Zdjęcie Jerzego T. Marcinkowskiego – już tu pokazywane – ale fajnie oddaje czasami refleksyjną a bywa , że wielce niespodziewanie i jakby na złość powadze omawianych tematów ” wrzucaną ” żartobliwą naturę naszego Profa … toczone przez nas poważne czasem rozmowy w Grupie na messengerze nagle przerywa obrazkiem czy filmikem z netu – zupełnie nie przystającym do tematu – pewnie płynie za swoimi myślami nie czytając tego co piszemy albo celowo dodaje „pieprzu” rozmowie …..
Wybaczcie Kochani ten długi opis pod zdjęciem – ale dziś dzień szary, po – weekendowy choć także przed – weekendowy ( patrząc optymistycznie ) , wszyscy zajęci, pewnie niewiele osób poczyta to, co piszę – więc mogę sobie sama ze sobą pogadać 🙂 – bo to od lat mój ” domek ” – ten blog ….
Wspomnienie lata – Z. K. ze świerszczem , który sam przyleciał czy wskoczył na jej dłoń 🙂
Nie wiem, czy Jurek zechce mnie gościć na” kartkach „ swojego pamiętnika 🙂 , bo opowieść ma jest iście detektywistyczna, przydługa i tylko niewiele wyjaśniająca.
Jest jak wędrowanie polami bezkresnymi , oglądanie horyzontu, który stale się przesuwa i przynosi nowe.
Ale dość Klarka czyli Zosia – jeśli Jurek zaprotestuje – wtedy wrzucisz to, co teraz napisałaś do swojego pamiętnikowego rozdziału , sporządzonego przed 6 laty zatytułowanego : Na medycznej ścieżce.
Więc – czytaj Jurek – i decyduj czy mogę pozostać u Ciebie z tym tekstem ???? 🙂
Jednak to Twój komentarz mnie sprowokował do spisywania tego wszystkiego czym się zajmuję , co drążę i może nie wyłysieję jak ten krasnoludkowy kronikarz – Koszałek Opałek z ilustracji Szancera – czego nie życzyła mi na messengerze Ewa. Ale żarty na bok – choć jak twierdzisz, nawet mało dowcipne – a tylko śmieszne są solą ( lub cukrem – co kto woli ), czy jak się kiedyś mawiało pieprzem tej potrawy jaką jest pełne powagi życie ….
Ale ad rem i na poważnie . Kopiuję komentarz Jurka , który zamieścił pod wspomnieniem o naszym zmarłym Koledze – już wtedy – gdy Mu opowiedziałam to, co będzie dalej , tj. o informacji z pamiętnika dr Zofii Szamowskiej – Borowskiej :
Ponieważ Ojciec Wojtka Michałka-Grodzkiego pracował w Szpitalu Ujazdowskim w Warszawie to z wysokim prawdopodobieństwem spotykał się tam z moim Ojcem który tamże przebywał jako ranny 17 września 1939 żołnierz a potem kontynuował studia medyczne jeszcze w czasie wojny na TUZZ (Tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich – przyp. Z.K.).
Wielka szkoda że z Wojtkiem nigdy o tym nie porozmawiałem.
Stąd wniosek, że konieczne są rozmowy o rodzinach i ich historii, czego młodzi ludzie chyba nie doceniają.
Ale za to teraz w blogu Zosieńko jest okazja opisać te ciekawe historie aby ocalić je od zapomnienia.
Więc zgodnie z zaleceniem Czcigodnego Kolegi Profesora Jerzego rozpoczynam opowieść dziś skonstruowaną , zatrzymując się na czasie początków okupacji niemieckiej i na warszawskim Szpitalu Ujazdowskim . By nie przepełnić tego wpisu – dopiero w następnym będą fragmenty Pamiętnika Taty Jerzego – Tadeusza też dotyczące tego okresu.
Ale najpierw muszę streścić poprzednie nasze wspominki – bo niektórzy zaglądają tu po raz pierwszy :
Od kilku dni wszystko się dzieje z powodu Wojciecha Michałka – Grodzkiego i naszego zapamiętanie tego tajemniczego kolegi ze studiów na AM w Poznaniu . Właściwie nikt inny tak głęboko i niepokojąco nie utkwił w naszej pamięci – może dlatego, że wszyscy mieliśmy jakiś kontakt słowny, wspólne wypady na koncerty – czy do Palmiarni – jak z Leszkiem , czy marszobiegi raczej małosłowne z Jurkiem . Nici pomiędzy nami były żywe i przetrwały do tej pory.
Wojtek był jak monument – chodząca tajemnica – dopiero teraz odkrywana …..
Nie wiem dlaczego zamieszczam tu zdjęcie mojego Taty – Wacława Łukaszewicza z lat 60 ubiegłego wieku – może dlatego, że szeroka myśl o Ojcach przyszła ….
Kontynuując myśl o poszukiwaniu wieści o Tacie Wojtka Michałka Grodzkiego – Stanisławie – Ojcu polskiej powojennej chirurgii plastycznej – muszę przekazać informację, że znalazłam Go w wykazie googlowym pod adresem – dl.cm-uj.krakow.pl ( tj. Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum) . Podano tam, że pod nr 136 figuruje Stanisław Michałek – Grodzki ur. 1889 -1951. Całość jest ponoć w formie PDF, ale znaleziony adres niestety u mnie się nie otwiera więc nie wiem a tylko się domyślam , że jest to wykaz absolwentów.
Zgadza się imię i to charakterystyczne dwuczłonowe nazwisko oraz data śmierci.
Data urodzenia wydaje się dość odległa jak na wspomnienie Taty Leszka Milanowskiego , potwierdzone przez Wojtka – że obaj Ojcowie kończyli studia medyczne w 1939 roku . Może informacje nie są precyzyjne – może Panowie się tylko znali – np. gdzieś spotkali na polu zawodowym np., może Wojtek nie znał szczegółów z życia Ojca – wszak tak wcześnie został półsierotą – a opowieści rodzinnych nie słuchał – jak to mają często ludzie młodzi – których zajmuje : tu i teraz ?
Ciągnąc więc tę historię, piszę dalej podążając za swoimi myślami :
Jeśli dr Stanisław Michałek – Grodzki urodził się jeszcze w końcu XIX wieku – to jako dojrzały już człowiek i prawdopodobnie z dyplomem – co robił przed II wojną światową ? Odpowiedź znajduję pod linkiem https://www.fakt.pl/hobby/historia/operacje-plastyczne-nosy-robili-sobie-juz-przed-wojna/9rgvty3 – kopiuję interesujący nas fragment :
( … ) Medycyna estetyczna rozwijała się także prężnie nad Wisłą. W 1886 roku Antoni Gabryszewski wydał podręcznik do nauki tej dziedziny („O operacjach upiększających”). W okresie międzywojennym operacje plastyczne stawały się coraz bardziej popularniejsze, także w prasie niejednokrotnie pojawiały się reklamy lekarzy oferujących tego typu usługi. W prasie reklamował się m.in. dr Stanisław Michałek-Grodzki, uważany za prekursora chirurgii plastycznej w Polsce. ( … )
Czyli z tego wynika, jeśli wierzyć autorom tych publikacji – a nie mam dostępu do materiałów źródłowych – dr Stanisław Michałek – Grodzki już przed 1939 rokiem był samodzielnym, aktywnym chirurgiem plastykiem !
Kolejny trop w poszukiwaniu dr Stanisława Michałka – Grodzkiego – to odnalezione przeze mnie w internecie pamiętniki dr Zofii Szamowskiej – Borowskiej – z której synem – Andrzejem , przez bardzo wiele lat ( ponad 20) pracowałam w CZD. Jaka wielka szkoda – i tu kolejne bicie się w piersi – że nawet będąc już w dojrzałym wieku nie śledziłam opowieści mojej Pani Profesor, która dobrze znała dr Zosię i nie zapytałam Andrzeja o Mamę .
Może człek był zbyt mocno zajęty codziennością która przygniatała, może nie rozbudziły się w nim , tzn. we mnie potrzeby „ dłubania” w historii – tak łatwo dostępnej wtedy – gdy żyli naoczni świadkowie, a może po prostu nie było jeszcze internetu w takim wymiarze jak dziś – tak bardzo powszechnego. Daremne żale – już za późno – Andrzej zadzwonił – oznajmił, że Mama nie żyje od 13 lat – a On niczego więcej nie wie – pogadaliśmy i to było na tyle. Ot, odnowiona znajomość.
Ale dla nas , kronikarzy tu piszących – pozostaje zapisana w internecie opowieść Jego Mamy . Dotyczy pierwszych lat II wojny światowej widzianej i przeżywanej przez młodą dziewczynę. Przytaczam duży fragment , bo ten tekst żyje i żyje w nim tamten czas i dr Zosia żyje …..
Skopiowałam to, co dotyczy naszych dociekań , choć nie oparłam się by zacytować szerszy kontekst. :
http://www.tlw.waw.pl/index.php?id=30&newsy_id=360
Powstanie Warszawskie i Medycyna tom I
OKUPACJA, POWSTANIE WARSZAWSKIE I PO WOJNIE cz.1
Zofia SZAMOWSKA–BOROWSKA
OKUPACJA, POWSTANIE WARSZAWSKIE I PO WOJNIE
Lato 1939 r. było wyjątkowo upalne. Spędzaliśmy je w sześcioro (rodzeństwo cioteczne) w majątku mojej babci i było nam bardzo wesoło. Bawiliśmy się, jeździliśmy konno, pływaliśmy. Byłam wtedy wesołą, lubiącą tańczyć i bawić się, szczęśliwą dziewczyną. Moja babcia, wspaniała polska dama, powiedziała: „Ale wy macie życie. Za mojego dzieciństwa dziewczęta i młode kobiety zajmowały się jedynie darciem szarpi dla powstańców 1863 roku, gdyż wszyscy wasi dziadkowie byli w powstaniu. Nie bawiły się tak jak wy.”
Uśmiechnęłam się i powiedziałam: „Babciu, nie wiadomo, co nas jeszcze spotka.” Moja babcia machnęła tylko ręką. I stało się. We wrześniu wybuchła wojna i mój świat przestał istnieć.
Mieszkałam przy ul. Wspólnej 11. Na parterze mieszkał lekarz, do którego zgłosiłam się i pracowałam z nim razem w Szpitalu św. Łazarza przez całe dnie września 1939 r. Zetknęłam się wtedy pierwszy raz z chorobą, rannymi i śmiercią. Z września 1939 r. zapamiętałam dokładnie ochrypły głos prezydenta Warszawy, Stefana Starzyńskiego, który dodawał nam otuchy. Był moim dalekim krewnym, z czego jestem bardzo dumna.
Pamiętam chwilę, gdy Niemcy weszli do Warszawy i wjeżdżali na Uniwersytet, a ja stałam przed bramą na Krakowskim Przedmieściu. Byłam taka wściekła i zrozpaczona, że gotowa byłam rzucić się na nich z gołymi pięściami. Byłam wtedy studentką I roku fizyki.
W czasie okupacji, aby mieć ausweiss i nie być wywiezioną na roboty do Niemiec, pracowałam w polskiej fabryce, Instytucie Fermentacyjnym przy Krakowskim Przedmieściu.
Po zakończeniu pracy w Szpitalu św. Łazarza, byłam, z ramienia PCK, opiekunką rannych żołnierzy w szpitalu Ujazdowskim. Początkowo w oddziale IV b chirurgii plastycznej. Ordynatorem był doc. Michałek-Grodzki. ( … ) . Leżeli tam oficerowie i żołnierze z różnych stron Polski, którzy przechodzili operacje plastyczne: ( … )
Przerywam kopiowanie, choć ta opowieść dalej jest żywa, pięknie napisana i pełna mocnych treści – dokument czasów i Pani Dr Zofii Szamowskiej –Borowskiej . Jej postać pozostaje żywa, bo utrwalona w pięknym obrazowym, filmowym nieomal sposobie narracji.
Moje kwiatki dla Pani Dr Zofii Szamowskiej – Borowskiej , która spisała powyższe wspomnienia – już od lat nie żyje – tak dobrze Ją pamiętam, choć nigdy nie porozmawiałam – żal …
Przerywam kopiowanie – bo dotarłam do sedna sprawy która nas interesuje….
Pewnie zwróciliście uwagę na ostatnie zdanie tej opowieści – pogrubiłam czcionkę – wymieniony jest tu Szpital Ujazdowski , ordynator doc . ? Michałek – Grodzki , który przeprowadzał operacje plastyczne rannym w czasie wojny oficerom i żołnierzom !!!!
A jakby kontynuację dziejów chirurgii plastycznej w Polsce i znakomitego Ojca naszego Kolegi czytamy to, co otwiera się poniższym linkiem ( oto skopiowany fragment ) :
http://www.plastycznachirurgia.eu/historia/
Chirurgia plastyczna w Polsce
W 1951 dr Stanisław Michałek-Grodzki (prekursor chirurgii plastycznej w Polsce) otworzył w Polanicy-Zdroju, w szpitalu św. Antoniego, pierwszy w Polsce oddział tej specjalności, przeznaczony głównie dla chorych z wrodzonymi i nabytymi zniekształceniami, m.in. z okresu wojny. Po śmierci dr Michałka-Grodzkiego, 7 października 1951 ordynatorem oddziału, a od 1953 dyrektorem szpitala (od 1958 – Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Plastycznej) w Polanicy został jego asystent dr Michał Krauss. ( … )
Nie wiem, czy odnajdziemy jeszcze jakieś ślady sławnego Stanisława Michałka – Grodzkiego – Taty naszego zmarłego przedwcześnie Kolegi – chirurga jak ojciec – Wojciecha.
Ale spisując te odnalezione tropy wydaje mi się , że powstała swoista kronika zebranych z internetu i opowieści innych danych – niewielka wprawdzie, ale kronika z życia zawodowego ” ojca polskiej chirurgii plastycznej ” ….
Nie wiem czy odnajdziemy jeszcze jakieś ślady dr dr Stanisława Michałka – Grodzkiego – i Jego syna, a naszego zmarłego przedwcześnie Kolegi – Wojciecha , ale poszukiwania , nadzieja na odkrycie czegoś nowego i radość gdy tak się staje – jak w przypadku cytowanych opowieści jest unoszącym motywem życia …
Już teraz rozumiem ludzi którzy szperają po zakurzonych księgach i powoli zamieniają się w krasnoludkowego kronikarza – Koszałka Opałka z ilustracji Szancera w bajce Marii Konopnickiej „ O krasnoludkach i sierotce Marysi” , która towarzyszyła naszej bardzo bardzo wczesnej młodości 🙂 ( wybaczcie mi to półżartobliwe zakończenie )….
II wydanie ” O krasnoludkach i sierotce Marysi” Marii Konopnickiej, 1907 rok. Obrazek z Wikipedii.
Zdjęcia z wizerunkiem Jerzego T. Marcinkowskiego są Jego własnością.
Pozostałe – własne i jak podałam – z netu .
Niestety nie posiadamy żadnych zdjęć Wojciecha i Stanisława Michałka – Grodzkiego.










