Jedziemy do Lwowa.

 

Losy naszych  rodzin nigdy nie były związane z tym miastem, ani regionem.

Mieliśmy swoje Wilno.

Potem powiedziano, że to już nie jest Polska. 

A więc nasi rodzice zajęli miejsca w wagonach bydlęcych i po wielu dniach podróży znaleźli się w obcych stronach ,  które teraz nazywano Polską.

Odtąd to było ich miejsce na ziemi.   

Przygarnęły nas dwa miasta:   Lidzbark Warmiński  ( Rodzice Mirka)  i Gorzów Wlkp. ( moi Rodzice ).

Te tereny  opustoszały po wypędzeniu dotychczasowych mieszkańców- Niemców.

Poznaliśmy smak mieszkania w cudzych domach.

Ludzie ludziom zgotowali los wysiedleńca, zwykły ludzki świat zamieniono w piekło.

Była wojna.

Oby już nigdy, jak mawiał mój Tata.

W moim Gorzowie spaliśmy w cudzych łóżkach, chodziliśmy po ulicach, które kiedyś pielęgnowali  Niemcy, my, dzieciaki, bawiliśmy się na przewróconych nagrobkach cmentarzach poniemieckich. Piękne kamienice miasta powoli umierały.

Minęło już tyle lat od czasu wysiedleń, urodziły się kolejne pokolenia w swoich nowych domach.

Czas pędzi do przodu.

Nikt nie chce wracać na stałe do dawnych miejsc .

Ale one są.

Pozostały.

Są naprawdę.

Tam mieszkają duchy naszych przodków.

 

Przyjechaliśmy do Horyńca Zdroju, by odpocząć, zażyć kąpieli siarczkowych i poznać Roztocze Wschodnie.

Ale nadrzędnym moim myśleniem było odwiedzenie pobliskiego Lwowa.

Tylko przeskoczyć bliską granicę z Ukrainą i dalej już prosta droga do tego kiedyś bardzo Polskiego miasta.

Lwów przyciągał nas swoją aurą , którą stworzyła historia i tęsknoty ludzi , dawnych mieszkańców….

Jeśli chcesz zobaczyć piękną i jeszcze nie zadeptaną wyspę , wybierz się ze mną na Sardynię.

 

 

 

 

Jeśli  zechcesz, wybierzemy się razem na Sardynię . Jeśli nie , możemy tylko wspólnie obejrzeć zdjęcia . I pomarzyć . Warto mieć marzenia i snuć plany nawet nierealne . Zapraszam ….

To moja wymarzona wycieczka . A właściwie ucieczka od problemów codzienności do innego pięknego i niezwykłego świata . Jeśli się zdecydujesz , daj znać . Będę czekała w swoim domu na kołach , starym kamperze .

Potem pojedziemy do Genui . Z Polski to tylko 1245 km w linii prostej . W porcie załadujemy się na prom . Po 7 godzinach morskiego kołysania postawimy stopę na brzegu Sardynii . Jeśli wolisz , to zmienimy trasę i dobijemy na Korsykę , która jest bliżej Genui . Zwiedzimy tę niewielką francuską wyspę , zaglądając do miejscowości Ajaccio , w której urodził się Napoleon . Z Korsyki czeka nas tylko 30 minutowa podróż kolejnym promem do wybrzeży Sardynii .

Z pokładu promu obejrzymy zachwycający śnieżnobiały klif sąsiadujących wybrzeży obu wysp . Pewnie też pomyślisz , że oba brzegi wyglądają jak przecięty tort bezowy. Nie będziemy mieli wątpliwości , że to ślad po rozdzieleniu wysp . Kiedyś stanowiły one jeden ląd łącząc się z kontynentem na wysokości Toskanii .

To wtedy , ok. 1800 roku p.n.e. przywędrował tutaj tajemniczy lud , który przyniósł mało poznaną do tej pory kulturę , zwaną cywilizacją Nuraghe . Powędrujemy śladami tych niezwykłych ludzi .

Będziemy zwiedzali miejsca , gdzie pozostały ich obronno-mieszkalne twierdze , zwane nuragami . Tworzyły one doskonale zaplanowaną sieć . Były sytuowane na terenach wyższych, tak, by z jednej nuragi można było zobaczyć sąsiednie twierdze.

Pojedyncze nuragi znaleziono także na Sycylii i Korsyce . Ale na Sardynii jest ich aż 7000. Wiele tych budowli zachowało się do naszych czasów .

Wszystkie nuragi są do siebie podobne i mają charakterystyczny kształt , podobny do zwężającej się ku górze szerokiej tuby . Ich wysokość sięga 27 m. We wnętrzu możemy podziwiać ściany , przypominające sfałdowaną spódnicę .

Nuragi są zbudowane z ociosanych bloków skalnych , montowane bez użycia zaprawy. Do końca nie wiadomo, czy wszystkie nuragi spełniały rolę twierdz obronnych.

Czasami nazywano je ” wieżami ciszy”. Bo ponoć w nich rozwieszano ciała zmarłych, by zgniły. Gdy  pozostał tylko szkielet , chowano go w wielkich grobach tzw .grobach gigantów, zlokalizowanych zwykle niedaleko twierdzy. Zachowało się wiele tych grobów . Główna skała , w której było wejście zasłaniane kamieniem , miała kształt medalionu , a wokół niej ustawiano w kształcie łuku mniejsze skały , co miało nadawać temu miejscu klimat żałoby.

Gdy na wyspę dotarli Grecy i zobaczyli nuragi , uznali , że zaprojektował je grecki architekt , Dedal , który po wybudowaniu labiryntu Minosa na Krecie , obawiał się zamachu na swoje życie. By uniknąć śmierci skonstruował sobie i synowi Ikarowi skrzydła, przy pomocy których przedostali się na Sycylię a następnie na Sardynię.

Uważa się , że kształt nuragi powielono przy projektowaniu wczesnych kościołów katolickich .

Około 1000 roku p.n.e przypłynęli na Sardynię Feniccy żeglarze i założyli kilka osad i portów. Tubylcza ludność podjęła z nimi walkę , wzywając na pomoc Kartaginę . W ten sposób Kartagina przejęła władzę nad wyspą . W 238 roku p.n.e. Kartaginę pokonali Rzymianie i wyspa została włączona do Republiki Rzymskiej . W 465 roku nowej ery pojawili się Wandalowie , potem Genueńczycy i władcy Pizy. Papież oddał Sardynię władcom Aragonii . Po kilku stuleciach wyspa przeszła w ręce Austriaków a od 1720 roku należy do Włoch.

Mimo , że należy do Włoch jest zupełnie niepodobna do innych miejsc tego kraju . Jej mieszkańcy od wieków pilnują swojej odrębności kulturowej i nieustannie podkreślają swoją niezależność.

Sardynia została odkryta przez turystów późno i nadal jest rzadko odwiedzana. Dzięki temu zachowała pierwotny urok własnego rytmu życia . Na pewno będziemy się tam dobrze czuli , bo mieszkańcy akceptują i tolerują turystów , ale nie są ciekawscy i zachowują wygodny dla nas dystans.

Zamieszkamy na tej wyspie . Znajdziemy miejsce dla naszego domu na kołach.

Jeśli jesteś wrażliwy na zapachy , na pewno poczujesz się szczęśliwy . Bo zatoniemy w istnej orgii woni charakterystycznej dla krain leżących nad Morzem Śródziemnym . To wspaniała kompozycja  zapachów lawendy, rozmarynu , macierzanki , mirtu , anyżku , cyprysów i eukaliptusów.

Wrzesień specjalnie dla nas ubierze tę wyspę w złoto . Przebiorą się też najzwyklejsze osty , zmieniając srebrne polskie szaty na sardyńskie złoto .

Zaproszę Ciebie na długie spacery , najpiękniejsze wtedy , gdy słońce powoli wybiera się do snu . Zanurzymy się w świecie wiecznie zielonych krzewów ( makii ) , odkryjemy urocze ścieżki wijące się pomiędzy skałami . Zadziwimy się rzeźbiarskim mistrzostwem natury . Sardyńskie skały można oglądać godzinami, bo każdego dnia i o każdej porze wyglądają inaczej . Najczęściej przypominają ogromne rośliny lub nieruchome zwierzęta , z którymi igra światło .

Czasami ścieżka otworzy nam widok zniewalający  urodą . Albo doprowadzi tam , gdzie morska fala nagle obliże nam stopy .

A gdy przyjdzie zmęczenie , przypomnimy sobie o plaży . Ona cierpliwie czeka , odświętnie przystrojona w złoto i rozpalona słońcem . Poszukamy zatoczki , gdzie znajdziemy cień wielkich tamaryszków , które zupełnie irracjonalnie wyrastają na słonym piasku .

Będziemy się wylegiwać mając przed sobą bezmiar morskiego turkusu . Aż zatęsknimy za zanurzeniem w wodzie . Wówczas powoli , oswajając rozgrzane ciało z chłodnym dotykiem fali , ulegniemy jej zniewalającym , delikatnym , czułym i słonym pieszczotom . A potem będzie już tylko senne i rytmiczne kołysanie ….

 

Nuraga

 

Grób gigantów

 

 

Tamaryszki na plaży

 

 

 


 

Tekst własny zamieszczony w portalu MM-Gorzów pod nickiem Klarka ( Łuka) 4.07.2011