Na medycznej ścieżce. Kocowanie..

Dzieci , które zachorowały na  polio były leczone metodą wilgotnych gorących okładów, nazywanych kocowaniem. Z okresu epidemii polio pozostała tylko jedna pani salowa a właściwie kuchenkowa, niezawodna pani Kozińska,  która miała opanowaną tę sztukę. Była to cała celebra, mroczna i mocno cuchnąca .

W magicznym pokoju, gdzie straszyło żelazne płuco, na kuchence gazowej ta pani ustawiała wielki kocioł z wodą. Gdy woda wrzała, pani ta  umieszczała tam zwykłe wełniane, grube zielone wówczas wojskowe koce. Długo je gotowała mieszając wielką pałką. Nie muszę opowiadać jakie kłęby gorącej pary oraz fetor rozgrzanej wełny roznosił się na cały oddział. Ale byliśmy uodpornieni na wszelakie zapachy, a odbywająca się za drzwiami jakby msza budziła mój szacunek.

Wreszcie pani wyglądała zza drzwi i obwieszczała, że wszystko jest gotowe. Tylko ona wiedziała czy temperatura okładów jest odpowiednia, lokowała chore dziecko w te parujące koce zawijała szczelnie i pilnowała dalszego przebiegu zabiegu….

 

Jak już kiedyś wspomniałam, dr Czachorowska umiała wspaniale oceniać funkcję poszczególnych mięśni, stale nas tego uczyła i wkrótce wszyscy opanowaliśmy tę sztukę .

Byłam z tej umiejętności dumna i w przypadkach podejrzanych starannie badałam dziecko w tym kierunku. A było ich sporo w Izbie Przyjęć. Kierowano wszystkie z najmniejszym podejrzeniem jakiś zespołów neurologicznych.

Nie zapomnę chłopczyka, nad którym spędziłam sporo  czasu. Rodzice przywieźli wyrośnięte niemowlę, które niedawno było szczepione p/poli. Chłopiec miał kilkudniową infekcję kataralną a teraz rodzice zauważyli, że nie porusza rączką. Zbadałam go detalicznie. Wyraźne było osłabienie siły mięśniowej mięśnia naramiennego. Wiedziałam, że porażenia zaczynają się od dużych , położonych bliżej rdzenia kręgowego mięśniach. W płynie mózgowo- rdzeniowym nie było zmian, ale było to możliwe w tej późniejszej, porażennej fazie polio. Chłopiec został przyjęty do oddziału , sprawdzałam w nocy, jak się czuje. Nic się nie zamieniało. Na porannym obchodzie stanęłam nad nim zdumiona. Chłopiec wyzdrowiał. Cudnie chwytał mnie porażoną poprzednio rączką i nie pozostał nawet ślad niedowładu. Po prostu stał się cud. Poczułam się nieco oszukana przez naturę. Do tej pory się zastanawiam, nad przyczyną – czy nieomal zamroczona zasugerowana , by nie przegapić jakiegoś objawu widziałam to, czego nie było, czy dziecko chroniło rączkę po jakimś urazie, czy może jednak było to, co stwierdziłam, ale natura zadziałała i nastąpił cud ozdrowienia. 

Oczywiście starsi lekarze się nie dziwowali, przyjęli to jako fakt oczywisty, okazało się, że każdy też tak kiedyś miał.

 

 

Na medycznej ścieżce. O szczepieniach…

Pomimo własnych wątpliwości dotyczących  bombardowania młodego ustroju tak wielką liczbą obcych antygenów podawanych w postaci szczepionek i jakiś mglistych odległych skutków immunologicznych,  jednak nie można zaprzeczyć że szczepienia zmieniły życie wielu istnień.  

Nie widujemy już czarnej ospy a  wiele innych chorób zakaźnych występuje sporadycznie  i to w populacji dzieci nieszczepionych .

Jeśli nawet chorują te zaszczepione, to przebieg choroby jest łagodny i nie zostawia trwałych śladów.

Ponieważ aktualnie wśród rodziców na całym świecie, panuje moda na nie podawanie dzieciom żadnych szczepionek,  wyprzedzając wyobraźnią kolejne wydarzenia, można się spodziewać kolejnych fal zachorowań nawet na choroby uważane za już nie występujące.       Dodatkowym problemem są ludzie zakażeni wirusem zaburzeń odporności, tzw. HIV, którzy zwłaszcza ci nie leczeni mogą być rezerwuarem wszystkich drobnoustrojów, rozsiewać je wokół i zarażać zdrowych.

W takiej sytuacji choroba poliomyelitis może wrócić w każdym momencie.

Tak więc chyba te moje wpisy- poprzedni i aktualny są głosem za celowością szczepień.

W necie znalazłam opracowanie Ireny Janas, które przedstawia historię odkrycia wirusa i opracowywania różnych szczepień p/ tej chorobie. Podaję to we własnym skrócie.

Polio

Schorzenie nazywane nagminnym porażenieniem dziecięcym wywołuje wirus poliomyelitis. Wirus ten potrafi przetrwać w środowisku , jest odporny na temperaturę i chemikalia i potrafi zaatakować po wielu latach.

Początkowo sądzono, że atakuje jedynie dzieci, ale okazało się, że mogą chorować także osoby dorosłe.

Pierwszy opisał ją ortopeda niemiecki Jakob von Heine( 1800-1879), a wkrótce po nim pediatra szwedzki Karl Oskar Medin ( 1847-1927) i stąd się wzięła nazwa jej nazwa: choroba Heinego- Medina.

W 1916 roku choroba nawiedziła Nowy Jork, zabijając około 2000 osób. W 1921 roku powaliła Franklina Delano Roosvelta, który miał wtedy 39 lat. Pomagało mu pływanie w naturalnych ciepłych wodach ze źródła w stanie Georgia, więc  w 1926 roku kupił tam hotel i założył charytatywny ośrodek leczenia polio.

W 1946 roku padali jej ofiarą głównie nastolatkowi i ludzie młodzi, a w roku 1952 dzieci . Zachorowało wtedy 50 tys Amerykanów, z których około 12% zmarło. Wybuchła panika, całe rodziny zamykały się w domach, zamknięto baseny pływackie, odwołano wszystkie imprezy.

Już dawno było wiadomo, że schorzenie jest wywoływane przez określony wirus, ale dopiero w 1949 roku naukowcy G. Anders, T. Weller i F. Robbins nauczyli się go namnażać w hodowlach tkankowych za co w 1954 roku otrzymali nagrodę Nobla.

Od 1946 roku nad wynalezieniem odpowiedniej szczepionki pracował nasz rodak Hilary Koprowski.  Urodził się w rodzinie o żydowskich korzeniach, dorastał w Warszawie, gdzie ukończył LO im. Mikołaja Reja a następnie na Uniwersytecie Warszawskim uzyskał tytuł lekarza medycyny. Studiował też w konserwatorium muzycznym oraz Akademii w Rzymie. Znalazł on zwierzę, był nim szczur bawełniany, który w warunkach naturalnych nie choruje pomimo zakażenia. Doświadczalnie podawano mu wirusa, pobierano jego wycinek mózgu , wstrzykiwano następnemu szczurowi i po kilkunastu takich zabiegach uznano, że wirus jest nadal żywy, ale osłabiony. Koprowski opowiadał o tym w 2001 roku dziennikarzom gazety Wyborczej.

Gdy uznał, że wirus jest już wystarczająco osłabiony, szczepionkę wypróbowywał na sobie. Spożywał ją doustnie i nawet stwierdził, że smakuje jak tran. Było to w roku 1949.

Nie zachorował, więc odważnie zaczął podawać ją dzieciom, początkowo niedorozwiniętym przebywającym w zakładzie dla dzieci niedorozwiniętych a następnie innym z tego samego środowiska. Opisywał swoje uczucie szczęścia, że szczepionka działa i nie wywołuje powikłań.

Dyskutował z innymi to zjawisko i oni uważali, że masowe szczepienie osłabionym zarazkiem  powoduje stopniowe wypieranie tego złośliwego. Wierzyli w to, że ten złośliwy całkowicie zniknie ze świata.

Potem zaszczepiono kobiety z więzienia w stanie New Jersey a następnie szympansy w Stanleyville oraz zajmujący się nimi personel , potem dzieci w Ruandzie i Kongo.

W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w Polsce wybuchła epidemia polio, szczególnie nasilona w Szczecinie, gdzie powtarzała się trzykrotnie, w latach: 1951, 1955, i 1958.

Nikt nie wiedział ile osób chorowało i ile zmarło. Samo rozpoznanie choroby nie było łatwe, gdyż nawet do tej pory nie ustalono u ilu chorych występuje porażenie mięśni. Nie prowadzono żadnych statystyk, nie z powodu zaniedbania, ale z braku wiedzy. Wiadomo tylko, że spośród tych, którzy przeżyli tylko w Szczecinie i okolicach  750 porażonych dzieci wymagało rehabilitacji i na zawsze zostało inwalidami.

Prawdziwa panika wybuchła wtedy, gdy zaczęli chorować młodzi żołnierze, gdyż uważano, że jest to schorzenie wieku dziecięcego. Przestraszone pielęgniarki odmawiały pracy w szpitalach wojskowych.

Wtedy dyrektor Państwowego Zakładu Higieny, Feliks Przesmycki zwrócił się o pomoc do Koprowskiego.  Ten postanowił działać. Jak wspominał Koprowski, akcja szczepień w Polsce trwała od jesieni 1959- do maja 1960 roku. Firma Wyeth przygotowała 9 mln szczepionek a firma okrętowa Moore McCormick przetransportowała szczepionkę do Polski. Po masowych szczepieniach liczba zachorowań spadła ze 1112 przypadków w roku 1959 do około 30 w 1963, a liczba zgonów ze 111 do dwóch. Polska otrzymała szczepionkę za darmo.

Niestety ta szlachetna działalność spowodowała głosy krytyki. Jeden z lekarz głosił, że  polskie dzieci są królikami doświadczalnymi. W wyniku afery został zdymisjonowany dyrektor Państwowego zakładu Higieny – Przesmycki, a jego miejsce zajął ów głoszący złe opinie lekarz.

 Trzy lata po Koprowskim, Albert Sabin a także Jonas Salk rozpoczęli swoje prace nad szczepionką .

Salk( 1914- 1995), urodzony w Harlemie w Nowym Jorku od 1942 roku na zlecenie swojego sponsora, armii USA, pracował z dobrym skutkiem nad szczepionką przeciwko grypie.

Od 1949 roku interesował się pracami nad polio. W 1955 roku opracował swoją szczepionkę, która początkowo powodowała u niektórych szczepionych  dzieci objawy paraliżu. Na 440 tys dzieci, zachorowało po niej 250 dzieci , u 150 z nich wystąpił częściowy lub całkowity paraliż, a 11 zmarło. Z tego powodu tę szczepionkę wycofano. Jednak Salk się nie poddał, kontynuował prace i w roku 1962 otrzymał udoskonaloną szczepionkę, odbudowując swój autorytet. Zaszczepił nią siebie i swoich synów. Od tego roku zaszczepiła się połowa mieszkańców USA, a zachorowalność spadła o 86%. Podaje on zabite wirusy drogą pozajelitową, tj podskórnie co powoduje powstanie odporności u szczepionego. Jednak nie ma tutaj działania bezpośredniego na jelita, gdzie wirus lubi się namnażać. Dlatego nie powstaje w tym miejscu ochronna Immunoglobulina, Iga, co jest wadą szczepionki.

Innym naukowcem, który prowadził badania nad przygotowaniem szczepionki, był

Albert Sabin

Urodził się w Białymstoku, w tradycyjnej rodzinie żydowskiej noszącej nazwisko Saperstein. . W 1921 roku razem z rodziną wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Tam ukończył studia medyczne, przyjął obywatelstwo amerykańskie i zmienił nazwisko na Sabin.

W 1960 wymyślił szczepionkę, która całkowicie zabijała wirusa polio.

Za akceptacją władz ZSRR przeprowadził na ich terenie szczepienia na wielką skalę.

Uzyskał międzynarodową sławę i 40  doktoratów honoris causa na uczelniach całego świata.

Przekazał swoją szczepionkę ZSRR i zaszczepiono nią ponad 2 mln mieszkańców tego kraju. Potem zatwierdzili ją Amerykanie.

Pomimo ogólnego przekonania, że Salk i Sabin pierwsi wymyślili szczepionkę, jednak tym pierwszym był wymieniony już powyżej nieco zapomniany  Polak- Koprowski.

Obecnie stosuje się dwie szczepionki. Salka, w której podaje się pozajelitowo tzn. w zastrzykach, zabite wirusy. Powoduje to odpowiedź całego ustroju, powstają odpowiednie przeciwciała,  ale nie tworzą się immunoglobuliny A , działające  na powierzchni jelit.

Szczepionka Salbina zawierająca żywe, pozbawione złośliwości czyli atenuowane wirusy jest podawana doustnie. Powoduje ona powstanie przeciwciał, które się tworzą w miejscu podania. Stanowią tam najważniejszą barierę ochronną przed wnikaniem wirusa do zakażonego ustroju . Jedyną wadą jest możliwość namnażania się tam wirusa używanego do szczepień i jego złośliwienie. Działo się to najczęściej w przypadku wrodzonych zaburzeń odporności. Jednak zachorowania poszczepienne zdarzają się bardzo rzadko .  Jak wspomniałam w poprzednim wpisie, widywałam takie dzieci, które były leczone w moim dawnym Szpitalu Zakaźnym przy ul.  Siennej. Przebieg choroby był zwykle łagodny.

W Polsce, od 2012 roku obowiązuje Program Szczepień Ochronnych i wg zaleceń  stosuje się szczepienie kombinowane. We wczesnym okresie niemowlęcym  podaje się szczepionkę  Salka ( 3 dawki w injekcjach ) a następnie , w 6 roku życia, pojedynczą dawkę doustną szczepionki Sabina.

 

Na medycznej ścieżce. Polio czyli choroba Heinego- Medina.

Gdy pracowałam w Oddziale Neuroinfekcji, od razu pokazano mi żelazne płuco. Było chlubą oddziału, mimo, że teraz już służyło jako eksponat. To ponure metalowe urządzenie stało w tzw . kocowalni. To pomieszczenie napawało lękiem i szacunkiem.  

W tym szpitalu leczono większość dzieci chorujących na polio. Szpital był jedynym w Warszawie, w którym były hospitalizowane. Opowiadano o straszliwej epidemii lz lat pięćdziesiątych i mniejszej ale równie dramtycznej liczbie zachorowań w latach sześćdziesiątych ubiegłego teraz wieku.

I właśnie wówczas, wobec częstych porażeń mięśni oddechowych jedynym ratunkiem było wspomaganie ich funkcji tzw. żelaznym płucem. Po usilnych staraniach udało się zdobyć ten sprzęt , który oddychał za dziecko , pozwalał przetrwać ten najbardziej niebezpieczny okres choroby . Uratował setki dzieci. Część z nich jednak wyszła z porażeniami mięśni kończyn, co możemy jeszcze widywać wśród poruszających się obok nas dorosłych.

Po wprowadzeniu szczepień choroba zaczęła zanikać.

Jednak widziałam i to nierzadko, chorujące na polio dzieci. Wówczas jeszcze szczepiono dzieci, dość późno, bo wówczas, gdy ukończyły ósmy miesiąc życia.

W ramach powikłań poszczepiennych czasem zdarzały się zachorowania ale zwykle łagodne, a  porażenia były  przemijające . Większość tych dzieci cierpiało na pierwotny niedobór odporności, zwłaszcza w zakresie immunoglobuliny A. To ona, jako jedyna,  działała obronnie na powierzchni jelit. A właśnie w tym miescu dochodziło do wnikania wirusa. Wtedy już o tym wiedziano i wszystkie chorujące dzieci miały wykonywane badania w tym kierunku i dalej były objęte opieką immunologów.

Ale zdarzały się wypadki, że od dziecka szczepionego zarażało się inne, młodsze, jeszcze nie szczepione. Wirus, który był wydalany z kałem dziecka po szczepieniu, ulegał  zezłośliwieniu i miał silne działanie chorobowe.

Nie zapomnę Marty P. ( też pamiętam db nazwisko). Była silnym pięknym trzymiesięcznym niemowlęciem. Jej mama , chcąc zarobić, opiekowała się także ośmiomiesięcznym chłopcem sąsiadów. Ten chłopiec właśnie otrzymał wg planu szczepionkę i wkrótce potem zachorowała jej córeczka- Marta. Niestety pomimo bardzo intensywnych naszych działań, całkowite porażenie obu nóżek, sięgające od bioder do najmniejszego paluszka nie cofało się. I chyba nie było już szans na wyzdrowienie. Nie wiem jakie były dalsze losy tej dziewczynki, ale można sobie wyobrazić.

Po kilkunastu takich przypadkach dr Czachorowska podjęła walkę o zmianę kalendarza szczepień. I wreszcie został on zmodyfikowany, tak, że aktualnie  szczepionkę otrzymują maleńkie niemowlęta. W tym okresie życia jeszcze nie zdążą się skontaktować z innymi, świeżo zaszczepionymi i zrazić wydalanym przez nie przepasażowanym, dzikim, bardzo złośliwym wirusem….