Losy moich Rodziców. Powrót wiary w szczęście.

Na szczęście ślubu nie odwołano.

W czasie rozmowy z Tomaszem Stefa nabrała pewności siebie. Poczuła się silna, by stawić czoło wszelkim przeciwnościom.

Wielkie uczucie, które było w niej,  uskrzydlało.

Myślała, że teraz już wszystko może.

Przenosić góry.

Fruwać w przestworzach.

Nie wyobrażała sobie trudów i znojów życia w małżeństwie.

 Zresztą nikt, chyba nikt, kto zdąża w kierunku ślubu o tym nie myśli.

Śladami mojego Taty. Rodzinka Rodziewiczów się powiększa.

O  Staśce, mojej przyszłej Babci ( Mamie Taty) pisałam już wcześniej. Była najstarszą córką Michaliny i Bolka Rodziewiczów. Urodziła się w 1874 roku.

I wtedy nad domem Rodziewiczów wstało cudne słońce, a po deszczu pojawiła się tęcza. Może tak było, może nie, ale na pewno to wydarzenie dla młodych rodziców i dla nas, teraz żyjących , było niezwykłe i przełomowe.  ;-(

Tak więc, na pewno wtedy wstało  słońce i po deszczu na niebie  pojawiała się tęcza

Staśka niewiele odrosła od ziemi , gdy pojawiły się na świecie kolejne rozwrzeszczane stworzenia.

Były to dziewczynki.  Kochali je jednakowo, mimo, że niektóre z nich  miały naturę wyciszoną i  łagodną a niektóre wojowniczą i rogatą .

Już stało się regułą, że przy każdym porodzie uczestniczył Bolek i z niezmienną troskliwością zajmował się jak umiał, swoją ukochaną Michaliną. Ona po każdym porodzie rozkwitała, przybywało jej tłuszczyku na brzuchu, ale to się bardzo podobało jej mężowi. Była niewielka, miękka i bardzo bardzo ciepła.

Nadal zajmowała się dzieciakami z miasteczka, prowadząc miniprzedszkole oraz zajęcia teatralne dla dzieci starszych.

Umiejętnie dzieliła swój czas pomiędzy cudze i własne dzieci. Zresztą jej własne maluchy bardzo chętnie przebywały na stryszku, niańczone przez starszaki  sąsiadów. Tak więc korzyść była obopólna.

Mijały lata w Rakowie, Bolek i Michalina wiedzieli, że to są piękne lata ich szczęścia. Mimo młodości, doceniali fakt, że stanowią dobrą i wesołą rodzinkę.