnie nie pamięta.” Anthony

Opowieść Anthony mogłaby sugerować , że jego mama jest chora na Alzheimera- jednak jest zasadnicza różnica- jego mama doskonale wie-  zawsze wie- do końca- kim on jest !!!

 

„Moja mama zaprzecza, jakoby cierpiała na chorobę Huntingtona, czy jakąkolwiek inną. To mi z kolei tylko utrudnia opiekowanie się nią.” Sophie

 

„Mój tata miał obsesję na punkcie ciągłego mycia rąk. Nam też mówił, żebyśmy myli ręce regularnie! Z czasem sytuacja stała się absurdalna i na szczęście lekarz pomógł mu pozbyć się tej manii – inaczej w dalszym ciągu żadne z nas nie robiłoby nic innego od mycia rąk!” Jason

 

„Gdy byłem nastolatkiem mój tata mógł jeszcze chodzić, ale miał bardzo duże ruchy, które były objawem choroby. To zwykle przyciągało uwagę innych, wszyscy patrzyli się na nas, gdy gdzieś wychodziliśmy – i przez to bardzo się wstydziłem.” Paul

 

„Czasem, gdy wychodziliśmy z Mamą, zdarzało mi się zauważyć, że ktoś się w nas wpatrywał, śmiał albo nas wytykał palcem. Bardzo mnie to złościło i chciałem odegrać się na tych ludziach. Ale brakowało mi odwagi, a może byłem zbyt rozsądny, żeby to zrobić. Więc w końcu wypracowałem coś, co nazwałem „Spojrzeniem Zagłady”. Gdy tylko ktoś zaczynał się na nas gapić, sam wpatrywałem się w niego w tak zajadły sposób, że od razu wiadomo było, że lepiej byłoby, gdyby przestał.” Ben

 

„Pamiętam taki moment, kiedy zabrałam mamę do toalety w restauracji, gdzie moi bracia grali ze swoim zespołem… Podpierałam ją, gdy próbowała przekuśtykać przez tłum ludzi w stronę łazienki. Kiedy już po wszystkim myłam mamie ręce, młoda kobieta powiedziała do mnie >>daj jej wodę do picia, a od razu wytrzeźwieje<< poczułam się strasznie upokorzona, wściekła i… zupełnie niezrozumiana. Pamiętam, że pomyślałam sobie >>gdyby to tylko było takie proste…<<” Susan

 

„Pracowałem na cały etat, a mama zajmowała się tatą, który był w ostatniej fazie choroby Huntingtona. Ale z upływem czasu to stawało się coraz cięższe dla mojej mamy i wiedziałem, że albo przestanę pracować i zacznę zajmować się tatą, albo będziemy zmuszeni umieścić go w domu opieki. Czułem, że muszę dokonać wyboru, a taka decyzja – gdy ma się 18 lat – jest niezwykle ciężka.” Marcus

 

„Moja mama była opiekunem taty, ale pomagałem w domu i gdy mama chciała wyjść, zajmowałem się tatą samodzielnie – miałem wtedy tylko 14 lat. Nie myślałem o tym jak o opiece; to było dla mnie po prostu zostawanie w domu z tatą.” Tony

 

Ważne jest, aby pamiętać, że samo to, że osoba cierpiąca na chorobę Huntingtona nie może mówić, nie oznacza wcale, że nie słyszy tego, co mówisz. Jeśli tylko mówisz do takiej osoby, ona wszystko zrozumie.

Dlatego zawsze rozmawiaj z chorym członkiem rodziny i opowiadaj historie ze swojego życia, aby wiedział, co się u ciebie dzieje.

Rozmowa, w której tylko jedna strona jest aktywna, może wydawać się na początku dziwna, czasem nie wiadomo, co powiedzieć. Staraj się więc rozmawiać o rzeczach, które was oboje interesują, albo o wiadomościach, które twoim zdaniem zainteresowałyby chorego.

 Jest bardzo wiele spraw, które można poruszyć, a czasem pomaga też wcześniejsze zaplanowanie rozmowy – tak, by nie znaleźć się w sytuacji, w której brakuje ci tematów.

„Mój ojciec chorował na chorobę Huntingtona, kiedy byłem małym chłopcem. Niewiele wówczas rozumiałem i bardzo trudno mi teraz (w wieku 20 lat) przypomnieć sobie tatę sprzed choroby. Jest mi bardzo ciężko, gdy o tym myślę.” Joe

Jak zauważa Joe, brak wspomnień z chorym sprzed okresu choroby jest bardzo smutne, ale to nie oznacza, że pięknych chwil w ogóle nie było. Może sam nie dysponujesz zdjęciami ani filmami, ale inni członkowie rodziny z pewnością chętnie podzielą się swoimi, jeśli tylko o to poprosisz.

 

Możesz też nadal gromadzić miłe wspomnienia o bliskich, nawet gdy są już chorzy. Są to np. zabawne sytuacje, których doświadczaliście i z których razem się śmialiście:

Mama ma skłonność do gwałtownego pochylania ciała w przód i w tył i niechcący uderza w głowy stojących blisko niej, oczywiście niespecjalnie. Pewnego wieczoru zostałem właśnie nieoczekiwanie uderzony w głowę. Odruchowo uderzyłem głową w głowę mojego brata, jego głowa odskoczyła i uderzyła we włącznik światła. Światła pogasły. Staliśmy w ciemnościach, zdziwieni tym, co się wydarzyło… Mama jako pierwsza przerwała ciszę: „Dlaczego ktoś zgasił światło, przecież z wami rozmawiam?!” – zapytała, zaskoczona.” Tom

Śmianie się z historii związanych z chorobą Huntingtona podobnych do tej, która została tu przedstawiona, jest bardzo istotne. Śmiech to najlepsze lekarstwo, które pozwala rozładować twój smutek i lęk.

 

Aktywne i pozytywne nastawienie do życia jest z pewnością najlepsze dla młodych ludzi. Organizacja różnych imprez, aby zbierać fundusze oraz szerzenie wiedzy o chorobie Huntingtona to najlepsze sposoby, aby zaangażować do działania twoją rodzinę i znajomych.

To zaskakujące, ile wsparcia i pozytywnego wpływu można doświadczyć w rodzinie, ale też ze strony innych osób….to były słowa młodych ludzi doświadczonych chorobą H. i terapeuty….

  1. Dwa światy

Teraz pora na nas:

Świat ludzi zdrowych i świat ludzi chorych na HD i na inne rzadkie choroby genetyczne  o których tak niewiele wie społeczeństwo – więc nie wiedząc- nie czuje – nie rozumie- i nie umie się zachować –zaakceptować –  a tym bardziej pomóc .

Te dwa Światy- wzajemnie przenikające się ?  czy zamieszkujące osobne galaktyki ?

Czy jest możliwe ich zbliżenie- przywrócenie świata ludzi chorych światu zdrowych   ?

Jeszcze na razie zdrowych- bo kto wie, czy role się nie odwrócą – i ci butni, pewni siebie, buchający tężyzną fizyczną i wieczną młodością w nie za długim czasie będą zmuszeni wkroczyć do świata chorych jako inwalidzi, oszpeceni, dziwnie się zachowujący?

Kto wtedy poda im rękę ?

Jak daleka i jak wyboista jest droga do integracji?

Szczególnie w kraju w którym przyszło nam żyć…

My, Polacy, opóźnieni cywilizacyjnie o ok. 50 lat- byliśmy zamknięci nie tylko za „ żelazną kurtyną” w sensie fizycznym- bez łatwych możliwości wyjazdów za granicę- ale też mentalnie-   tymczasem  dla nas niewidzialny za tą „ żelazną kurtyną „ Zachodni świat się zmieniał- jakże wcześniej widział problemy izolacji niepełnosprawnych – podejmował próby pomocy i pełnej integracji. Ale co najważniejsze miał czas na przebudowanie myślenia swoich obywateli- propagowanie wiedzy na temat chorób, która jest podstawą akceptacji- rozbudzenie uczuć empatii- wychowanie pokoleń inaczej odbierających niepełnosprawność –  choćby poprzez aktywne uczestniczenie w  wolontariacie, który stał się solą tamtejszej społeczności- tak dalece- iż młodzi podejmują go chętnie , choć i umiejętnie motywowani przez władze uczelniane, które w pierwszej kolejności  przyjmują na studia uczniów którzy zdali egzamin mniej doskonale- ale szczycą się dwuletnim wolontariatem- co jest cenionym probierzem dojrzałości społecznej równie, lub bardziej istotnej niż wiedza naukowa….itp.

Daleką drogę musimy przebyć, choć już widać przysłowiowe „ światło w tunelu”- w szkołach, na ulicach, w mediach widać osoby niepełnosprawne- i już to nikogo nie dziwi- choć łatwiejsza jest akceptacja ludzi o niepełnosprawności fizycznej.

Jednak nadal ktoś zachowujący się „ dziwnie” w odczuciu społecznym Polaków omijany jest „ kołem” jeśli nawet nie wyśmiewany (o czym  opowiedział  młody doświadczony człowiek)- jeśli nie traktowany pogardliwie lub wręcz wrogo….

wyznacznikiem stanu społeczeństwa jest zachowanie dzieci w przedszkolu-  wg zasady„ czym skorupka za młodu nasiąknie”- bywa ich rodzice nie są w stanie przekazać „dobrego  genu” akceptacji- bo po prostu go nie mają…

niech stanie się CUD takiej mutacji „ złego genu”-  jego przemiany w „ gen dobry” – by świat stał się lepszy  …

Tak więc droga przed nami- lekarzami, społecznikami 

daleka i wyboista

Ale warto podejmować próbę

 

 

 

Rozmyślania….

Kochani!

Co tu mówić, opadły mi ręce i skrzydła ( jeśli je kiedykolwiek miałam- może tylko mi się zdawało)- blogu nie można przenieść w inne miejsce- bo WP tego nie zapewniła – ponoć nie ma narzędzi- trzeba by kopiować ” ręcznie ” – praca to iście benedyktyńska …tak więc zgodnie z powiedzeniem i wiedzą ogólną- wszystko ma swój początek i swój koniec- 31marca już pozostanie pustka – ani śladu nawet….

Niczego już nie wpisywałam od czasu otrzymania  tej wiadomości- ale dziś- jeszcze dziś to co ostatnio mi się napisało- gdy spotkałam ludzi pracujących wśród chorych i ich rodzin  – straszliwa to genetyczna choroba- najczęściej atakuje ludzi ok 20 – 30 roku życia- czyli w rozkwicie młodości- aktywności – wielu z nich zdąży przedtem założyć rodziny. Połowa potomstwa zachoruje….jeśli ktoś w rodzinie ( a zwykle tak bywa) już choruje- badani są wszyscy. I tu jest przyczynek do tego co napisałam powyżej- jak żyć z tym wyrokiem ? Jak czują się rodzice wychowujący takie dziecko? Niepojęte….jakże wobec takiej sytuacji miałkie są nasze problemy ….

 

Rozmyślania starej lekarki- pediatry, matki kilkorga dzieci……nt. choroby Huntingtona i nie tylko ….

 

 

 

Nadzieja

Dopóki żyjemy żyje nadzieja

Nadzieja umiera ostatnia

Jak żyć gdy umrze nadzieja

Trwać w chorobie- towarzyszyć

Myśleć że istnieje drugi lepszy świat

Czy to możliwe

 

Gdy genetyka

Bezwzględnie

Mówi

To dziecko

Będzie chore

Nie teraz

Po 20 latach

 

Jak się cieszyć

Z narodzin

Bo śliczne

Ufne

Bezbronne

Promienne

 

Macierzyństwem

Obdarowani

Dźwigają

Tę wiedzę

Przez

Długie

Lata

I żyją

 

Jak

Zrozumieć ?

Ponoć

Zrozumieć

To najpierw

Poznać

Dotknąć

Niemożliwego

 

Tylko wiatr

Wiatr na twarzy

I niebo

Z

Gwiazdami

Słyszą

Cichy

Płacz

Matki

 

I myśl

Nagła

Czas

Darowany

Na

Życie

Skondensowane

Nasycone

Najbardziej

Na świecie

Miłością

Czułością

Dotykaniem

Oglądaniem

Smakowaniem

Czas

Dany

Ofiarowany ….

Krótki

Czas

Wspólny

Dany…..

 

Rozmyślania starej lekarki- pediatry, matki kilkorga dzieci……nt. choroby Huntingtona i nie tylko ….