Śladami mojego Taty. Dwa ogródkowe urocze ” błędy” mojego Taty.

Pierwszy piękny” błąd” mojego Taty:-)

 

 

 

Także tam, w Gulczewie , popełnił  jeden a właściwie nawet dwa błędy, bo tak oceniła Jego dzieło sąsiadka. Była bardzo zdziwiona i oburzona tym, że tak może postępować i i to dorosły świadomy człowiek.

Otóż Tato odwiedzając piękny park, który został po Sadach Żoliborskich, specjalnie zebrał dla nas  nasiona dmuchawca. Przywiózł je do Gulczewa i dostojnie, uroczyście wysiał je na świeżo założonym trawniku. Gdy wiosną zakwitło pole mleczy, cieszył się jak dziecko, że jest tak pięknie. Indagowany przez sąsiadkę, dlaczego nie tępi tych chwastów, oznajmiał, że nie może ich usunąć, bo celowo je wysiał.

Podobnie było z malwami o tzw. pustych kwiatach. Były cudne, były ogromne, oczywiście puste, o jedwabistych nieomal przezroczystych pastelowych delikatnie  żyłkowanych płatkach . W tym samym czasie sąsiadka wysiała malwy , które zakwitły jaskrawo wielkimi pomponami . W jej pojęciu była to odmiana szlachetna , tzw malwa pełna.

Wkrótce nasza sąsiadka, skądinąd miła , ze zdumieniem i niesmakiem na twarzy stwierdziła, że jej malwy się degenerują bo stają się puste. Po dłuższym namyśle , doszła do wniosku, że winę ponoszą nasze, puste malwy, które zapylają po sąsiedzku jej jedynie najwspanialsze . Radziła, byśmy usunęli te obrzydlistwa z naszego terenu i wysiali takie jakie ona posiada, a właściwie posiadała przed tym zdrożnym aktem degeneracji.

Tato już tego nie skomentował, ale dalej chuchał na swoje puste, najpiękniejsze.

Zresztą o dziwo , nadal mamy malwy w naszym ukochanym Gulczewie , właśnie takie, jakie posiał mój Tato. Odradzają się już od ponad 30 lat.

Gdy na nie patrzę, wspominam mojego Tatę, jego łagodność i radość z piękna wszelakiego i najprostszego….

 

 

 

Drugi ” błąd” mojego Taty(*-*)

 

 

Śladami mojego Taty. Jeszcze raz o Edwardzie, jedynym synu Michaliny i Bolka. Utrata nadziei.

 

XIX wieczne wnętrze Kaplicy Ostrobramskiej.

 

 

 

Śladami mojego Taty. Jeszcze raz o tragedii Rodziewiczów- pożegnanie jedynego syna.

Któregoś dnia Michalina i Bolek wreszcie sobie uświadomili, że ich gniazdo zostało puste. Zostali sami. Ich dzieciaki wyfrunęły z domu. Dziewczyny wyszły za mąż za chłopaków, których akceptowali rodzice.

Pradziadowie cieszyli się szczęściem córek, ale do pełni zadowolenia  Michaliny i Bolka zabrakło tylko jednego.

Pewnie nigdy nie może być tak, by rodzina była  szczęśliwa bez reszty.

 Dobrze, że mieli dużo dzieci, ale radość zasłaniała jedna mroczna chmura.  Mieli tylko jednego syna. Ileż wiązali z nim nadziei, myśli o jego przyszłości. Był ukochanym, najmłodszym ich dzieckiem.

I wkrótce rozmawiali tylko o  nim, o Edwardzie.

Ale zanim to nastąpiło, musiało upłynąć wiele wody w ich rzeczce. I któregoś dnia wreszcie   pękła bariera ich indywidualnego smutku.

Długo przedtem siadywali  w mroku pokoju i każde błądziło myślami w swoich regionach. Oddalali się od siebie. Może szukali winy w sobie, może w partnerze. Nie wiemy. Ale zawsze tak jest, gdy dzieje się coś czego nie przewidzieli a jest smutne dla wszystkich.

To nie był zwykły smutek, to była ich tragedia. Otóż ich pupilek, oczko w głowie, miły i ciepły łagodny chłopak się zakochał. Byłoby to naturalne i mogłoby ich nawet cieszyć, gdyby wybranką była jakaś dobra dziewczyna. Ale warunkiem by rodzice ją zaakceptowali musiało być jej  pochodzenie.

Musiała być Polką. Musiała pochodzić z polskiej, patriotycznej rodziny, podobnej do ich rodziny, rodziny Rodziewiczów.

Ale serce Edwarda wybrało Rosjankę. W ich umysłach przez tyle lat kształtowała się nienawiść do tej nacji. A był do tego powód, nieomal cała tragiczna historia Polski  była związana z tym mocarstwem. Nigdy nie było dobrych relacji polsko rosyjskich. 

Rosjanie byli zaborcami i nic tego nie mogło zmienić.

Co czuł Edward nie wiemy, zresztą nikt nie wiedział. Pewnie był zaślepiony miłością i nie pamiętał o przykazaniach wyniesionych z domu. Może jego ukochana była nadzwyczajna , jedyna i wierzył, że jego rodzice się do niej przekonają i zaakceptują wybór. Była przecież zwykłą miłą dziewczyną….Ale ja dalece się mylił. Gdy rodzice się o tym wyborze dowiedzieli, rozpoczęły się bardzo trudne dni w ich rodzinie. Nigdy nie przeżywali takich dramatów. Wydawało się , że nigdy się nie zdarzą. Nie wiemy, czy w ogóle doszło do spotkania Rosjanki z Rodziewiczami. Może jednak ją obserwowali  z daleka, może mieli jakieś informacje na temat jej rodziny. Ale jakichkolwiek by nie odkrywali usprawiedliwień, nie mogli zaakceptować tego związku.

Mieli nadzieję, że z czasem chłopak, napotykając taki odpór w rodzicach, zmieni zdanie, że zakochanie wyparuje z jego głowy, że oprzytomnieje i uzna rodzinne patriotyczne zasady. Gdy widzieli, że rozmowy, przekonywania trafiają na mur jego milczenia, postanowili się modlić. Bardziej intensywnie niż zwykle. Pojechali nawet do ich Matki Boskiej, która zawsze pomagała. Do Wilna nie było daleko, ale podróż trwała długo.

Tam, w Ostrej Bramie weszli na klęczkach, tak jak inni pielgrzymi po wysokich schodach na pięterko, gdzie była Kaplica.

Matka Boska jak zwykle miała nieprzeniknioną twarz. Gdy Michalina podniosła oczy z wielką nadzieją, zobaczyła chłód i obojętność w oczach Matki.

I już wiedziała, westchnęła zrezygnowana i ze spuszczoną głową opuściła Kaplicę.

Na dole  czekał Bolek. Jeszcze szybciej niż Michalina zrozumiał, że ich modły nie docierają do dalekiego nieba i że dalsze błagania nie mają sensu.

Wrócili w milczeniu , z rozpaczą w sercach i niestety ostateczną decyzją. …W domu odbyli jeszcze jedną rozmowę z synem. Ale on nie zmienił zdania. Wobec tego oznajmili mu, że rodzinny dom od tej pory będzie dla niego zamknięty. Wyjechał bez słowa. Nigdy nie wrócił . Czy to była tak wielka miłość, czy tylko urażona duma   a może zwykły trochę dziecinny upór. Nie wiemy jakie uczucia w nim dominowały. 

Upór widywałam w łagodnych oczach mojego Taty , może to było rodzinne…..