Nowy Rok bieży ….Tęczowe życzenia ….

Przed 5 laty  tak tu pisałam. Myślę, że warto powtórzyć, bo słowa te ponadczasowe. Zapraszam ….

Opublikowane w Grudzień 31, 2013 przez Zofia Konopielko

Nowy Rok bieży….

A ja Wam, Kochani nie fajerwerki, szampany i szatki balowe lecz  tęczę  przysyłam ….. .

Jeszcze jesienią ją upolowałam nad wydmą leśną nieopodal naszej działki nad Bugiem. Zawsze jest  piękna  zjawiskowa i niosąca optymizm….

TĘCZA – to nie jest takie sobie zwykłe zjawisko optyczne i meteorologiczne  już dawno opisane. …

TĘCZA – to efekt szczególnej gry niebiańskiego światła słonecznego z kropelkami wody zawieszonymi w atmosferze.

To gra wielkiego Słońca z każdą pojedynczą kropelką wody.

Nieustanna zabawa trwa , fale świetlne odbijają się od tej jednej kropelki, od jej wszystkich sióstr , każdej z osobna. Każda  je załamuje, rozprasza na barwy – które złożone są po prostu białe , właściwie niewidoczne, jedynie jasne – a teraz krople wody  już kolorami nasycone zawieszają się na niebie tęczę tworząc.

Cudne, dynamiczne to gry , stale się toczą a TĘCZA  zupełnie spokojna, wielobarwna i  uśmiechnięta rozpościera swoje suknie na nieboskłonie….

To przez tę zjawiskowość, nieuchwytność, urodę wreszcie  – TĘCZA w wyobrażeniach ludzi zamieszkujących różne miejsca na ziemi ,  utrwaliła się w ich mitologii.

Grecy widzieli w niej drogę, którą przemierza posłanka bogów – Iris schodzącą z nieba na ziemię,

Chińczycy –  szczelinę w niebie, którą bogini Nuwa  zamyka szlachetnymi kamieniami i kolorami ,

dla Hindusów była łukiem boga błyskawic i grzmotów – Indry,

Skandynawowie widzieli w niej most łączący świat bogów i ludzi.

W Starym Testamencie była symbolem przymierza Boga z człowiekiem, obietnicą złożoną przez Boga Jahwe Noemu, że Ziemi już nie nawiedzi wielka powódź.

Aborygeni uważali, że z „ tęczowego węża” narodził się świat a człowiek mógł zostać wciągnięty do nieba i stawał się płanetnikiem….o płanetniku już pisała nie będę, bo  ciekawie o nim Wikipedia opowiada…

I właśnie dlatego przesyłam Wam na ten nadchodzący Nowy 2019 Rok  MAGICZNĄ TĘCZĘ .

I wyobrażam sobie, że jesteśmy zbiorem niezliczonej liczby kropelek –  jednakowych, czasem przemarzniętych, samotnych i bezbarwnych…..

I NIECH W TYM RODZĄCYM SIĘ WŁAŚNIE NOWYM ROKU PRZYJDZIE DOBRE SŁOŃCE I WYBIERZE NAS –  KAŻDEGO Z OSOBNA – TAK JAK KAŻDĄ KROPELKĘ WODY ZAWIESZONĄ SAMOTNIE GDZIEŚ W GÓRZE  – ROZŚWIETLI, OZDOBI BARWAMI I OGRZEJE  …

aż  staniemy się jedną wielką kolorową radosną TĘCZĄ NA WSPÓLNYM NIEBIE …

 

W Wieńcu Zdroju…

SAM_9421.JPG

Wieniec Zdrój, Sanatorium Zacisze, ponoć przeznaczone do wyburzenia

 

SAM_9402.JPG

Wieczorne Sanatorium Zacisze

 

SAM_9532.JPG

Park i nowy, jeszcze nieczynny  obiekt

 

SAM_9415.JPG

Pawilon zabiegowy  w kompleksie z sanatorium Tęcza

 

SAM_9447.JPG

Szlak w wienieckim lesie

 

 

Po wstępnym rozejrzeniu się i po zachwytach sosnowych zakwaterowaliśmy się zgodnie z rezerwacją w Sanatorium o dziwnej w tej kujawskiej okolicy nazwie Hel. Od razu przyszło skojarzenie z tym prawdziwym Helem, wąskim pasemkiem lądu pomiędzy zatoką Gdańską a Bałtykiem, z szumem morza, zatopionym miastem na końcu półwyspu a także fokami karmionymi o 14 czy 15 na oczach ludzi przez fajnych młodych pracowników Gdańskiego Uniwersytetu. Każda foka ma tam swoją tabliczkę, tzw. target. Gdy pracownik pokazuje odpowiednią, tylko ta jednak foka podpływa, dotyka nosem do swojej tylko swojej tabliczki, którą doskonale jak widać rozpoznaje i w nagrodę dostaje rybę.

   Ale ja jak zwykle popłynęłam dygresją. Więc wracam. No cóż, jak Hel to Hel. Ten prawdziwy. Ale ten wieniecki okazał się miły, z własnym klimatem. Jest niewielki, pokoik był całkiem całkiem  z dużymi  oknami wyprowadzającymi wzrok prosto na  sosny. Jakżeby inaczej?

     Wieniec Zdrój to ociupeńka miejscowość uzdrowiskowa położona wyraźnie  wyżej niż okoliczny Włocławek rozłożona na wydmach porośniętych lasami sosnowymi, muszę się powtarzać, bo to ważne,  przetkanymi nagimi o tej porze roku drzewami liściastymi , obejmowanymi za nogi przez rozłożyste jałowce. Na pniach drzew zaznaczono szlaki turystyczne, drogi rowerowe a także śmiesznie wyglądające  pieczątki z grzybami. Podobno lasy te rodzą obficie grzybowo i w sezonie ludzie zbierają tu mnóstwo różnej maści kapeluszowatych . Okna  sanatoryjnych obwieszone sznurkami z nanizanymi grzybami przybierają smak i zapach prawdziwego letniska. My na razie oglądaliśmy wytyczone drogi z pieczęcią grzybową na pniach , węszyliśmy zapachy zbutwiałych liści zmieszane z wonią wszechobecnej żywicy.

    W centrum  znajduje się  nieco wyżej położony niewielki park z młodymi nasadzeniami różanymi, magnoliowymi etc. Wszystkie roślinki miały jeszcze plakietki z nazwami. Oj, musi być tu cudnie, jak to wszystko zakwitnie. Teraz sobie to wszystko smacznie spało, tylko wielkie sosny sięgające nieba tam rosły , w pewnych odległościach jedna od drugiej tworząc z koron przepiękną podniebną sieć. Tak smak parku był niepowtarzalny, nie mówiąc o tym , że jak się okazało, jedynie tam miał zasięg mój telefon komórkowy, gdyż sieć T- mobile była poza tym nieosiągalna. Działał na szczęście Mirkowy Plus i ponoć jeszcze Play. Tak więc ów park stał się nam jedynym oknem na świat. Może to i dobrze, że należało wyleźć z domu i dam się udać by złapać zasięg. W ten sposób filtrowała się część informacji ze świata, które mogły zaburzyć wypoczynek , oszczędzając ludziom czasem niepotrzebnych emocji codziennego dnia toczącego się gdzieś daleko.

     Na obrzeżach parku znaleźliśmy tylko 4 sanatoria. Był tam pudłowaty czteropiętrowy , pokomunistyczny  Hutnik , położony najdalej, po drugiej stronie parku rozsiadła się niezła w kształcie architektonicznym  willa Zacisze. Jak się dowiedziałam,  ponoć ma zostać wyburzona. No cóż, czasem remont jest droższy niż wyburzenie i postawienie nowego obiektu. Nie wiem jak to będzie wyglądało, i pewnie niedługo moje zdjęcie będzie miało wartość historyczną . Za Zaciszem w głębi  był ukryty nasz Hel o którym już wspominałam. Nieopodal posadowiono nowiutki pawilon zabiegowy nieomal opierający się o ścianę lasu połączony ze starym, też odrestaurowanym w którym teraz  mieści się sanatorium Tęcza. Z zewnątrz Tęcza wygląda ładnie, ale ktoś mi powiedział, że niestety są tam pokoje bez łazienek. To piszę ze względu na informacyjny cel, jeśli ktokolwiek chciałby się tam wybrać, niech wie.

     Z każdego miejsca parku widoczny był nowy wielgaśny, chociaż 4 piętrowy obiekt, niestety nieco komunistyczny ale na szczęście balkoniasty w kształcie litery U, zwróconej brzuchem do przebiegającej  za prywatnymi domami szosy do właściwego Wieńca. Mirek obliczył krokami, że jedno ramię U ma długość ok. 120 m. Trwają tam jeszcze prace wykończeniowe, ponoć w maju ma nastąpić otwarcie. Jak głosi fama i ulotka będzie tam miejsce dla 900 kuracjuszy- 70 miejsc dla niepełnosprawnych, reszta to komercja no i NFZ. Jest tam basen i różne instalacje SPA- w tym fryzjer z kosmetyczką itd.

Dla nas jedynym plusem może być widok z najwyższych pięter, uwielbiamy takie no i oczywiście sąsiedztwo lasów.

Ten kolos budzi obawy, czy aby na pewno znajdzie się tylu chętnych by go zaludnić, ale pewnie nowy właściciel  całego uzdrowiska to sobie wyobraża. Nasz Hel ma być podobno zamknięty i remontowany, a willa Zacisze w ogóle zburzona. Pożyjemy, zobaczymy. Mirek zapowiada, że jeszcze odwiedzimy to miejsce. Tego nie wiem, ileż to razy tak planowaliśmy, a potem się okazywało, że stale nie przychodził ten czas.

Ale na razie Wieniec Zdrój na stałe zagościł w naszych sercach i żyje we wspomnieniach. I to dobre….

Nowy Rok bieży….

 

Tęcza.jpg

 

 

 

Nowy Rok bieży….

 

A ja Wam, Kochani nie fajerwerki, szampany i szatki balowe lecz  tęczę  przysyłam ….. .

 

Jeszcze jesienią ją upolowałam nad wydmą leśną nieopodal naszej działki nad Bugiem. Zawsze jest  piękna  zjawiskowa i niosąca optymizm….

 

To nie jest takie sobie zwykłe zjawisko optyczne i metorologiczne  już dawno opisane.  

To efekt szczególnej gry niebiańskiego światła słonecznego z kropelkami wody zawieszonymi w atmosferze.  Gra wielkiego Słońca z każdą pojedynczą kropelką wody. Nieustanna zabawa trwa , fale świetlne odbijają się od tej jednej kropelki, od jej wszystkich sióstr , każdej z osobna, które je załamują, rozpraszają na barwy które złożone są po prostu białe , właściwie niewidoczne, jedynie jasne a teraz krople wody  już kolorami nasycone zawieszają się na niebie tęczę tworząc. Cudne, dynamiczne to gry , stale się toczą a tęcza zupełnie spokojna, wielobarwna i  uśmiechnięta rozpościera swoje suknie na nieboskłonie….

To przez tę zjawiskowość, nieuchwytność, urodę wreszcie  w wyobrażeniach ludzi zamieszkujących różne miejsca na ziemi tęcza utrwaliła się w ich mitologii.

Grecy widzieli w niej drogę, którą przemierza posłanka bogów – Iris schodząc z nieba na ziemię, Chińczycy szczelinę w niebie, którą bogini Nuwa  zamyka szlachetnymi kamieniami i kolorami , dla Hindusów była łukiem boga błyskawic i grzmotów – Indry, Skandynawowie widzieli w niej most łączący świat bogów i ludzi. W Starym Testamencie była symbolem przymierza Boga z człowiekiem, obietnicą złożoną przez Boga Jahwe Noemu, że Ziemi już nie nawiedzi wielka powódź. Aborygeni uważali, że z „ tęczowego węża” narodził się świat a człowiek mógł zostać wciągnięty do nieba i stawał się płanetnikiem….o płanetniku już pisała nie będę, bo  ciekawie o nim Wikipedia opowiada…

 

I właśnie dlatego przesyłam Wam na ten nadchodzący Nowy 2014 Rok magiczną tęczę.

I wyobrażam sobie, że jesteśmy zbiorem niezliczonej liczby kropelek jednakowych, czasem przemarzniętych, samotnych i bezbarwnych.

I niech w tym rodzącym się właśnie Nowym Roku przyjdzie dobre Słońce i wybierze nas, każdego z osobna, tak jak każdą kropelkę wody, rozświetli , ozdobi barwami i ogrzeje ….i staniemy się jedną wielką kolorową tęczą na wspólnym niebie…