Lot nad własnym ziemskim losem ( 11 )
Powrót ojca.
Wreszcie zjawił się ojciec.
Po dość długim oczekiwaniu.
Nasze spotkanie było dość chłodne, jak dwóch obcych ludzi.
Ojciec, licząc iż pójdę w jego ślady zawodowe, przywiózł jakąś aparaturę techniczną, trochę papierosów na sprzedaż i grubą czekoladę. Tymczasem okazało się, że moje zainteresowania są humanistyczne i literackie.
Odwiedzaliśmy naszych krewnych, po kolei składając wizyty spokrewnionym rodzinom, będąc przyjmowani bardzo gościnnie i serdecznie. Matkę witano ze szczególnym respektem, bowiem to przecież ona, jako jedyna z tej licznej i ubogiej rodziny ukończyła studia nauczycielskie, często o głodzie i szykanach ze strony prowadzących internat zakonnic. Wujek Szczepan wybudował nowy dom, inni urządzili się też porządnie, wykazując pracowitość i staranność dla stworzenia warunków życia znośnych i wygodnych. Tak było w Godziszce, tak było w Kalnej. No i w samych Łodygowicach.

nieustannie przestrzegam przed takimi wyrazami szacunku. Zapamiętałam swoje tamtejsze uczucie z mojej młodości.