Z pamiętnika Jerzego T. Marcinkowskiego ( 15 ). Siła związku z koleżankami i kolegami z roku.

2018, Olsztyn i okolice, zdjęcia  Ewy Barabasz i Jacka Ratajczaka

8-12.06.2016. Na Wiśle k/ Torunia

28-30.05.2004. Bieszczady, Lwów.  Pod pomnikiem wieszcza w mieście, które już nie jest polskie…

2011, Lublin, Kazimierz n/Wisłą.

 

7-11.06.2017. Białowieża, Hajnówka

2015, pod Hotelem Edison, Baranów k/ Poznania, nasze 50 lecie rozpoczęcia studiów

Z Pamiętnika Jurka….:

Dwadzieścia lat po ukończeniu studiów, tj. w 1991 roku,  zostało po raz pierwszy zorganizowane spotkanie absolwentów naszego rocznika, które odbywało się w eleganckiej restauracji nad jeziorem Malta w Poznaniu. Było to przede wszystkim zasługą prof. Marka Tuszewskiego, który zajął się strategią organizacyjna tego przedsięwzięcia. Potem nastąpiła bardzo korzystna przemiana i od tego okresu zjazdy absolwentów naszego rocznika odbywają się corocznie. Po śmierci Marka Tuszewskiego obwołaliśmy naszą starościną koleżankę Alicję Michalewicz z d. Kaczmarek, której osobisty czar oraz duże zaangażowanie powoduje, że spotykamy się corocznie w gronie kilkudziesięciu osób – do około 100 osób. Jest to znaczący odsetek z naszego rocznika zbliżający się do ok. 50%.  I tutaj trzeba wyraźnie podkreślić, że jest grupa koleżanek i kolegów zawsze i prawie zawsze zjawiających się na naszych zjazdach, jest grupa przyjeżdżających okazjonalnie oraz grupa takich, którzy od ukończenia studiów nie pojawili się na zjeździe ani razu. I tutaj rodzi się pytanie: dlaczego? Pamiętam ze studiów kolegę Krystiana Lehmanna – bardzo uzdolnionego studenta, który szybko po ukończeniu studiów wyemigrował do Szwajcarii. Wielka szkoda, że od tego okresu słuch o nim zaginął wśród nas spotykających się na dorocznych zjazdach – ale ostatnio 24 maja 2018 r. Kryspin, którego adres mailowy odszukałem w Internecie, przysłał mi bardzo zabawny e-mail, który – ku rozbawieniu – cytuję:

„Guten Abend Jurek,
wczoraj późnym wieczorem czytałem ‚Głos Wielkopolski’ przez Internet. I co widzę? Dzisiaj zaczynają się JUVENALNIA!
I oto nagle wspomnienia:

Ihr naht euch wieder, schwankende Gestalten,

Die früh sich einst dem trüben Blick gezeigt
Versuch ich wohl,…..
Zuneigung, Faust I., JWG

Drugi semestr prawie skonczony, rok 1966, koniec Maja, moje/nasze pierwsze świętowanie jako juvenalia.
Wiele, dużo wspomnien, spotkań, przeżyć przewędrowało przed oczami… Dużo haseł, powiedzonek,
Aufforderungen, jedno z tych bardzo wielu nagle pojawiło się:

‚Umyj swoje Genitalia
I wez udzial w Juvenaliach!’

Koleżenskie serdeczne pozdrowienia

Kryspin”

Takich koleżanek i kolegów jest więcej i szczególnie interesujący jest los koleżanek, które w okresie studiów lub krótko po studiach wyszły za mąż za obcokrajowców, w tym Muzułmanów. Jedna z naszych koleżanek wyszła za mąż za Syryjczyka i mieszkała i pracowała w Syrii, bardzo doświadczanej w ostatnich latach przez wojnę. Zapewne dzisiaj byłoby by jej niezwykle trudno mówić o wszelkich nieszczęściach jakie niesie wojna. Ale dla nas bardzo interesujące byłoby dowiedzieć się o losach tych, którzy spędzili znaczą część swego życia w innej kulturze. Dzisiaj tak dużo mówi i pisze się o wielokulturowości i o konieczności wzajemnego poszanowania się, więc spotkanie z tymi osobami byłoby z całą pewnością dla nas bardzo interesujące. Inna osoba,  to profesor Jacek Wciórka – znany psychiatra, zajmujący się głównie schizofrenią, pracujący chyba od początku jak ukończył studia, w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Warto zajrzeć na: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Wci%C3%B3rka

Jacek Wciórka miałby się czym pochwalić przed nami, bo ma przecież spore osiągnięcia, ale szkoda, że się na zjazdach nie pojawia…..

Na tym kończy się na razie pamiętnik Kolegi z wczesnych lat studiów na Akademii Medycznej w Poznaniu, ale myślę, że będzie dodawał jakieś rozdziały do swoich wspomnień, bo przecież życie nadal trwa, ba, nawet pędzi do przodu przynosząc różne ciekawe wydarzenia. Oby tych pięknych, dobrych i interesujących było jak najwięcej. Tego życzy nie tylko Jurkowi, ale wszystkim kolegom- autorka bloga. Dziękuję, Jurku, że przyjąłeś zaproszenie i mogłam Cię tu gościć….

a na zakończenie pozwoliłam sobie wrzucić te trzy bardzo znane obrazy, choć nie z  epoki, ale ilustrujące nasze życie zawodowe …..od lekcji anatomii, poprzez kontakt z pacjentami i towarzyszenie im przy śmierci….

 

Lekcja anatomii doktora Tulpa-   Rembrandt Harmenszoon van Rijn ( 1606-1669).  Dzieło powstało w 1632 roku . W tym czasie co roku , w Amsterdamie, odbywała się publiczna sekcja zwłok ( zwykle zgładzonych przestępców) – uczestniczyli w niej poza ludźmi związanymi z medycyną, liczni gapie….

Historia choroby- dzieło współczesnego malarza rosyjskiego, Andrieja Szyszkina

Śmierć – obraz olejny, namalowany przez Jacka Malczewskiego w 1902 roku.

Uwaga na koniec . Ponieważ dotarły do mnie echa, że zamieszczony tu obraz Malczewskiego sugeruje nasz koniec- śpieszę donieść, że powyżej wyjaśniłam myśl, która mi przyświecała gdy wybierałam te obrazy…powtarzam więc- to nasza droga zawodowa- od anatomii, poprzez trudy pracy z pacjentami a także towarzyszenie im w czasie śmierci….

a na koniec jeszcze inne  zdjęcia autora Pamiętnika….och,  gdyby można było od  Ciebie, Jurek,  czerpać  SIŁĘ, WYTRWAŁOŚĆ I UPÓR  …..fajnie, że jesteś właśnie taki…..

Na wszystkich zdjęciach Jerzy T. Marcinkowski- żartobliwy , z dystansem do siebie ( bo przysłał i takie zdjęcia, zgadzając się, bym zamieściła w tym miejscu ), oraz istny showman za katedrą – który nie tylko treścią, ale ekspresją na pewno  porywa słuchaczy :).

 

4 Replies to “Z pamiętnika Jerzego T. Marcinkowskiego ( 15 ). Siła związku z koleżankami i kolegami z roku.”

  1. Z przyjnoscia przeczytalam tak poprowadzony Pamietnik, ilustrowany celnie tak licznymi ciekawymi zdjeciami i lekkimi komentarzami autorki bloga. Gratuluje pomyslu. Ten Pamietnik zyje !!! A sprawa najwazniejsza ‚pamietam prof. Tadeusza Marcinkowskiego, w czasie moich studiow jeszcze docenta. Czlowiek wielkiej wiedzy i dobroci. Zajecia, ktore prowadzil byly niekonwencjonalne. Na pewno jest dumny z Syna. Pozdrawiam

  2. Przed laty jeździliśmy konno w jednej stadninie- ja rzadko, ale zapamiętałem Profesora ( wtedy doktora) -pomimo tego, że wysoki i masywny, zgrabnie wskakiwał na konia. Mówiono, że jest bardzo dobrym lekarzem i naukowcem. Przypadkowo znalazłem oglądając zdjęcia dawnych znajomych w internecie, tę stronę. Gratuluję autorce bloga, który jest ładnie i ciekawie prowadzony a przy tym różnorodność tematów . Pamiętnik Profesora Marcinkowskiego też w ładnej oprawie zdjęciowej i komentarzowej. Jest bardzo ciekawy- przeczytałem z dużym zainteresowaniem, szczególnie o roli biegłego sądowego. Tak się złożyło że w sądach spędziłem całe życie zawodowe. Pozdrawiam Janusz

  3. Przed wielu laty jeżdziłem na koniach, z Panem Profesorem wtedy doktorem w jednej stadninie. Na pewno mnie nie pamięta, ale on był znany, . Potem doznałem urazu i zaprzestałem. Ludzie tylko mi mówili, że jest bardzo dobrym neurologiem i pracuje też dla sądu jako konsultant , bardzo dobrze dla chorych, bo dokładnie bada i wydaje sprawiedliwe opinie. Nigdy nie słyszałem nic złego jako na lekarza. Na koniach jeżdził jak szalony, chyba ma taki ognisty charakter . Wczoraj szukałem neurologa w Poznaniu i znalazłem pana Profesora. Ale chyba doczekam na miejsce w szpitalu, bo jestem zapisany. Może mój opis się komu przyda, bo pamiętnik jest bardzo ciekawy i dużo ludzi go czyta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *