Na medycznej ścieżce. Wizyta wujka i jego świetny ale niezrealizowany przez nas pomysł.

Ale przedtem, tj jeszcze w naszej kawalerce zakuwałyśmy do końcowych egzaminów. A było ich dwanaście. Najważniejsze z nich i wielkie jak kobyły to były interna i pediatria.

Jednak każdy przedmiot, nawet mniej obszerny, wymagał intensywnej nauki. Siadywałam więc dość często w naszej mikroskopijnej łazieneczce na desce sedesowej, opierając kolana o umywalkę  i nocą gdy wszyscy spali , przytulałam się do przyjaznej ciepłej rury, wpierając się w nią plecami.

Któregoś dnia przybyła do mnie Teresa Mroczek i uczyłyśmy się sądówki. Usiadłyśmy w kącie naszego jedynego pokoju i wkuwałyśmy . Może minęła godzina względnego spokoju, Justyna była na spacerze,  gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Nikogo się nie spodziewałam, więc niechętnie podeszłam i otworzyłam. To środka wtoczył się niewysoki, ale korpulentny wesolutki człowiek, który się przedstawił, że nazywa się Adolf i jest kuzynem mojej Teściowej. Mieszka na zachodzie Polski, a do Warszawy przybył w interesach. Znałam go z opowiadań, wszystko się zgadzało, więc podałam mu resztki obiadu . Rozsiadł się wygodnie i obserwował nas i zagadywał , gdy usiłiwałyśmy skupić myśli i kontynuować  naukę .

Jednak w tych warunkach nie było to możliwe, wobec tego otworzyłam barek i poczęstowałam go jakimiś trunkami. Było tego trochę, bo w naszym domu właściwie nikt nie pił, więc z imprez zostawały jakieś resztówki. Ucieszony wuj, żłopał wszystko po kolei, nawet poszły stare adwokaty i resztki likierów.

Podałam też jakiś napój Teresie, która również ochoczo opróżniała kieliszki , mimo, że była bardzo chora i nigdy nie piła na imprezach. Atmosfera stawała się coraz bardziej rozluźniona.

Przybył Mirek , dostał uratowane resztki obiadowe, zasiedliśmy przy stole i wówczas wuj patrząc na nas litościwie zadał bardzo ważne , podsumowujące jego naturę , pytanie.

” A dlaczego wy tak się męczycie z tymi egzaminami. A nie możecie sobie tego kupić? „ Wybuchnęłyśmy śmiechem, właściwie to miał rację ten prosty, bezpośredni człowiek- po co się męczyć? Oczywiście z jego rad nigdy nie skorzystałyśmy, ale w naszych głowach zasiał myślenie i pewien niepokój – pewnie jego doświadczenie z życia wzięte, a nie wymyślone… może i tak w życiu bywa. I powiedzenie, że wszystko można kupić jest prawdziwe:-)

Tereska opowiadała potem, że ledwie doszła do tramwaju na Sadybę, który jechał wzdłuż Wisły ulicą Powsińską , a tory biegły bokiem  cudnej jezdni wyłożonej ogromnymi kocimi łbami. Jakoś wdrapała się do tramwaju a potem doznawała cudownego uczucia, że frunie nad falującą ulicą.

Z tego wydarzenia zaśmiewała się długo, gdy wspominałyśmy te czasy.

 

Śladami mojego Taty . Aresztowania i wywozy…losy brata mego Taty- Witolda

Wkrótce rozpoczęły się wywozy Polaków  w głąb Rosji.  Starannie zaplanowano kolejność wywożenia mieszkańców.

Losy polskich wojskowych są dobrze nam znane.

Równolegle zabierano urzędników i nauczycieli. Perfidne działania Rosjan zmierzały do ostatecznej eliminacji polskiej inteligencji. Mój wuj, Witold znalazł się w pierwszej grupie aresztowanych. Dotarłam do ośrodka informacji Karta. Znaleziono tam jedynie zapiski, że w 1940 roku został osadzony w więzieniu w Wilejce, pod Wilnem. O dalszych losach nic nie wiadomo.  Podobno rodzina posiada list człowieka, który po wojnie zamieszkał  w Anglii i był współtowarzyszem niedoli wuja Witolda. Sowieci sfingowali proces, ustawili świadków , którzy zeznawali, że wuj jest wrogiem władzy radzieckiej. Otrzymał wyrok 10 lat łagru. Podobnie było w przypadku tego znajomego , który napisał list. Razem wylądowali na katordze w głębi Rosji , w  okolicach Wiatki. Pracowali na budowie. Mimo, że  mieli wyrok jako więźniowie polityczni, byli więzieni z różnymi bandytami. W warunkach skrajnego głodu, każda kromka chleba była na wagę złota. Któregoś dnia, do mojego wuja podeszło dwóch bandytów i zażądali by oddał im swoją porcję. Odmówił, i wtedy zaczęli go kopać. Stracił przytomność i wówczas ci współwięźniowie  wdeptali go w błoto, które było przepastne w tych i nie tylko tych rejonach.  Jego kolega cudem ocalał i dzięki temu mógł po wojnie zdać relację  rodzinie.