Jedziemy do Lwowa.

 

Losy naszych  rodzin nigdy nie były związane z tym miastem, ani regionem.

Mieliśmy swoje Wilno.

Potem powiedziano, że to już nie jest Polska. 

A więc nasi rodzice zajęli miejsca w wagonach bydlęcych i po wielu dniach podróży znaleźli się w obcych stronach ,  które teraz nazywano Polską.

Odtąd to było ich miejsce na ziemi.   

Przygarnęły nas dwa miasta:   Lidzbark Warmiński  ( Rodzice Mirka)  i Gorzów Wlkp. ( moi Rodzice ).

Te tereny  opustoszały po wypędzeniu dotychczasowych mieszkańców- Niemców.

Poznaliśmy smak mieszkania w cudzych domach.

Ludzie ludziom zgotowali los wysiedleńca, zwykły ludzki świat zamieniono w piekło.

Była wojna.

Oby już nigdy, jak mawiał mój Tata.

W moim Gorzowie spaliśmy w cudzych łóżkach, chodziliśmy po ulicach, które kiedyś pielęgnowali  Niemcy, my, dzieciaki, bawiliśmy się na przewróconych nagrobkach cmentarzach poniemieckich. Piękne kamienice miasta powoli umierały.

Minęło już tyle lat od czasu wysiedleń, urodziły się kolejne pokolenia w swoich nowych domach.

Czas pędzi do przodu.

Nikt nie chce wracać na stałe do dawnych miejsc .

Ale one są.

Pozostały.

Są naprawdę.

Tam mieszkają duchy naszych przodków.

 

Przyjechaliśmy do Horyńca Zdroju, by odpocząć, zażyć kąpieli siarczkowych i poznać Roztocze Wschodnie.

Ale nadrzędnym moim myśleniem było odwiedzenie pobliskiego Lwowa.

Tylko przeskoczyć bliską granicę z Ukrainą i dalej już prosta droga do tego kiedyś bardzo Polskiego miasta.

Lwów przyciągał nas swoją aurą , którą stworzyła historia i tęsknoty ludzi , dawnych mieszkańców….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *