Daremny żal…

Właśnie listopad nadchodzi. Czas refleksji i zadumy.

Miotają mną sprzeczne uczucia.

Bo chciałabym napisać , że Dzień Wszystkich Świętych jest dniem nadzwyczajnym ale pogodnym a z drugiej strony wiersz Jana Twardowskiego przychodzi pt. „Żal” i wtedy  człeka ogarnia smuta .

„ Żal że się za mało kochało

  Że się myślało o sobie

  Że się już nie zdążyło

  Że było za późno….”

Ale daremny żal, bo przeszłości nie da się odwrócić.

Było to, co było.

Jedynie można wyciągać wnioski i żywym dawać wsparcie i pogodę ducha. Chociażby dlatego, by potem nie żałować…

To takie ogólne refleksje na początek. Może brzmią zbyt moralizatorsko, może nie, ale tak czuję i Wam kochani mówię….

Teraz pozostaje tylko myśleć, że Ci, którzy odeszli są już szczęśliwi, uwolnieni od codziennych ziemskich trosk. I że się kiedyś spotkamy…

 

007.jpg

 

Losy moich Rodziców. Przeszłość powoli odchodzi w niepamięć.

Przeszłość powoli odchodzi w niepamięć

 

 

Mijały powojenne lata. Różaniec gdzieś tam sobie leżał, w jakiejś najmniej dostępnej szufladzie.

 Powoli zapomniany.

Ja, niewielka wtedy dziewczynka zakradałam się do tej tajemnej szuflady i brałam do ręki obozowy różaniec Taty. Może ja go nawet niechcący rozdarłam, był tak wątły i misterny. Leżał więc rozdarty.

Były tam też listy Taty z obozu.

Powoli tamte czasy zacierały się w myśli Rodziców.

Nowe problemy, zawodowe, domowe przysłaniały wspomnienia.

Może Mama widziała, że się bawię różańcem, może nie.

Pewnie w ogóle nie przywiązywała wagi do przedmiotów pomna swojej histerii po zniszczeniu przez sowietów białych kruków i delikatnej porcelany , swoich ukochanych zbiorów. Pisałam o tym w rozdziale do Pamiętnika Janaseniora zatytułowanego zapiski synowej. Nie wiem, co czuła.

Po latach dowiedziałam się, że Tata w zapale niszczenia przedmiotów zbędnych- wyrzucił szczątki tego różańca i większość swoich listów pisanych do Mamy.

Ale  tutaj przesadziłam w poprzedniej ocenie.

Jednak Mama te listy traktowała jak relikwie dawnych czasów. Były dla Niej bardzo ważne. Jeszcze wtedy myślała o swojej wielkiej miłości i były oznaką, że jest kochana.  

Przywiozła je z Wileńszczyzny, przetrwały pożary i wszelkie zawieruchy.

I teraz było Jej przykro , może upatrywała w tym geście wyrzucania jakiś oznak odchodzenia Taty od niej, od syna, chęć oderwania się od tego, co go łączyło z nimi. Może myślała, że ta miłość jest tylko dalekim wspomnieniem.

Oczywiście do końca nie wiem,  co wtedy czuła.

Ale żaliła się, że już nie ma tych listów.

Tak jakby odebrano  fragment Jej duszy.

 Jednak, gdy przeglądam dokumenty Rodziców,  Tato całkiem rozsądnie pozostawił  te najważniejsze obozowe listy- pierwszy, napisany w 1941 roku. kolejny z 1942 roku i z 1943 roku.