Poważne i niepoważne igraszki z cieniem…

W taki letni dzień wyobrażam sobie upalną plażę , palmę i rozmyślam o cieniu.
Właśnie wyleguję się w CIENIU palmy.
Szumi morze, fala łamie się z delikatnym poświstem o piasek muszelkowy , a potem gdzieś z oddali słychać jej uderzenia a następnie wielkie mlaskanie. To igraszki skalnego potwora i ogromnej młodzieńczej bardzo niedojrzałej jeszcze fali…
Na plaży w CIENIU innego wielkiego kamienia czulą się piękni kochankowie, prawie nadzy i złotem pokryci…A ja samotna ale rozleniwiona i rozgrzana rozmyślam…
Lubię różne CIENIE…
Uwielbiam taki, który przychodzi latem , nawet wymyślony , ożywiony tylko wyobraźnią, DOBRY CIEŃ dla leniwych lub zmęczonych. Obok szklanka pełna czegoś tam , i muzyka …
Czasem czujemy CIEŃ OCHRONNY . Potrafi zniewalać, nie można go odpędzić ani mu umykać . Trwa obok nas i przeszkadza w rozwoju. To np. CIEŃ nadopiekuńczych rodziców lub cudzy cień, np. szefa , niepożądany i raczej niepotrzebny. Ale czasem doceniamy go po latach , gdy jego gęstość rozproszył czas, i wtedy czujemy wdzięczność , że był i cierpimy z powodu tego, że odszedł . We wspomnieniach przybiera formę ŁAGODNEGO CIENIA OPIEKUŃCZEGO i DOBREGO NAUCZYCIELA. Z dalekiej perspektywy widzimy go jak wyprowadzał nas z meandrów nieśmiałości , wstydu, lęku i niewiedzy. I wtedy myślimy, że był to prawdziwy „ANIOŁA CIEŃ”…I nucimy tę łagodną piosenkę, usiłując przywołać. Ale on nie wraca….
Gdy marzymy o sławie , wielkiej urodzie , zdobywaniu najwyższych szczytów i zaszczytów , nagle wyłania się ogromny cień kogoś lepszego . Jest to CIEŃ DOMINUJĄCY . Chyba najbardziej nielubiany . Czasem poddajemy się i od razu padamy. Ale gdy uznamy Jego Wielkość obserwujemy jak powoli staje się naszym DOBRYM CIENIEM PRZEWODNIM. Czasem wystarczy uznanie jego plusów i poznanie minusów. Dostosowanie się, raczej nie walka. W tym dobrym cieniu możemy rozkwitać… ujrzeć dokładniej siebie , poznać swoje atuty i nawet wygrywać ….
Ale ja najbardziej lubię wesołe zabawy Z CIENIEM ZWYCZAJNYM , moim. Czasami wpada niespodzianie , zza jakiegoś drzewa, jest figlarny , bardzo ruchliwy. Niekiedy jest długi stateczny stały i wolno kroczy razem ze mną pustymi drogami. Gdy się odwracam , jest zawsze , za plecami lub gdzieś z boku. Nie czuję się przy nim samotna. Z reguły też pomaga w złym nastroju…pokazuje swoje- czyli moje , bardzo długie nogi, czasami śmiesznie sfałdowane na nierównym terenie, moją nagle maleńką główkę a wielką rękę. Często się z nim bawię, rozmawiamy , robimy sobie zdjęcia..
Pozdrawiam wszystkich , zapraszam do zabawy
Pędzę , bo właśnie moja wyobraźnia i mój cień gdzieś uciekają, jak niesforne młode psiaki….

Zdjęcia własne, a tekst znalazłam w swoich dawnych zapiskach. Napisałam go kilka lat lat temu…
