Magiczne Skalite, ukochane moje…

 

PA020128.JPG

Skalite, widok od Godziszki. Ulica Południowa i przełęcz Siodło …

 

 

 

 

I nieustannie wracamy w Beskidy , do miejsc gdzie urodziła się i spędziła pierwsze lata życia moja mama- Stefka. Szukamy Jej śladów, które czas skutecznie wymazał, ale zostały w mojej pamięci. Opowieści Mamy, moje dziecięce wspomnienia z pobytów wakacyjnych u wujka Szczepana pachnących świeżym sianem, krowami, chrumkaniem świń , krowami i porannym mlekiem „ prosto od krowy” które ciocia wstrzykiwała prosto do metalowego kubeczka pokrytego białą emalią z dużym uchem, który był mój w te wakacje. Do tej pory czuję ciepło tego kubka gdy po napełnieniu  brałam go w dłonie. Owa niezwykła łaskawość ciała krowy, jej zapach i niepowtarzalny smak mleka i pianka to najpiękniejsze klimaty mojego przecież miejskiego dzieciństwa… Piana unosiła się wysoko ponad brzeg kubka i pozostawała na górnej wardze, gdy łapczywie chlipałam to świeże mleko… Uwielbiałam takie poranki….

Ale miało być o Skalitem.

Siedzimy sobie więc pod naszą szałasochałupką z Kotliną Żywiecką u stóp i poglądamy  na dookolne góry zamykające ową kotlinę.

Na wschodzie pasmo Beskidu Małego, na południe Beskid Żywiecki a my  opieramy się o Beskid Śląski. Nad nami Skrzyczne z dwoma piersiastymi górkami- Palenicą i Niesłychanym Groniem.

A obok nich przysadziste, kopiaste Skalite. Zaliczane jest do Pasma Baraniej Góry, stąd niewidocznej ,  sięga 864 m. n. m. i poprzez przełęcz Siodło łączy się z najwyższym szczytem tego Beskidu- Skrzycznem a także ze starym kurortem- Szczyrkiem, o którym pewnie kiedyś wspomnę. Szczyrk to już inny świat. Dla nas nieomal obcy i odbierany właściwie jako mało przyjazny.

Tak więc siedzimy sobie na zboczu górskim a mój wzrok stale wędruje na Skalite. Jej nieustanna wielowiekowa cierpliwa praca w dostarczaniu nam wody , dźwiganie skoczni narciarskiej od strony Szczyrku i niedawne rozrycie zbocza przez wielki sprzęt by powstały liczne szerokie dukty na których dwie ciężarówki mogłyby się minąć . Wprawdzie można po nich wygodnie wędrować, ale nadal nie wiemy w jakim celu powstały. Jak mówią miejscowi, być może utworzono je dla narciarzy… Na pewno zostały okupione cierpieniem tej góry i być może odległymi skutkami zniszczenia poszycia i niebywale licznych cieków wodnych.

Tak więc z lękiem patrzę na tę górę i gdybym wierzyła, że Bóg mnie wysłucha wznosiłabym do niego modły o zachowanie tej góry.

Na razie ona cierpliwie milczy i gra na niej zachodzące słońce a przerzedzone wielkie świerki wspinają się na szczyt jak wędrowcy strudzeni ale pełni siły i widzący swój cel.

Tak więc piszę o Skalitem i życzę tej górze wytrwania i ostatecznego zwycięstwa w walce z destrukcyjnym działaniem okrutnego człowieka….

 

....JPG

 

 

 

P5021582.JPG

 

 

P5021607.JPG

 

 

PA040359.JPG

 

 

P8080340.JPG

 

 

ap foto 127.jpg

 

To co zobaczyłam przedwczoraj.

Przedwczoraj się wybrałam na łagodne od strony Godziszki zbocze Skalitego. Jak zwykle zachwyciła panorama na Kotlinę Żywiecką, ale wkrótce co innego odciągnęło wzrok. Otóż nad Skrzycznem usłyszałam i wypatrzyłam helikopter, który wisiał długo w jednym miejscu, ale potem frunął w dół do Szczyrku. Akcja  się powtarzała i była dość hałaśliwa. Początkowo pomyślałam, że to jakieś ćwiczenia, może np. treningi paralotniarzy, którzy tutaj mają swoją ulubioną bazę= jakby skocznię do bezszelestnego unoszenia się w przestrzeń. Ale potem zobaczyłam, że do brzucha śmigłowca przymocowano jakąś belkę. I już byłam w domu. Skojarzyłam, że to budowa górnego odcinka wyciągu krzesełkowego na Skrzyczne. Wczoraj w dzienniku TV pokazano tę akcję. Jestem dumna, że dorównałam profesjonalnym reporterom i mam te swoje zdjęcia….

 

HelikopterSkrzyczne.JPG

 

 

 

HelikopterRemontKolejki.JPG

 

 

 

Owieczka.JPG

Niedawno ostrzyżona owieczka też była zdziwiona akcją helikopterową, ale raczyła zwrócić i na mnie uwagę, łaskawie…I jeśli kto mówi, że zwierzęta nie myślą…poczułam się zaszczycona.

 

 

PazurPanKot.JPG

A potem jak zwykle spotkałam pana, którego już znam od dawna. Mieszka w starej klimatycznej chałupce przy drodze na przełęcz zwaną Siodłem, która wiedzie na Skrzyczne a i też do Szczyrku…pan zwykle zapracowany, a to sianko zbiera dla krówek dwóch, czerwonych i zawsze czyściutkich. Podkreślam to, że czyściutkich, bo na wschodnich rubieżach Polski zwykle oblepione mają brzuchy, zresztą nie są czerwone, są innej rasy….a to pan gromadzi skorupki z jaj i suszy na wietrze i słońcu- nie zapytałam w jakim celu, ale może jeszcze kiedyś zapytam. A to ciągnie jakieś gałęzie. Gdy nadchodzę, zawsze się do mnie ładnie uśmiecha i pozdrawiamy się nawzajem. Tym razem  siedział sobie z kotem na kolanach, wystawiając twarz do zachodzącego za Skalitem słońca. Widok był tak malowniczy, że serce mi się ścisnęło, że malować nie umiem. Ale od czego aparat foto stale ulokowany w kieszeni( oj dobry do wynalazek te małe aparaciki). Zapytałam grzecznie, czy zdjęcie mogę zrobić. Zgodził się z uśmiechem. Piękna to scenka, prawda?

A zapomniałam dodać, że potem widziałam dwa młode baraszkujące koty, ale uciekały z kadru. Miały ryże i czarne łaty na białym tle. Pewnikiem dzieci tego co na kolanach siedzi.

 

 

 

Księżycgodz19dn8.10.2013.JPG

 

 

A przed wieczorem, gdzieś ok 19,30 jak zwykle wyszłam przed chałupkę i zobaczyłam, to co dało się utrwalić….Po chwili już księżyc powędrował za Skrzyczne. Bozia widać mi ofiarowała takie widoki….A jeszcze na koniec opowiedzieć muszę, że o 5,30 następnego dnia zobaczyłam mgły nad Kotliną Żywiecką a nad głową wielkie przepastne czarne niebo usiane gwiazdami