Śladami mojego Taty. Jeszcze raz o Edwardzie, jedynym synu Michaliny i Bolka. Utrata nadziei.

 

XIX wieczne wnętrze Kaplicy Ostrobramskiej.

 

 

 

Śladami mojego Taty. Jeszcze raz o tragedii Rodziewiczów- pożegnanie jedynego syna.

Któregoś dnia Michalina i Bolek wreszcie sobie uświadomili, że ich gniazdo zostało puste. Zostali sami. Ich dzieciaki wyfrunęły z domu. Dziewczyny wyszły za mąż za chłopaków, których akceptowali rodzice.

Pradziadowie cieszyli się szczęściem córek, ale do pełni zadowolenia  Michaliny i Bolka zabrakło tylko jednego.

Pewnie nigdy nie może być tak, by rodzina była  szczęśliwa bez reszty.

 Dobrze, że mieli dużo dzieci, ale radość zasłaniała jedna mroczna chmura.  Mieli tylko jednego syna. Ileż wiązali z nim nadziei, myśli o jego przyszłości. Był ukochanym, najmłodszym ich dzieckiem.

I wkrótce rozmawiali tylko o  nim, o Edwardzie.

Ale zanim to nastąpiło, musiało upłynąć wiele wody w ich rzeczce. I któregoś dnia wreszcie   pękła bariera ich indywidualnego smutku.

Długo przedtem siadywali  w mroku pokoju i każde błądziło myślami w swoich regionach. Oddalali się od siebie. Może szukali winy w sobie, może w partnerze. Nie wiemy. Ale zawsze tak jest, gdy dzieje się coś czego nie przewidzieli a jest smutne dla wszystkich.

To nie był zwykły smutek, to była ich tragedia. Otóż ich pupilek, oczko w głowie, miły i ciepły łagodny chłopak się zakochał. Byłoby to naturalne i mogłoby ich nawet cieszyć, gdyby wybranką była jakaś dobra dziewczyna. Ale warunkiem by rodzice ją zaakceptowali musiało być jej  pochodzenie.

Musiała być Polką. Musiała pochodzić z polskiej, patriotycznej rodziny, podobnej do ich rodziny, rodziny Rodziewiczów.

Ale serce Edwarda wybrało Rosjankę. W ich umysłach przez tyle lat kształtowała się nienawiść do tej nacji. A był do tego powód, nieomal cała tragiczna historia Polski  była związana z tym mocarstwem. Nigdy nie było dobrych relacji polsko rosyjskich. 

Rosjanie byli zaborcami i nic tego nie mogło zmienić.

Co czuł Edward nie wiemy, zresztą nikt nie wiedział. Pewnie był zaślepiony miłością i nie pamiętał o przykazaniach wyniesionych z domu. Może jego ukochana była nadzwyczajna , jedyna i wierzył, że jego rodzice się do niej przekonają i zaakceptują wybór. Była przecież zwykłą miłą dziewczyną….Ale ja dalece się mylił. Gdy rodzice się o tym wyborze dowiedzieli, rozpoczęły się bardzo trudne dni w ich rodzinie. Nigdy nie przeżywali takich dramatów. Wydawało się , że nigdy się nie zdarzą. Nie wiemy, czy w ogóle doszło do spotkania Rosjanki z Rodziewiczami. Może jednak ją obserwowali  z daleka, może mieli jakieś informacje na temat jej rodziny. Ale jakichkolwiek by nie odkrywali usprawiedliwień, nie mogli zaakceptować tego związku.

Mieli nadzieję, że z czasem chłopak, napotykając taki odpór w rodzicach, zmieni zdanie, że zakochanie wyparuje z jego głowy, że oprzytomnieje i uzna rodzinne patriotyczne zasady. Gdy widzieli, że rozmowy, przekonywania trafiają na mur jego milczenia, postanowili się modlić. Bardziej intensywnie niż zwykle. Pojechali nawet do ich Matki Boskiej, która zawsze pomagała. Do Wilna nie było daleko, ale podróż trwała długo.

Tam, w Ostrej Bramie weszli na klęczkach, tak jak inni pielgrzymi po wysokich schodach na pięterko, gdzie była Kaplica.

Matka Boska jak zwykle miała nieprzeniknioną twarz. Gdy Michalina podniosła oczy z wielką nadzieją, zobaczyła chłód i obojętność w oczach Matki.

I już wiedziała, westchnęła zrezygnowana i ze spuszczoną głową opuściła Kaplicę.

Na dole  czekał Bolek. Jeszcze szybciej niż Michalina zrozumiał, że ich modły nie docierają do dalekiego nieba i że dalsze błagania nie mają sensu.

Wrócili w milczeniu , z rozpaczą w sercach i niestety ostateczną decyzją. …W domu odbyli jeszcze jedną rozmowę z synem. Ale on nie zmienił zdania. Wobec tego oznajmili mu, że rodzinny dom od tej pory będzie dla niego zamknięty. Wyjechał bez słowa. Nigdy nie wrócił . Czy to była tak wielka miłość, czy tylko urażona duma   a może zwykły trochę dziecinny upór. Nie wiemy jakie uczucia w nim dominowały. 

Upór widywałam w łagodnych oczach mojego Taty , może to było rodzinne…..

Śladami Mojego Taty. Oświadczyny Tomasza Łukaszewicza Stanisławie Rodziewicz.

Gdy młodzi doszli do porozumienia , wyznali sobie miłość i chęć spędzenia dalszej części życia razem, Staśka opowiedziała o tym rodzicom.

Michalina i Bolek byli wzruszeni. Wszak miał się rozpocząć nowy etap w ich życiu. Dzieci rozwinęły skrzydła i wkrótce miały  opuścić dom rodzinny.

Rodzice Tomasza uznali że należy się wreszcie spotkać i oficjalnie prosić o rękę panny. Młodzi zaaranżowali spotkanie, ustalono datę zaręczyn i zaproszono Łukaszewiczów do domu organisty.

W ustalonym dniu, od rana w domu  Rodziewiczów panował świąteczny nastrój . W kuchni przygotowywano specjalne potrawy, by poczęstować gości.

Pannice , siostry Staśki ganiały po domu , a gdy wpadały do kuchni, Michalina przepędzała je stamtąd ścierką, by nie dotykały do gorących garnków i nie zanurzały paluchów w słodkich sosach. Staśka chodziła z wyniosłą miną. Wszak była pierwszą córką, do której przyjeżdża oficjalnie kawaler.

Niebawem zakołatano do drzwi i Bolek pomaszerował by otworzyć . Michalina oczekiwała w salonie. Obok Staśki tłoczyły się wystrojone w kokardy młodsze siostry. Staśka już poznała wcześniej rodziców Tomasza, wiedziała, że ją polubili. Byli to dobrzy ludzie, zachowywali się naturalnie i byli chętni do rozmów.  

Nie musieli się sobie wzajemnie przedstawiać, bo Raków był małym miasteczkiem i wszyscy się dobrze znali. Po przywitaniach,  zaproszono gości, by się ulokowali  na kanapach i fotelach. Po chwili luźnej rozmowy, wstał ojciec Tomasza i w imieniu swoim, żony i syna oznajmił, że ich syn i Staśka marzą o połączeniu się węzłem małżeńskim. Pytał, czy jej rodzice wyrażają zgodę. Po jej uzyskaniu, wystąpił Tomasz , przyklęknął przed przyszłymi teściami  i prosił  o rękę ich córki. Oni ze wzruszeniem odpowiedzieli pozytywnie i wtedy Tomasz podszedł do ukochanej i powtórzył głęboki ukłon .

Z kieszeni świetnie skrojonego fraka, wyjął ozdobne puzderko , otworzył i wręczył Staśce . Ona ujrzała ulokowany tam piękny pierścionek  ze szmaragdem w otoczeniu małych brylancików. Oczy jej zabłysły. Lubiła ładne przedmioty. Oczywiście skwapliwie przyjęła prezent i od razu nałożyła sobie na palec. Siostry znieruchomiały i widać było po ich minach, że zazdroszczą, podziwiają i od razu nabierają szacunku do najstarszej .