Jurek na tle Anatomicum w Poznaniu , zdjęcie jest własnością Jerzego T. Marcinkowskiego
Zastanawiałam się, czy napisać to, co będzie w drugim moim zdaniu – ale zdecydowałam – bo oddaje zaangażowanie Jurka w przypominaniu nam zmarłych Kolegów – jest On Strażnikiem Pamięci – to Piękne …
Otóż Jurek przed przysłaniem mi poniższego wspominkowego tekstu – ” wrzucił” do mnie na messengerze – jakby od niechcenia – „nie spałem w nocy i ułożył mi się w głowie tekst o Wojciechu Michałku- Grodzkim ” ….
Słowa Jurka o Wojtku , bo to o Nim wspomnienie – podaję pogrubioną czcionką, a to, co skopiował z netu – zwykłą …..
Studiowaliśmy w latach 1965-1971 na Wydziale Lekarskim ówczesnej Akademii Medycznej w Poznaniu z Wojciechem Michałkiem-Grodzkim dojeżdżającym na studia z Puszczykowa. Bardzo ciekawa i obszerna jest Kronika Publicznej Szkoły Powszechnej w Puszczykowie (1945-1972) http://www.wbc.poznan.pl/Content/371237/Kronika%20publicznej%20szko%C5%82y%20powszechnej%20w%20Puszczykowie.pdf gdzie pod pozycją 1244 figuruje „Michałek-Grodzki W. Aleksander”.
Nasza grupa studencka nosiła numer początkowo 15 a potem 8.
Wojtek mieszkał wraz z matką.
Jego osobowość można w przenośni określić następująco: „stąpał bardzo mocno po ziemi”. Przy tym miał wszelkie, pozytywne bardzo, cechy „poznańskiej pyry”. Tutaj warto przytoczyć co to oznacza ze strony internetowej :
http://www.poznan.pl/mim/slownik/words.html?co=word&word=pozna%C5%84ska+pyra a poniżej link, który bezpośrednio otwiera tę stronę : http://www.poznan.pl/mim/slownik/words.html?co=word&word=112%7C111%7C122%7C110%7C97%7C324%7C115%7C107%7C97%7C32%7C112%7C121%7C114%7C97
– „poznańska pyra , rzadziej wielkopolska pyra, D lm pyr, powsz. [prawdziwy poznaniak, ze względu na mowę i sposób bycia dający się łatwo odróżnić od ludzi z innych regionów; określenie przeważnie pejoratywne]: Było inaczej, pamięta, w zielonogórskim liceum małoż to razy wyzywali się od „głąbów wileńskich”, od „pyr poznańskich”, to znów od „chachołów” czy „rumunów”. Pyry poznańskie, galileusze, łapciarze zza Buga albo rusoki, co krok wyzywali się, trudno ich z sobą pogodzić. Jakże to oni siebie nie wyzywali! A to od „pyr poznańskich”, a to od „galileuszy”, a to wreszcie od „wileńskich tłumoków”. […] Kubiak, zwany powszechnie Pyrą Poznańską. Nie obrażał się wtedy, uśmiechał, niech sobie będzie i pyra, dobra rzecz, w okupację niejedni zmarnieliby, gdyby nie syciły ich pyry. Kubiak jestem… O, to pan na pewno pyra poznańska. Tam same Kubiaki i Nowaki. Nie cuduj, Stachu. Tadeusz mnie zna jak zły szeląg. To poznańska pyra, ma trzeźwy pogląd na życie. Wiesz, że poznaniakom przypisuje się gospodarność, oszczędność, umiejętność ekonomicznego myślenia, przezorność… Dobrze, wiem wszystko o poznańskich pyrach. Kożdo szczype starszo poznańsko pyra pamiynto, że przed wojną tam, dzie tero powinło być jezioro Maltańskie była Świyntojańska Dolina. Powiedzcie teraz, że stare poznańskie pyry nie mają racji, jak spędzają każdy urlop tylko wew chacie. Gospodyniom, a częściowo i gastronomikom pozostaje uzupełnić te braki kaszami, makaronem, ryżem. Najbardziej uparte „poznańskie pyry” niedługo będą mogli kupować młode ziemniaki i to już w połowie tego tygodnia, niestety w cenie kilkudziesięciu złotych (ok. 70 zł). Wielkopolskie pyry nie mogły zgodzić się z pieronami, którzy opanowali w klasztorze wszystkie lepsze funkcje. ◊ fraz.”
Jedyny „minus” to taki, że Wojtek od wczesnej młodości palił papierosy, które kupowała mu mama idąc rano po sprawunki.
Pośród studentów wyróżniał się szczególnie na zajęciach w Studium Wojskowym – mianowicie miał zawsze doskonale wyczyszczone buty żołnierskie; to były bardzo masywne buty koloru brązowego z grubą podeszwą gumową, „nie do zdarcia”, gdyż buty w wojsku – jak wiadomo – mają znaczenie wręcz strategiczne. Nie widziałem aby ktoś inny miał tak doskonale wyczyszczone buty a do tego wyprasowany zawsze mundur wojskowy!
Wojtek niezwykle poważnie podchodził do życia jak i do studiów. Przy tym był typem samotnika. Nie postrzegałem aby się interesował dziewczynami. W okresach emocji pojawiały się na jego policzka rumieńce – bardzo charakterystyczne dla Jego postaci.
Wojtek po uzyskaniu dyplomu lekarza medycyny pracował w Szpitalu w Puszczykowie – wyspecjalizował się w chirurgii. Był bardzo pochłonięty pracą zawodową – do tego stopnia, że unikał spotkań towarzyskich nawet takich jak organizowanie „Sylwestra” w Szpitalu. Zapraszano go, ale nie przychodził – w tym czasie uzupełniał historie choroby pacjentów.
Mieszkał samotnie… i zmarł nagle w mieszkaniu, co dostrzeżono dopiero po kilku dniach.
Pamięć po Wojtku pozostaje piękna, bo nie sposób przypomnieć sobie jakiegokolwiek zdarzenia aby zachował się niewłaściwie, za to zawsze bardzo poważnie podchodził do życia, w tym nauki i pracy zawodowej.
Oczywiście Wojciecha Michałka – Grodzkiego mam w oczach. Siedział przy naszym stole w Anatomicum – ja z ówczesną przyjaciółką naprzeciwko wejścia, Wojtek po prawej naszej stronie.
Chyba nigdy z nim nie rozmawiałam – może o coś pytałam – ale nie wiem czy odpowiadał – czy tylko się uśmiechał i oblewał rumieńcem 🙂
Miał bardzo jasną karnację skóry – mleczną nieomal, więc ów wieloplamisty ( zadziwiający w kształcie ) rumieniec płonął z daleka.
Wojtek wydawał się znacznie od nas starszy i poważniejszy. Może z powodu postury dorosłego wysokiego mężczyzny, albo też z powagi , czy jakiejś staranności w ubiorze – nie wiem …..
Nie zapomnę sytuacji, która się powtarzała. Asystent, chcąc sobie ułatwić wywoływanie nas do odpowiedzi – mówił do niego Grodzki – Wojtek wtedy wstawał i z powagą oznajmiał jestem Wojciech Michałek – Grodzki. Skąd ta duma ? Co się za nią kryło ? Jakie dzieje rodzinne ? Nie wiem czy kiedyś się dowiemy, choć napisałam do biblioteki w Puszczykowie, która wydała tę piękną kronikę szkoły – do której link podał Jurek – może nadejdzie jakaś odpowiedź, a może czas zatarł wszystkie ślady . Może Wojciech zabrał ze sobą do grobu jakąś rodzinną tajemnicę. Jaka szkoda, że tak mało o sobie wiedzieliśmy, zajęci studiowaniem i naszą bujną młodością ….
Nazwisko złożone z dwóch w tamtych czasach było rzadkością – nie znalazłam też w internecie innego Michałka – Grodzkiego ….
A o poznańskiej pyrze i opisanych w kopiowanym tekście animozjach ludności na tzw. Ziemiach Zachodnich – napiszę później …..
UWAGA !!!
Wiadomość z ostatniej chwili
jak ten świat wirtualny potrafi zadziwić !!!
Wyszukiwarka Google w laptopie nie pokazała żadnego Michałka _ Grodzkiego – więc to napisałam powyżej
tymczasem przed sekundą nieomal otworzyłam google w smartfonie i…. pokazało się wiele źródłowych art włącznie z Wikipedią, gdzie jest wymieniany dr Stanisław Michałek – Grodzki , twórca pierwszego w Polsce oddziału chirurgii plastycznej w Polanicy Zdroju …..
niestety nie znajduję żadnej noty biograficznej – skąd pochodził np. ?
Wysoce prawdopodobne, że nasz zmarły Kolega Wojciech Michałek – Grodzki dlatego był tak dumny ze swojego nazwiska !!!
a najnowsze odkrycie Jurka – to dokument , że Wojtek był synem Stanisława !!!
jaką radość przynosi „odkopywanie ” zda się zaginionych śladów !!!
a oto ciąg dalszy relacji na żywo !!!
gdy tak dochodziliśmy do prawdy o życiorysie śp. Wojtka – naszego kolegi ze studiów – nagle odezwał się na messengerze Leszek Milanowski ( prawdę mówiąc liczyłam na Jego głos – gdyż jest chirurgiem plastykiem – ale stale zapracowany w Anglii ) .
Poniżej kopiuję fragment tekstu Leszka dotyczącą rodowodu Wojtka a całość tej opowieści zamieszczę na stronie Jego Pamiętnika . Leszkowe słowa podaję pogrubioną czcionką !
Kochani, sorry, but I was very busy (angielska woda sodowa uderza do głowy).
Ojciec Wojtka Dr Stanisław Michałek–Grodzki był twórcą słynnego szpitala chirurgii plastycznej w Polanicy.
Jego pierwszym uczniem był słynny prof. Krauss.
Gdy odrabiałem staże w Polanicy byłem dumny, że przyjaźniłem się z Jego synem. Piszę przyjaźniłem, może zbyt wielkie słowo ale imponowała mi Wojtka skromność, wyciszenie, spokój.
Nigdy nie obnosił się że jest synem twórcy chirurgii plastycznej w Polsce. W Polanicy wszyscy Go za takiego uważali. Zresztą jest w annałach polskiej chirurgii plastycznej. ( … )
Niestety bardzo szybko zmarł nagle.
Wojtek musiał się wychowywać bez Ojca ( … )
dzięki, Leszku za to objaśnienie. Jakże dramatyczne było nagłe zakończenie życia w młodym wieku – zarówno Ojca – dr Stanisława Michałka – Grodzkiego i Jego Syna , też chirurga – a naszego Kolegi – Wojciecha . Może przyczyną była jakaś patologia naczyń mózgowych czy wieńcowych – którą w obecnych czasach można by wykryć i leczyć ? – pewnie nigdy się nie dowiemy. … jedno pewne, że mieli jeszcze przed sobą długie lata życia , patrząc z naszej perspektywy choćby – mogli pomagać ludziom i ulepszać swoje pomysły.
Tak się niestety nie stało.
Niezbadane są tzw. ” wyroki boskie ” , niezrozumiałe i jakże niesprawiedliwe ….
Zdjęcia przyrody i wejścia do katakumb kościoła w Popowie Kościelnym z własnym cieniem są wykonane przez autorkę bloga 🙂 .






































































Pamiętam Krzysia doskonale. Mieszkał na ul. Marcelińskiej – ja kilka domów dalej (narożnik Marcelinskiej i Grochowskiej ) więc często jeździliśmy razem na wykłady z tego samego przystanku autobusowego.
Wesoły, pogodny – zawsze miał coś dobrego do powiedzenia.
A wiedza wielka – wydawało się że znał książki na pamięć.
Uczynność to jego ważna cecha. Po wielu latach spotkałam Go w szpitalu na ul. Strusia zupełnie przypadkowo. Poznał. Pomógł załatwić wszystko.