Z pamiętnika Leszka Milanowskiego ( 8 ). Wspomnienie o Wojciechu Michałku – Grodzkim, Jego Ojcu – Stanisławie – twórcy polskiej chirurgii plastycznej.

Anatomicum w Poznaniu –  myśli  Hipokratesa płynące z jego popiersia nadal obecnego we wnętrzu miały być naszą ideą przewodnią . Chyba  zdaliśmy egzamin ? – Hipokrates milczy …..jedynie czasem odpowiadają nam nasi pacjenci którzy bywa, że po wielu latach  się odzywają i mówią,  że pamiętają  – a  my  mamy w oczach tych, którym pomóc nie umieliśmy …..

… i niezapomniane schody na których przesiadywaliśmy z książkami czekając a zajęcia . Tam się  po raz pierwszy spotkaliśmy i dojrzewaliśmy do dorosłego życia z medycyną …

… zdjęcia są Jurka, które specjalnie dla nas niedawno odwiedził Anatomicum i z myślą o nas fotografował ….

….  dziękuję …

W ostatnim pamiętnikowym swoim wpisie tu zamieszczonym – Jurek wrzucił krótkie wspomnienie   o naszym zmarłym nagle w młodym wieku  tajemniczym koledze  ze studiów na AM w Poznaniu ( lata 1965 – 1971) – Wojciechu Michałku – Grodzkim.

Niespodziewanie  uruchomił dalsze  wspomnienia – moje kiedyś już tu zapisane i teraźniejsze, dzięki kontaktom na Facebooku –  Leszka Milanowskiego.   

Wszyscy pamiętaliśmy Wojtka, bo razem „ cierpieliśmy  katusze” na „ lekcjach „ anatomii ale nic z Jurkiem  o nim nie wiedzieliśmy – poza tym, że był dumny ze swojego nazwiska.

Ponieważ zmarł bezpotomnie ( chyba ) i nie mamy kontaktu z Jego Rodziną rozpoczęliśmy poszukiwania Jego śladów w necie docierając jedynie do krótkiej informacji o osobie o tym ciekawym dwuczłonowym nazwisku – Stanisławie Michałku – Grodzkim, który był „ojcem” polskiej powojennej szkoły chirurgii plastycznej . Pomyśleliśmy, że może była to osoba z Rodziny Wojtka, a być może Ojciec.   

Leszek Milanowski – zdjęcie z netu.

Wszystko się wyjaśniło, gdy odezwał się wielce zapracowany w Anglii Leszek – chirurg plastyk , który w kilku  mailach i wpisach messengerowych napisał to, co poniżej :

Kochani, sorry, but I was very busy (angielska woda sodowa uderza do głowy).

Ojciec Wojtka Dr Stanisław Michałek–Grodzki był twórcą słynnego szpitala chirurgii plastycznej w Polanicy.

Jego pierwszym uczniem był słynny prof. Krauss. Gdy odrabiałem staże w Polanicy byłem dumny, że przyjaźniłem się z Jego synem. Piszę przyjaźniłem, może zbyt wielkie słowo ale imponowała mi Wojtka skromność, wyciszenie, spokój. Nigdy nie obnosił się że jest synem twórcy chirurgii plastycznej w Polsce. W Polanicy wszyscy Go za takiego uważali. Zresztą jest w annałach polskiej chirurgii plastycznej. Zaraz po wojnie, chyba jeszcze w 1945 a na pewno w 1946 roku nawiązał bardzo ściśle kontakty z profesorem Bazinka z Pragi, gdzie jeździł wraz z Krausem. Niestety bardzo szybko zmarł nagle.

Wojtek musiał się wychowywać  bez Ojca.

Delikatność operowania, unikanie chwytania tkanek pincetami a używanie ostrych haczyków do szycia np. skóry do dziś jest nazywane „technika profesora Bazinki z Pragi”. Wtedy jeszcze nie operowało się pod mikroskopem, pod którym dopiero dziś widać, jak wielkie są zmiażdżenia tkanek pensetami, co powoduje ich brzeżną martwicę, dłuższe gojenie i większe blizny pooperacyjne.

Jeszcze raz przepraszam za milczenie, ale z niecierpliwością czekam emerytalnego nieróbstwa, gdy będzie więcej czasu na kontakty.

Jeśli się ociągam, proszę o ostry „wytyk” na mój polski nr telefonu .

Coraz bardziej lubię te dyskusje i zdjęcia i Wasze spostrzeżenia, które są takie „polskie”.

 Wydaje mi się, że Wojtek musiałby dumny ze swego Ojca, choć tego nie okazywał. Stąd poprawianie niedouczonym asystentom swego nazwiska!!! .

i kolejny list od Leszka ….

                       O pracy Wojtka  w Szpitalu w Puszczykowie słyszałem od swego kuzyna, obecnie profesora K. – ortopedy z Warszawy, który swą karierę zaczynał w Puszczykówku. Wojtka konsultacje   były profesjonalne, wnikliwe i z zaufaniem proszono zawsze Wojtka o Jego opinię.

Nigdy już nie spotkaliśmy się, ale byłem dumny, że Wojtek to mój Kolega.

Słyszałem, że był samotnikiem, może to skutek tego, że nie zdążył poznać swego Ojca.

Ten zmarł nagle tuż po wojnie.

i jeszcze jedna opowieść Leszka ….

      Kiedyś rozmawiając z Ojcem , dowiedziałem się, że na jego roku kończącym studia w 1939  roku był Kornacki (prof. Ginekologii –  bokserski kibic, o którym inna opowieść), Wysocki i Preisler (profesorowie Interny), Mastyńska (doc. Chirurgii i filozofii), Borszewski (doc. Chirurgii, twórca poznańskiej urazówki,  Antoni Horst – ojciec Hanki ( naszej koleżanki z roku )  przy której zawsze czułem się onieśmielony a czułem, że traktował mnie po  przyjacielsku i na egzamin z patofizjologii specjalnie się przygotowałem, Dux (prof. Onkolog z Warszawy) i niestety słynny Entres, hitlerowski zbrodniarz.

 Padło też nazwisko Michałka-Grodzkiego i Wojtek mi to potwierdził.

 Ja swojego Ojca miałem prawie do końca ubiegłego wieku, a Wojtek nie mógł nawet swego poznać, bo Jego zmarł nagle pół wieku wcześniej chyba jeszcze w 1946 lub 1947 roku ( wg danych z netu – zmarł w 1951 roku, kiedy Wojtek miał 4 lata – przyp. Z. K. )

 Myślę, że wychowanie bez Ojca miało ogromny wpływ na Wojtka charakter i późniejsze losy.

Nasze Anatomicum teraz – jak dobrze, że jest i spełnia nadal swoją funkcję – to jakby nasza kotwica – tam wszystko się zaczęło…. nasze studia, ścieżka medyczna , znajomości, przyjaźnie z różnymi meandrami zapomnienia i odnowienia teraz 🙂  Zdjęcie od Jurka …

 

Ta pajęczyna …. myślenie o kręgu który zatoczyliśmy w życiu, by się spotkać teraz ….

Oboje z Jurkiem rozmyślamy nad naszą młodością. Jakże typowe to zjawisko, że wtedy się nie myśli o głębszych rozmowach z kolegami na tematy choćby rodzinne. Owszem była na naszym roku grupka rozbawionych od pierwszego dnia, znających się pewnie od dawna świeżo „ upieczonych „ studentów. Dawali nam do zrozumienia że są inną kastą ( a może tak to odbierałam ) – izolującą się od zahukanej reszty – każdy z rodowodem powszechnie znanym, choćby z powodu słynnych nazwisk które nosili.

Jedynie Jurek zachowywał się normalnie, był z pozoru skromnym chłopakiem – choć wszyscy wiedzieli, że Jego Ojciec już jest docentem w poznańskim Zakładzie Medycyny Sądowej. Ale jak widać, „ woda sodowa” nie uderzyła Mu do głowy – pewnie to świadczyło o wielkiej kulturze wyniesionej z domu . W naszej grupie studenckiej był też Leszek Milanowski – z Rodziny Profesorsko – Lekarskiej  – o czym w ogóle nie mówił – a dowiedziałam się dopiero teraz. Był wśród nas zwyczajnym, bardzo inteligentnym,  dowcipnym chłopakiem  !!!

No i wspominany tu Wojciech Michałek – Grodzki , który nic o sobie nam nie powiedział, był skromy i sam walczył z asystentami o godność nazwiska i zwyciężał !

Taki był mój ogląd kolegów z roku – jakby z zewnątrz – z dystansem i oceną na chłodno – choć bez kompleksów – a mogłam je mieć , bo byłam pierwszym medykiem w rodzinie, do Poznania przybyłam z niewielkiego stosunkowo Gorzowa – Matka – nauczycielka – wywodziła się w pierwszej linii z chłopów – beskidzkich górali a Tata z wileńskiej szlachty zaściankowej ….

Bo tak było i już jest na tym świecie, że ludzie z dużymi  tradycjami rodzinnymi zachowują się inaczej niż ci, którzy nagle robią karierę . Im wyżej stała rodzina – im głębiej zakorzeniona w inteligencji – tym bardziej była skłonna do bezpośrednich kontaktów z ludźmi  stojącymi jakby niżej. Najlepszym przykładem była moja Pani Profesor Teresa Wyszyńska z dwóch herbowych rodzin – Suchodolskich i Bogusławskich – nestor polskiej nefrologii dziecięcej – rozmawiała ze wszystkimi – także z salowymi jak równa z równym. Podobnie zachowywał się nasz Przyjaciel – prof. Witold Ramotowski – twórca polskich rozwiązań zespalania kości – człowiek „ orkiestra „ . Oto prawdziwa Klasa !!!

 Piszę o tym wszystkim nie tylko dlatego , by utrwalić moje myślenie ale też dla młodych, którzy czytają ten blog  . Może się zastanowią, może wyciągną wnioski – że warto się zatrzymać w pędzie przez życie – pochylić nawet nad najmniejszym – rozmawiać – opowiadać o sobie – bo pamięć ludzka jest krótka i zwiewna jak wiosenny wiatr – i pielęgnowanie wspomnień rodzinnych swoich i innych to jedno z najważniejszych w życiu zadań !!!

„ Szanujmy wspomnienia …” ktoś śpiewał – prawda to odwieczna …..

Z może spotkamy się na tej ławeczce …….

Zdjęcia przyrody  jak zwykle autorstwa gospodyni  bloga 🙂

 

 

Na medycznej ścieżce – z pamiętnika Zofii Konopielko.

Kochani !

Dziś miał być wpis pamiętnikowy Leszka Milanowskiego , który pięknie nam podał to co wie na temat naszego kolegi ze studiów na AM w Poznaniu śp. Wojciecha Michałka – Grodzkiego i rozjaśnił wiele niejasności. Okazało się, jak już wpisałam na „stronie” pamiętnika Jurka ( wczorajszy wpis ) , że był synem Ojca Polskiej Chirurgii Plastycznej – dr Stanisława, czego nam nigdy nie powiedział ….

… dziś zaglądając do smartfona – jednak jego wyszukiwarka jakoś więcej mówi, niż Google w laptopie – wpisałam Wojciech Michałek – Grodzki i ukazał się mój wpis sprzed laty, który kopiuję :

 

 

Opublikowane w Lipiec 4, 2012

Na medycznej ścieżce. Koledzy z czasów poznańskich

W naszej grupie było niewielu chłopaków i nie stanowili oni dla nas, dziewczyn – bardziej od nich dojrzałych , jak zwykle w tym wieku – specjalnej atrakcji.

Jednym z nich był Wojtek Michałek- Grodzki.

Wojtek był ogromnym blondynem o różowej pulchnej twarzy i wielkich bardzo błękitnych oczach.  Mógłby grać rolę w filmach o polskich wieśniakach ale też odpowiednio ubrany w kontusz, z wąsami, podgoloną czaszką i szablą u boku byłby znakomitym wizerunkiem polskiego szlachcica.

Poruszał się flegmatycznie i właściwie nigdy się do nas nie odzywał. Zawsze był przygotowany i spokojnie beznamiętnie odpowiadał na pytania asystenta.

W czasie gdy” nasz Andrzejek” sprawdzał listę obecności i dukał kolejne nazwiska , jakby celowo nie doczytywał drugiego członu nazwiska naszego kolegi Wojciecha Michałka- Grodzkiego. Powtarzało się to nieomal codziennie. Albo była to mała złośliwość albo roztargnienie asystenta.

I wkrótce poznaliśmy reakcję Wojtka. Najpierw chrząkał znacząco, potem wzdychał ciężko i po chwili  nabierał z wielkim świstem powietrza w płuca. Następnie szurał krzesłem i powoli  wyłaniał się zza stołu. Oczywiście zajęcia były przerwane i wszyscy wgapiali się na Wojtka. On w końcu stawał na baczność i dopiero wówczas wydawał z siebie gromki ludzki głos-  jestem Wojciech Michałek – Grodzki.

Nas asystent podbiegał do niego, unosił się na palcach , bo był niskiego wzrostu i zaglądając mu w oczy , sepleniąc powtarzał  nazwisko Wojtka lecz już poprawnie. Zajmowało to trochę czasu, więc cieszyliśmy się jak dzieci w szkółce, że mniej zostanie czasu na odpytywanie.

Każdy z nas w ogóle by nie zwracał uwagi na błędnie przeczytane własne nazwisko, ale nie dotyczyło to Wojtka.

Wyobrażam go sobie jako bardzo dostojnego pana doktora, pewnie budzi szacunek i lęk u pacjentów i imponuje uporem….A tak naprawdę nie wiem co się z nim działo dalej i jaki był naprawdę…..

wszystkie zdjęcia własne …

PS.

Na koniec pozwolę sobie dodać trochę może humorystycznie  :

Otóż chciałam oficjalnie, tu, w tym miejscu  przeprosić chłopaków z naszej grupy – bo napisałam, że nie stanowili dla nas, dziewczyn specjalnej atrakcji – czym wzburzyłam Leszka w messengerowej Grupie 🙂

Chłopcy byli bardzo atrakcyjni, inteligentni, błyskotliwi, ale tak zajęci swoimi sprawami i wkuwaniem anatomii oraz codziennymi sprawdzianami naszej wiedzy ,  albo …. obserwowaniem i adorowaniem studentek z innych grup – nie wiem , że …. chyba nas i naszych nieśmiałych zalotów nie dostrzegali  🙂

oto ja … 1971 r. Niemożliwe ? możliwe … 🙂

 

Z pamiętnika Jerzego T. Marcinkowskiego ( 21 ). Wojciech Michałek – Grodzki – wspomnienie.

 

Jurek na tle Anatomicum w Poznaniu , zdjęcie  jest własnością Jerzego T. Marcinkowskiego

Zastanawiałam się, czy  napisać to, co będzie w drugim moim zdaniu – ale zdecydowałam – bo oddaje zaangażowanie Jurka w przypominaniu nam zmarłych Kolegów – jest On Strażnikiem Pamięci – to Piękne …

Otóż  Jurek  przed przysłaniem mi poniższego wspominkowego tekstu – ” wrzucił” do mnie na messengerze –  jakby od niechcenia  – „nie spałem w nocy i ułożył mi się w głowie tekst o Wojciechu Michałku- Grodzkim ” ….

Słowa Jurka  o Wojtku , bo to o Nim wspomnienie – podaję pogrubioną czcionką, a to, co skopiował z netu – zwykłą …..

Studiowaliśmy w latach 1965-1971 na Wydziale Lekarskim ówczesnej Akademii Medycznej w Poznaniu z Wojciechem Michałkiem-Grodzkim dojeżdżającym na studia z Puszczykowa. Bardzo ciekawa i obszerna jest Kronika Publicznej Szkoły Powszechnej w Puszczykowie (1945-1972) http://www.wbc.poznan.pl/Content/371237/Kronika%20publicznej%20szko%C5%82y%20powszechnej%20w%20Puszczykowie.pdf gdzie pod pozycją 1244 figuruje „Michałek-Grodzki W. Aleksander”.

Nasza grupa studencka nosiła numer początkowo 15 a potem 8.

Wojtek mieszkał wraz z matką.

Jego osobowość można w przenośni określić następująco: „stąpał bardzo mocno po ziemi”. Przy tym miał wszelkie, pozytywne bardzo, cechy „poznańskiej pyry”. Tutaj warto przytoczyć co to oznacza ze strony internetowej :

http://www.poznan.pl/mim/slownik/words.html?co=word&word=pozna%C5%84ska+pyra a poniżej link, który bezpośrednio otwiera tę stronę : http://www.poznan.pl/mim/slownik/words.html?co=word&word=112%7C111%7C122%7C110%7C97%7C324%7C115%7C107%7C97%7C32%7C112%7C121%7C114%7C97

„poznańska pyra , rzadziej wielkopolska pyra, D lm pyr, powsz. [prawdziwy poznaniak, ze względu na mowę i sposób bycia dający się łatwo odróżnić od ludzi z innych regionów; określenie przeważnie pejoratywne]: Było inaczej, pamięta, w zielonogórskim liceum małoż to razy wyzywali się od „głąbów wileńskich”, od „pyr poznańskich”, to znów od „chachołów” czy „rumunów”. Pyry poznańskie, galileusze, łapciarze zza Buga albo rusoki, co krok wyzywali się, trudno ich z sobą pogodzić. Jakże to oni siebie nie wyzywali! A to od „pyr poznańskich”, a to od „galileuszy”, a to wreszcie od „wileńskich tłumoków”. […] Kubiak, zwany powszechnie Pyrą Poznańską. Nie obrażał się wtedy, uśmiechał, niech sobie będzie i pyra, dobra rzecz, w okupację niejedni zmarnieliby, gdyby nie syciły ich pyry. Kubiak jestem… O, to pan na pewno pyra poznańska. Tam same Kubiaki i Nowaki. Nie cuduj, Stachu. Tadeusz mnie zna jak zły szeląg. To poznańska pyra, ma trzeźwy pogląd na życie. Wiesz, że poznaniakom przypisuje się gospodarność, oszczędność, umiejętność ekonomicznego myślenia, przezorność… Dobrze, wiem wszystko o poznańskich pyrach. Kożdo szczype starszo poznańsko pyra pamiynto, że przed wojną tam, dzie tero powinło być jezioro Maltańskie była Świyntojańska Dolina. Powiedzcie teraz, że stare poznańskie pyry nie mają racji, jak spędzają każdy urlop tylko wew chacie. Gospodyniom, a częściowo i gastronomikom pozostaje uzupełnić te braki kaszami, makaronem, ryżem. Najbardziej uparte „poznańskie pyry” niedługo będą mogli kupować młode ziemniaki i to już w połowie tego tygodnia, niestety w cenie kilkudziesięciu złotych (ok. 70 zł). Wielkopolskie pyry nie mogły zgodzić się z pieronami, którzy opanowali w klasztorze wszystkie lepsze funkcje. ◊ fraz.”

Jedyny „minus” to taki, że Wojtek od wczesnej młodości palił papierosy, które kupowała mu mama idąc rano po sprawunki.

Pośród studentów wyróżniał się szczególnie na zajęciach w Studium Wojskowym – mianowicie miał zawsze doskonale wyczyszczone buty żołnierskie; to były bardzo masywne buty koloru brązowego z grubą podeszwą gumową, „nie do zdarcia”, gdyż buty w wojsku – jak wiadomo – mają znaczenie wręcz strategiczne. Nie widziałem aby ktoś inny miał tak doskonale wyczyszczone buty a do tego wyprasowany zawsze mundur wojskowy!

Wojtek niezwykle poważnie podchodził do życia jak i do studiów. Przy tym był typem samotnika. Nie postrzegałem aby się interesował dziewczynami. W okresach emocji pojawiały się na jego policzka rumieńce – bardzo charakterystyczne dla Jego postaci.

Wojtek po uzyskaniu dyplomu lekarza medycyny pracował w Szpitalu w Puszczykowie – wyspecjalizował się w chirurgii. Był bardzo pochłonięty pracą zawodową – do tego stopnia, że unikał spotkań towarzyskich nawet takich jak organizowanie „Sylwestra” w Szpitalu. Zapraszano go, ale nie przychodził – w tym czasie uzupełniał historie choroby pacjentów.

Mieszkał samotnie… i zmarł nagle w mieszkaniu, co dostrzeżono dopiero po kilku dniach.

Pamięć po Wojtku pozostaje piękna, bo nie sposób przypomnieć sobie jakiegokolwiek zdarzenia aby zachował się niewłaściwie, za to zawsze bardzo poważnie podchodził do życia, w tym nauki i pracy zawodowej.

Oczywiście Wojciecha Michałka – Grodzkiego mam w oczach. Siedział przy naszym stole w Anatomicum –  ja z ówczesną przyjaciółką naprzeciwko wejścia, Wojtek po prawej naszej stronie.

Chyba nigdy z nim nie rozmawiałam – może o coś pytałam – ale nie wiem czy odpowiadał  – czy tylko się uśmiechał i oblewał  rumieńcem 🙂

Miał bardzo jasną karnację skóry – mleczną nieomal, więc ów wieloplamisty  ( zadziwiający  w kształcie ) rumieniec płonął z daleka.

Wojtek wydawał się znacznie od nas starszy i poważniejszy. Może z powodu postury dorosłego wysokiego mężczyzny, albo też z powagi , czy jakiejś staranności w ubiorze – nie wiem …..

Nie zapomnę sytuacji, która się powtarzała. Asystent, chcąc sobie ułatwić wywoływanie nas do odpowiedzi – mówił do niego Grodzki – Wojtek wtedy wstawał i z powagą oznajmiał jestem Wojciech Michałek – Grodzki. Skąd ta duma ? Co się za nią kryło ? Jakie dzieje rodzinne ? Nie wiem czy kiedyś się dowiemy, choć napisałam do biblioteki w Puszczykowie, która wydała tę piękną kronikę szkoły – do której link podał Jurek – może nadejdzie jakaś odpowiedź, a może czas zatarł wszystkie ślady .  Może Wojciech zabrał ze sobą do grobu jakąś rodzinną tajemnicę. Jaka szkoda, że tak mało o sobie wiedzieliśmy, zajęci studiowaniem i naszą bujną młodością ….

Nazwisko złożone z dwóch w tamtych czasach było rzadkością – nie znalazłam też w internecie innego Michałka – Grodzkiego …. 

A o poznańskiej pyrze i opisanych w kopiowanym tekście animozjach ludności na tzw. Ziemiach Zachodnich – napiszę później …..

UWAGA !!!

Wiadomość z ostatniej chwili

jak ten świat wirtualny potrafi zadziwić !!!

Wyszukiwarka Google w laptopie nie pokazała żadnego Michałka _ Grodzkiego – więc to napisałam powyżej

tymczasem przed sekundą nieomal otworzyłam google w smartfonie i…. pokazało się wiele źródłowych art włącznie z Wikipedią, gdzie jest wymieniany dr Stanisław Michałek – Grodzki , twórca pierwszego w Polsce oddziału chirurgii plastycznej w Polanicy Zdroju …..

niestety nie znajduję żadnej noty biograficznej – skąd pochodził np. ?

Wysoce prawdopodobne, że nasz zmarły Kolega Wojciech Michałek – Grodzki dlatego był tak dumny ze swojego nazwiska !!!

a najnowsze odkrycie  Jurka  – to dokument , że Wojtek był synem Stanisława !!!

jaką radość przynosi „odkopywanie ” zda się zaginionych śladów !!!

a oto ciąg dalszy relacji na żywo !!!

gdy tak dochodziliśmy do prawdy o życiorysie śp. Wojtka – naszego kolegi ze studiów – nagle odezwał się na messengerze Leszek Milanowski ( prawdę mówiąc liczyłam na Jego głos – gdyż jest chirurgiem plastykiem – ale stale zapracowany w Anglii ) .

Poniżej kopiuję fragment tekstu Leszka dotyczącą rodowodu Wojtka a całość  tej opowieści zamieszczę na stronie Jego Pamiętnika . Leszkowe słowa podaję pogrubioną czcionką  !

Kochani, sorry, but I was very busy (angielska woda sodowa uderza do głowy).

Ojciec Wojtka Dr Stanisław Michałek–Grodzki był twórcą słynnego szpitala chirurgii plastycznej w Polanicy.

Jego pierwszym uczniem był słynny prof. Krauss.

Gdy odrabiałem staże w Polanicy byłem dumny, że przyjaźniłem się z Jego synem. Piszę przyjaźniłem, może zbyt wielkie słowo ale imponowała mi Wojtka skromność, wyciszenie, spokój.

Nigdy nie obnosił się że jest synem twórcy chirurgii plastycznej w Polsce. W Polanicy wszyscy Go za takiego uważali.  Zresztą jest w annałach polskiej chirurgii plastycznej.   ( … )

Niestety bardzo szybko zmarł nagle.

Wojtek musiał się wychowywać  bez Ojca ( … )

dzięki, Leszku za to objaśnienie.  Jakże dramatyczne było nagłe  zakończenie życia  w młodym wieku – zarówno  Ojca – dr Stanisława Michałka – Grodzkiego i Jego Syna , też chirurga – a naszego Kolegi – Wojciecha .  Może przyczyną była jakaś patologia  naczyń mózgowych czy wieńcowych – którą w obecnych czasach można by wykryć i leczyć ? – pewnie nigdy się nie dowiemy.  … jedno pewne, że mieli jeszcze przed sobą długie lata życia , patrząc z naszej perspektywy choćby –  mogli pomagać ludziom i ulepszać swoje pomysły.

Tak się niestety  nie stało.

Niezbadane są tzw. ” wyroki boskie ” , niezrozumiałe i jakże niesprawiedliwe   ….

 

Zdjęcia przyrody i wejścia do katakumb kościoła w Popowie Kościelnym z własnym cieniem  są wykonane przez  autorkę bloga 🙂 .