Anatomicum w Poznaniu – myśli Hipokratesa płynące z jego popiersia nadal obecnego we wnętrzu miały być naszą ideą przewodnią . Chyba zdaliśmy egzamin ? – Hipokrates milczy …..jedynie czasem odpowiadają nam nasi pacjenci którzy bywa, że po wielu latach się odzywają i mówią, że pamiętają – a my mamy w oczach tych, którym pomóc nie umieliśmy …..
… i niezapomniane schody na których przesiadywaliśmy z książkami czekając a zajęcia . Tam się po raz pierwszy spotkaliśmy i dojrzewaliśmy do dorosłego życia z medycyną …
… zdjęcia są Jurka, które specjalnie dla nas niedawno odwiedził Anatomicum i z myślą o nas fotografował ….
…. dziękuję …
W ostatnim pamiętnikowym swoim wpisie tu zamieszczonym – Jurek wrzucił krótkie wspomnienie o naszym zmarłym nagle w młodym wieku tajemniczym koledze ze studiów na AM w Poznaniu ( lata 1965 – 1971) – Wojciechu Michałku – Grodzkim.
Niespodziewanie uruchomił dalsze wspomnienia – moje kiedyś już tu zapisane i teraźniejsze, dzięki kontaktom na Facebooku – Leszka Milanowskiego.
Wszyscy pamiętaliśmy Wojtka, bo razem „ cierpieliśmy katusze” na „ lekcjach „ anatomii ale nic z Jurkiem o nim nie wiedzieliśmy – poza tym, że był dumny ze swojego nazwiska.
Ponieważ zmarł bezpotomnie ( chyba ) i nie mamy kontaktu z Jego Rodziną rozpoczęliśmy poszukiwania Jego śladów w necie docierając jedynie do krótkiej informacji o osobie o tym ciekawym dwuczłonowym nazwisku – Stanisławie Michałku – Grodzkim, który był „ojcem” polskiej powojennej szkoły chirurgii plastycznej . Pomyśleliśmy, że może była to osoba z Rodziny Wojtka, a być może Ojciec.
Leszek Milanowski – zdjęcie z netu.
Wszystko się wyjaśniło, gdy odezwał się wielce zapracowany w Anglii Leszek – chirurg plastyk , który w kilku mailach i wpisach messengerowych napisał to, co poniżej :
Kochani, sorry, but I was very busy (angielska woda sodowa uderza do głowy).
Ojciec Wojtka Dr Stanisław Michałek–Grodzki był twórcą słynnego szpitala chirurgii plastycznej w Polanicy.
Jego pierwszym uczniem był słynny prof. Krauss. Gdy odrabiałem staże w Polanicy byłem dumny, że przyjaźniłem się z Jego synem. Piszę przyjaźniłem, może zbyt wielkie słowo ale imponowała mi Wojtka skromność, wyciszenie, spokój. Nigdy nie obnosił się że jest synem twórcy chirurgii plastycznej w Polsce. W Polanicy wszyscy Go za takiego uważali. Zresztą jest w annałach polskiej chirurgii plastycznej. Zaraz po wojnie, chyba jeszcze w 1945 a na pewno w 1946 roku nawiązał bardzo ściśle kontakty z profesorem Bazinka z Pragi, gdzie jeździł wraz z Krausem. Niestety bardzo szybko zmarł nagle.
Wojtek musiał się wychowywać bez Ojca.
Delikatność operowania, unikanie chwytania tkanek pincetami a używanie ostrych haczyków do szycia np. skóry do dziś jest nazywane „technika profesora Bazinki z Pragi”. Wtedy jeszcze nie operowało się pod mikroskopem, pod którym dopiero dziś widać, jak wielkie są zmiażdżenia tkanek pensetami, co powoduje ich brzeżną martwicę, dłuższe gojenie i większe blizny pooperacyjne.
Jeszcze raz przepraszam za milczenie, ale z niecierpliwością czekam emerytalnego nieróbstwa, gdy będzie więcej czasu na kontakty.
Jeśli się ociągam, proszę o ostry „wytyk” na mój polski nr telefonu .
Coraz bardziej lubię te dyskusje i zdjęcia i Wasze spostrzeżenia, które są takie „polskie”.
Wydaje mi się, że Wojtek musiałby dumny ze swego Ojca, choć tego nie okazywał. Stąd poprawianie niedouczonym asystentom swego nazwiska!!! .
i kolejny list od Leszka ….
O pracy Wojtka w Szpitalu w Puszczykowie słyszałem od swego kuzyna, obecnie profesora K. – ortopedy z Warszawy, który swą karierę zaczynał w Puszczykówku. Wojtka konsultacje były profesjonalne, wnikliwe i z zaufaniem proszono zawsze Wojtka o Jego opinię.
Nigdy już nie spotkaliśmy się, ale byłem dumny, że Wojtek to mój Kolega.
Słyszałem, że był samotnikiem, może to skutek tego, że nie zdążył poznać swego Ojca.
Ten zmarł nagle tuż po wojnie.
i jeszcze jedna opowieść Leszka ….
Kiedyś rozmawiając z Ojcem , dowiedziałem się, że na jego roku kończącym studia w 1939 roku był Kornacki (prof. Ginekologii – bokserski kibic, o którym inna opowieść), Wysocki i Preisler (profesorowie Interny), Mastyńska (doc. Chirurgii i filozofii), Borszewski (doc. Chirurgii, twórca poznańskiej urazówki, Antoni Horst – ojciec Hanki ( naszej koleżanki z roku ) przy której zawsze czułem się onieśmielony a czułem, że traktował mnie po przyjacielsku i na egzamin z patofizjologii specjalnie się przygotowałem, Dux (prof. Onkolog z Warszawy) i niestety słynny Entres, hitlerowski zbrodniarz.
Padło też nazwisko Michałka-Grodzkiego i Wojtek mi to potwierdził.
Ja swojego Ojca miałem prawie do końca ubiegłego wieku, a Wojtek nie mógł nawet swego poznać, bo Jego zmarł nagle pół wieku wcześniej chyba jeszcze w 1946 lub 1947 roku ( wg danych z netu – zmarł w 1951 roku, kiedy Wojtek miał 4 lata – przyp. Z. K. )
Myślę, że wychowanie bez Ojca miało ogromny wpływ na Wojtka charakter i późniejsze losy.
Nasze Anatomicum teraz – jak dobrze, że jest i spełnia nadal swoją funkcję – to jakby nasza kotwica – tam wszystko się zaczęło…. nasze studia, ścieżka medyczna , znajomości, przyjaźnie z różnymi meandrami zapomnienia i odnowienia teraz 🙂 Zdjęcie od Jurka …
Ta pajęczyna …. myślenie o kręgu który zatoczyliśmy w życiu, by się spotkać teraz ….
Oboje z Jurkiem rozmyślamy nad naszą młodością. Jakże typowe to zjawisko, że wtedy się nie myśli o głębszych rozmowach z kolegami na tematy choćby rodzinne. Owszem była na naszym roku grupka rozbawionych od pierwszego dnia, znających się pewnie od dawna świeżo „ upieczonych „ studentów. Dawali nam do zrozumienia że są inną kastą ( a może tak to odbierałam ) – izolującą się od zahukanej reszty – każdy z rodowodem powszechnie znanym, choćby z powodu słynnych nazwisk które nosili.
Jedynie Jurek zachowywał się normalnie, był z pozoru skromnym chłopakiem – choć wszyscy wiedzieli, że Jego Ojciec już jest docentem w poznańskim Zakładzie Medycyny Sądowej. Ale jak widać, „ woda sodowa” nie uderzyła Mu do głowy – pewnie to świadczyło o wielkiej kulturze wyniesionej z domu . W naszej grupie studenckiej był też Leszek Milanowski – z Rodziny Profesorsko – Lekarskiej – o czym w ogóle nie mówił – a dowiedziałam się dopiero teraz. Był wśród nas zwyczajnym, bardzo inteligentnym, dowcipnym chłopakiem !!!
No i wspominany tu Wojciech Michałek – Grodzki , który nic o sobie nam nie powiedział, był skromy i sam walczył z asystentami o godność nazwiska i zwyciężał !
Taki był mój ogląd kolegów z roku – jakby z zewnątrz – z dystansem i oceną na chłodno – choć bez kompleksów – a mogłam je mieć , bo byłam pierwszym medykiem w rodzinie, do Poznania przybyłam z niewielkiego stosunkowo Gorzowa – Matka – nauczycielka – wywodziła się w pierwszej linii z chłopów – beskidzkich górali a Tata z wileńskiej szlachty zaściankowej ….
Bo tak było i już jest na tym świecie, że ludzie z dużymi tradycjami rodzinnymi zachowują się inaczej niż ci, którzy nagle robią karierę . Im wyżej stała rodzina – im głębiej zakorzeniona w inteligencji – tym bardziej była skłonna do bezpośrednich kontaktów z ludźmi stojącymi jakby niżej. Najlepszym przykładem była moja Pani Profesor Teresa Wyszyńska z dwóch herbowych rodzin – Suchodolskich i Bogusławskich – nestor polskiej nefrologii dziecięcej – rozmawiała ze wszystkimi – także z salowymi jak równa z równym. Podobnie zachowywał się nasz Przyjaciel – prof. Witold Ramotowski – twórca polskich rozwiązań zespalania kości – człowiek „ orkiestra „ . Oto prawdziwa Klasa !!!
Piszę o tym wszystkim nie tylko dlatego , by utrwalić moje myślenie ale też dla młodych, którzy czytają ten blog . Może się zastanowią, może wyciągną wnioski – że warto się zatrzymać w pędzie przez życie – pochylić nawet nad najmniejszym – rozmawiać – opowiadać o sobie – bo pamięć ludzka jest krótka i zwiewna jak wiosenny wiatr – i pielęgnowanie wspomnień rodzinnych swoich i innych to jedno z najważniejszych w życiu zadań !!!
„ Szanujmy wspomnienia …” ktoś śpiewał – prawda to odwieczna …..
Z może spotkamy się na tej ławeczce …….
Zdjęcia przyrody jak zwykle autorstwa gospodyni bloga 🙂
















