Poważne i niepoważne igraszki z cieniem…

Poważne i niepoważne igraszki z cieniem…

 

 

7 (2).JPG

 

 

W taki  letni  dzień wyobrażam sobie upalną plażę , palmę i rozmyślam o cieniu.

 

Właśnie wyleguję się w CIENIU  palmy.

Szumi morze, fala łamie się z delikatnym poświstem o piasek  muszelkowy , a potem gdzieś z oddali słychać  jej uderzenia a następnie wielkie mlaskanie. To igraszki skalnego potwora i ogromnej młodzieńczej bardzo niedojrzałej jeszcze fali…

Na plaży w  CIENIU innego wielkiego kamienia czulą się piękni  kochankowie, prawie nadzy i złotem pokryci…A ja samotna ale rozleniwiona i rozgrzana rozmyślam…

 

Lubię różne CIENIE…

 

Uwielbiam taki,  który przychodzi latem , nawet wymyślony ,  ożywiony tylko wyobraźnią, DOBRY CIEŃ dla leniwych lub zmęczonych. Obok szklanka pełna czegoś tam , i muzyka …

 

Czasem czujemy CIEŃ OCHRONNY  . Potrafi zniewalać, nie można go odpędzić ani mu umykać . Trwa obok nas i przeszkadza w rozwoju. To np. CIEŃ nadopiekuńczych rodziców lub cudzy cień, np. szefa , niepożądany i raczej niepotrzebny. Ale czasem doceniamy go po latach , gdy jego gęstość rozproszył czas, i wtedy czujemy wdzięczność , że był i cierpimy z powodu tego, że odszedł . We wspomnieniach przybiera formę ŁAGODNEGO CIENIA OPIEKUŃCZEGO i DOBREGO NAUCZYCIELA. Z dalekiej perspektywy  widzimy go jak wyprowadzał nas z meandrów nieśmiałości , wstydu, lęku i niewiedzy.  I wtedy myślimy, że był to prawdziwy  „ANIOŁA CIEŃ”…I nucimy tę łagodną piosenkę, usiłując przywołać. Ale on nie wraca….

 

Gdy marzymy o sławie , wielkiej urodzie , zdobywaniu najwyższych szczytów i zaszczytów ,  nagle wyłania się ogromny cień kogoś lepszego . Jest to CIEŃ DOMINUJĄCY . Chyba najbardziej nielubiany . Czasem poddajemy się i od razu padamy. Ale gdy uznamy Jego Wielkość obserwujemy jak powoli  staje  się naszym DOBRYM CIENIEM PRZEWODNIM. Czasem wystarczy uznanie jego plusów i poznanie minusów. Dostosowanie się, raczej nie walka. W tym dobrym cieniu możemy rozkwitać… ujrzeć dokładniej siebie , poznać swoje atuty i nawet wygrywać ….

 

Ale  ja najbardziej lubię wesołe zabawy   Z CIENIEM ZWYCZAJNYM , moim. Czasami wpada niespodzianie , zza jakiegoś drzewa, jest figlarny , bardzo ruchliwy. Niekiedy jest długi stateczny stały i wolno kroczy razem ze mną pustymi drogami. Gdy się odwracam , jest zawsze , za plecami lub gdzieś z boku. Nie czuję się przy nim samotna. Z reguły też pomaga  w złym nastroju…pokazuje swoje- czyli moje , bardzo długie nogi, czasami śmiesznie sfałdowane na nierównym terenie, moją nagle maleńką główkę a wielką rękę. Często się z nim  bawię, rozmawiamy , robimy sobie zdjęcia..

 

 Pozdrawiam wszystkich , zapraszam do zabawy

 

 Pędzę , bo właśnie moja wyobraźnia i mój cień gdzieś uciekają, jak niesforne  młode psiaki….

 

 

 

1,0.JPG

 

Zdjęcia własne, a tekst znalazłam w swoich dawnych zapiskach. Napisałam go kilka lat lat temu…

Na medycznej ścieżce. Gdzie jest wina i czy w ogóle jest?

Oczywiście można tłumaczyć, że to cechy genetyczne. I tak jest najwygodniej. Wszak ja też lubiłam się objadać, podobnie jak matka Mirka, która myszkowała w lodówce w nocy a w barku trzymała torebki pełne ciasteczek. Mirkowi i mnie też nigdy nie brakowało apetytu. Wspominam nasze wspólne nocne wyprawy do ogrodu  Teściów , którzy mieszkali w Lidzbarku Warmińskim u podnóża przepięknych wzgórz nad meandrującą w parowach rzeczką Symsarną. I wówczas , w ogrodzie przy ich domu na ul. Mazurskiej ogałacaliśmy krzewy porzeczkowe.

Jednak nie mogę udawać, że nie czuję się winna. Tak, ja matka czuję się winna. Umrę z poczuciem winy, do której nie można się przyzwyczaić. Wszystkie elementy układają się jeden łańcuch związków przyczynowo- skutkowych.  Przekarmianie dziecka we wczesnym dzieciństwie, o którym przed chwilą pisałam. Ponadto urodzenie po roku kolejnego dziecka, Ewy , które okazało się bardzo absorbujące- samo domagało się czułości, spowodowało odsunięcie pierworodnej. Może w wielkim, nieproporcjonalnie wielkim zaangażowaniem w pracę zawodową, nie znalazłam w sobie tyle miłości ile trzeba było dać temu pierworodnemu  dziecku.

Kiedy rozmawiałam ze pozostałymi moimi dziećmi, nie odczuwały tego, że ich matka je zaniedbuje.

Może Justyna była bardziej od nich wrażliwa? Wszak jak kiedyś powiedziała Paulina, nasza najmłodsza- Justyna ma ze wszystkich dzieci największy potencjał intelektualny.

Teraz wybrała sobie swój sposób na życie .  

Gdzie jesteś, w którym miejscu życia jesteś, moja pierwsza wymarzona Córeczko……