Ostatni spacer po Lwowie.

 

 

Łazimy po wąskich uliczkach, niektórych stromo wspinających się na zbocza wzgórz. Musimy uważać, bo wprawdzie wszędzie są chodniki, ale przejście na drugą stronę ulicy bywa niebezpieczne. Zwłaszcza, gdy się uwierzy, że niedzielne życie mieszkańców Lwowa płynie leniwie. Środkiem jezdni czasami przejeżdża czerwony tramwaj albo trolejbus, przemykają samochody osobowe. Rozpoznajemy wśród nich i prastare Łady czy Zaporożce, ale dużo jest nowych, dorównujących jakością innym, poruszającym się w miastach Europejskich.

 Idziemy cienistą stroną ulicy, pod ścianami pięknych wysokich kamienic. Jak już pisałam wcześniej, czasami mam wrażenie, że jestem w Gorzowie lub Bielsku Białej. Styl i wystrój kamienic jest podobny, wszak to były w XIX wieku dwa nieomal bliźniacze zabory- Niemiecki i Austriacki. Część kamienic  ma nieco zniszczone elewacje, ale zostały ślady dawnej świetności, czasami tylko wydaje się, że spadnie nam na głowę balkon, z cudną metalową balustradą, na którym stoi grupka młodych rozbawionych ludzi.

Ponownie oglądamy pałace, uczelnie i tonące w zieleni kampusy. Jeszcze rzut oka na śnieżne zbocze Cmentarza Orląt Lwowskich.

I obiad w restauracji, nowej, ładnej i czystej. Jedzenie podano tam smakowite. Oczywiście odwiedziliśmy wc- nie powstydziłby się tego wnętrza wc paryski.

I już w autobusie, drzemiąc, leniwie obserwujemy znikający w tle Lwów, miasto na siedmiu zielonych wzgórzach, kolorowe, pięknie zdobione. Pomiędzy koronami drzew błysnęła jeszcze komunijna biel cmentarza Orląt Lwowskich . 

Zostawiamy to miasto, z uczuciem, że jest jak matka, trochę zapomniana, porzucona, ale własna.

Ubrana w swoje stare koronki ( to takie moje porównanie koronkowych poszarzałych miejscami elewacji) , czeka na nasz ponowny przyjazd.

 

 

 

Cmentarz Orląt Lwowskich

 

Orlęta Lwowskie. Cmentarz.

Jeszcze zdjęcia ze Lwowa…

 

Lwów, panorama z wieży ratuszowej. Zdjęcie z Wikipedii.

 

 

 

 

XVI wieczna Kamienica Królewska na Rynku. Należała do Jakuba Sobieskiego, a potem do króla Jana III Sobieskiego. Aktualnie jest tam Muzeum Historyczne. Szkoda, że nie było czasu na zwiedzanie, ale może i lepiej, bo na pewno starannie pozacierano ślady Polskiego Lwowa. Niestety, Ukraińcy nie są obiektywni w ocenach historii Lwowa. Ale może w tym wypadku nie mam racji. Warto odwiedzić to Muzeum, by się przekonać…..

 

 

 

Czarna Kamienica w Rynku. Opisałam ją w poprzednim tekście. Jest niezwykła. Jej elewacja lśni czarną połyskliwą głębią..

 

 

I jeszcze zdjęcia ze Lwowa. Opera.

Dawny herb polskiego Lwowa. Piękny ten napis- semper fidelis- zawsze wierny

 

 

 

 

Lwowska Opera. Wzniesiona w końcu XIX wieku. Budowa trwała  zaledwie trzy lata.

 

 

Opera Lwowska.

 

 

Opera Lwowska. Zwieńczenie.

 

 

Opera Lwowska. Wnętrze.

 

 

Opera Lwowska. Wnętrze.

 

 

Opera Lwowska. Wnętrze.

 

 

 

 

 

 

 

 

Niezapomniany Lwów…

Niezapomniany Lwów.

Nasza krótka , bo zaledwie parogodzinna wycieczka po Lwowie dobiega końca. To był właściwie Lwów podany w pigułce. By lepiej poznać to miasto, smakować jego klimat i zachwycać się detalami architektonicznymi potrzeba dużo czasu. My pewnie już tutaj nie wrócimy, bo i wiek nasz nieszczególny do łazęgi pieszej, i jeszcze tyle pięknych miejsc w Polsce nigdy nie oglądanych. Tak więc pozostają zdjęcia, które wykonaliśmy z okna autobusu, przy bezpośrednim oglądzie , migawki, strzępki zaledwie. Ale one właśnie są takimi punktami w moim umyśle- lampkami, które się zapalają, gdy padnie słowo Lwów.

Jest tam bardzo wiele starych cudnych pałaców, jak Potockich, czy naszych królów. Są zwykle odrestaurowane, wyglądają jak kiedyś,  dostatnio i świeżo. Zwykle mieszczą się w nich ukraińskie muzea czy galerie. Są też wysokie kamienice rozłożone wzdłuż ulic, bardzo ładnie zdobione. Zwykle powstawały w czasie , gdy tutaj był zabór austriacki. Trochę przypominają mi rodzinne miasto mojej Mamy- Bielsko- Białą.

Ale w mojej pamięci pozostaje jedna lwowska kamienica. Taką widziałam po raz pierwszy w życiu. Jest to Czarna Kamienica. Wśród jasnych kamienic Rynku, wydaje się mroczna i ponura. Ale jak bardzo  przyciąga wzrok jej elewacja. Kamienica jest wąska, takie najbardziej uwielbiam. Ma tylko trzy okna na każdym piętrze- bo w tamtych czasach można było tylko takie budować we Lwowie-  na szerokość trzech okien. Chyba, że budował je właściciel bardzo zamożny lub znamienity- wówczas powstawały szerokie, podobne pałacom budowle. Do takich należy pałac Potockich ale i pałac właściciela wytwórni wódek , o nazwisku znanym do tej pory Bogaczewski.

Czarna Kamienica na lwowskim Rynku należy do najcenniejszych zabytków polskiej architektury XVI wiecznej.

Nazywana jest też Lorencowiczowską lub Anczowską od nazwisk pierwszych właścicieli( Lorencowicza – aptekarza  a następnie bogatego patrycjusza- Anczowskiego). Od 1926 roku była własnością państwa Polskiego, i mieściło się tutaj Muzeum Historyczne miasta Lwowa.

Obecnie mieści się tutaj ukraińskie Muzeum Historyczne.

Została wzniesiona w 1588-1589 roku wg projektu Piotra Barbona. Ale twórcą jej charakterystycznej elewacji był prawdopodobnie Andrzej Podleśny.

I właśnie owa fasada jawi mi się , gdy zamknę oczy. Ta czarna kamienica mieni się w świetle niezwykłą głębią jaką dla mnie posiada bryła węgla, która kiedyś widziałam na podwórku gorzowskim. Wg przewodnika- jest to piaskowiec, który poczerniał ze starości ( dla mnie mało przekonywujący  wywód) albo wg innych źródeł piaskowiec ów został pomalowany tajemną czarną farbą o strukturze diamentu. I w to wierzę. Od tej kamienicy nie można oderwać wzroku, wydaje się, że ta elewacja gra barwą nieba, słońca i oddaje swoją migotliwą głębię przechodniom.

     Rynek we Lwowie wytyczono wkrótce po lokacji miasta, tj w XIII wieku. Ma kształt prostokątny, o wymiarach 142x 129 m. Z każdego narożnika wychodzą po dwie ulice. Jest więc podobny do rynku warszawskiego i wrocławskiego, ale różny od poznańskiego i krakowskiego.

Centralna część placu zajmował blok śródrynkowy z ratuszem. Ale po zawaleniu wieży ratuszowej, w 1825 wybudowano obecny ratusz.

Dookoła Rynku wznoszą się 44 kamienice prezentujące wszystkie style od renesansu do modernizmu. W czterech narożnikach rynku znajdują się studnie- fontanny z początku XIX wieku . Przedstawiają one postaci mitologiczne- Neptuna, Dianę , Amfitrytę, Adonisa. Przed Rauszem znajdował się pręgierz, przy którym wykonywano wyroki. Figura, która znajdowała się na jego szczycie jest terz umieszczona na Kamienicy Królewskiej.

W 1998 roku Rynek wraz z całą starówką został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.

Plac miał początkowo zabudowę tylko gotycką, ale po pożarze w 1527 roku, wszystkie budowle właściwie zostały zniszczone. Zachowały się jedynie gotyckie sklepienia w kamienicy nr 24 i portal w kamienicy nr 25.

Na Rynku odbywały się  wszystkie ważniejsze uroczystości . Tutaj król Władysław II Jagiełło odebrał hołd lenny w 1387 od hospodara wołoskiego, a Władysław III Warneńczyk w 1436 od Eliasza. Tutaj pod pręgierzem ścięto kilku hospodarów mołdawskich.

W 1847 na Rynku formowano Gwardię Narodową. 11 listopada 1920 r. Józef Piłsudski przyjął  defiladę z okazji nadania miastu krzyża srebrnego Orderu Virtuti Military.

W 2006 roku wykonano kompleksowy remont płyty placu i rzeźb- fontann.

Właśnie przy  tym Rynku  znajduje się moja wybrana spośród wielu tajemnicza Czarna Kamienica…

I jeszcze w pamięci pozostała jedna świątynia lwowska. Po zwiedzeniu kilku, rozmaitych wyznań , zwykle tchnących przepychem, weszliśmy do skromnej, przepojonej wonnymi dymami, spośród których ledwie można było zobaczyć piękne freski. To świątynia armeńska. Tam chciało się modlić, bo atmosfera wydawała się najbliższa połączeniu ziemi i nieba. Obecnie we Lwowie mieszka jedynie ok. 1200 Ormian a do tej świątyni przychodzi ok. 30 osób, jak powiedział nam nasz przewodnik o tatarskich nozdrzach. Historia tego narodu jest bardzo, bardzo stara i niezwykła. I w tej ich świątyni można odebrać te dawne klimaty. Ale na opowieść o tych ludziach tutaj nie ma miejsca, może kiedyś…..

Opuszczamy Lwów, żegnamy to miasto bez żalu, zostają tam jego obecni mieszkańcy, którzy też kochają swoje miasto ,  powoli zapada zmrok, oddalają się światła na wzgórzach, gdzieś może słychać Szczepcie i Tońca- najbardziej znanych przedwojennych kabareciarzy, którzy śpiewają: „ nie ma jak Lwów”.

http://www.youtube.com/watch?v=lHBiAhiddJ8

Cmentarz Orląt Lwowskich.

 

 To jakby druga strona monety. Przeciwległe zbocze wzgórza Łyczakowskiego. Ze starego cmentarza przechodzimy na teren śnieżnobiały. Wydaje się , że zbocze założyło sukienkę komunijną.

Przedtem taki nie był, ale Rosjanie we wczesnych latach 70 ubiegłego wieku buldożerami zniszczyli wszystkie groby Orląt Lwowskich.

Polacy pracujący na terenie nowopowstałego państwa- Ukrainy, szczególnie ci, z grupy Energopol, podjęli heroiczny wysiłek, by odtworzyć ten cmentarz. Musieli uzyskać zgodę władz Ukrainy. Działo się to w okresie, gdy prezydentem Polski był Aleksander Kwaśniewski a Ukrainy- Juszczenko. To było chwilowe ocieplenie wzajemnych relacji i wtedy właśnie się udało. Ukraińcy wyrazili zgodę. Pozostało tylko zgromadzić pieniądze. Po powrocie do domu muszę porozmawiać z sąsiadem z działki w Gulczewie nad Bugiem- Andrzejem Skrzypcem a także z Zygmuntem Trześniewskim- kolegami Mirka, bo oni właśnie tam pracowali, m. in. byli szefami budowy elektrowni atomowej w Kursku.

Orlęta Lwowskie to piękna nazwa młodych Polaków, obrońców Lwowa z lat 1918- 1920 w czasie wojny polsko- ukraińskiej ( 1918- 1919) i polsko – bolszewickiej ( 1920).

Lwów od XIV wieku należał do Polski, od kilku stuleci był zamieszkiwany w większości przez ludność Polską- w 1918 roku procentowy udział Polaków zamieszkałych we Lwowie był wyższy niż w Warszawie czy Poznaniu. Stanowił on około 60 % ogółu, pozostałą część stanowili Żydzi ( ok. 30%) i Ukraińcy ( około 10 %)- nazywani wówczas również Rusinami.            

W tym okresie nie było we Lwowie polskich oddziałów wojskowych, bo zostały wysłane przez władze austriackie w inne regiony Europy. Cofający się zaborcy austriaccy praktycznie oddali miasto oddziałom ukraińskim, ściągniętym celowo do Lwowa.

Ale  gdy oddziały Budionnego zbliżały się do miasta,  uczniowie, studenci, robotnicy, urzędnicy- młodzi chłopcy i dziewczęta praktycznie gołymi rękami, a później zdobytą już bronią rzucili się do obrony swego miasta. 

W sumie w walkach po stronie polskiej brało udział 6022 ludzi ,  spośród których 1421 nie przekroczyło 17 roku życia. Najmłodszy bojownik miał zaledwie 9 lat. Jeden z nich, 13- letni Antoś Pietrykiewicz, został najmłodszym w historii kawalerem Orderu Virtuti Militari.

Przeciwnikami „ orląt Lwowskich” w drugiej fazie walki o Lwów w roku 1918 byli Ukraińscy Strzelcy Siczowi- wojskowa formacja złożona z Ukraińców, stworzona na podobnych zasadach jak Legiony Polskie.

Jak to się stało, że udało się uratować polski Lwów, trudno zrozumieć.   Ale tak było. …

Teraz leżą jakby w swoich śnieżnobiałych sukienkach komunijnych, pod krzyżami z miejscowego przepięknego kamienia o niezwykłym wyglądzie krystalicznego wapienia i śpią i śnią swój sen o wolności. A może tylko ich duchy unoszą się nad Lwowem , niezależne i bezpaństwowe . Tak, tam się czuje obecność tych duchów….

 

W tle tej opowieści jarzy się w mojej głowie  gorzowska „lampka”. Otóż mieszkałam przy ulicy kiedyś nazwanej Nowotki, ale potem przemianowanej na ul. Orląt Lwowskich. To oczywiście przypadek. Ale jak , będąc we Lwowie nie pamiętać o mojej ulicy w mieście , gdzie się urodziłam, na zboczu pięknego gorzowskiego  wzgórza. Ech, Orlęta Lwowskie , moje Orlęta Lwowskie…..

Mieszkańcy dawnego Lwowa.

 

To miasto kresowe, podobnie jak Wilno było tyglem różnych narodowości. Dodatkowo mieszkańcy stale żyli pod ciśnieniem lęku i konieczności obrony  przed najeźdźcą. A stale tam się coś działo. Więc atmosfera tych miast była gęsta, nasycona i rodziła  ludzi ambitnych, zdolnych i dążących do swoich jasno sprecyzowanych celów.

Gdy analizujemy wydarzenia historyczne, które miały tutaj miejsce, widać jak na dłoni, że gdyby nie wola przetrwania mieszkańców i duch walki o Polskość Lwów dawno przestał by być Takim Lwowem.

Dopiero II wojna światowa, jej losy, działania zaangażowanych w nią  mocarstw postawiły ostateczny kres losom Polskiego Lwowa.

Gdy Polska próbowała protestować Stalin powiedział : jeśli wy, Polacy chcecie Lwowa, to jedźcie do Afryki i sobie go upolujcie. 

Mocni ludzie Polskiego Lwowa  opuścili to miasto. Zostawili tam swoje serca i tkliwe wspomnienia. I działali dalej , już w innych miejscach, ale z równym urodzonym jeszcze we Lwowie żarem.

 W Wikipedii znalazłam 200 nazwisk Polaków  związanych kiedyś ze Lwowem,  którzy zaznaczyli się w Polskiej kulturze i nauce.

Wymieniam te, które są mi szczególnie znane i bliskie : Wiktor Bross, Wojciech Dzieduszycki, Józef Elsner, Julian Fałat, Ryszard Filipiki, Aleksander Fredro, Cyprian Godebski, Józef Haller, Adam Hanuszkiewicz, Leon Sakowicz, Jan III Sobieski, Stanisław Jopek, Adam Kilian, Tadeusz Krwawicz, Włodzimierz Krukowski, Jacek Kuroń, Andrzej Kurylewicz, Halina Kunicka, Włodzimierz Kuryłowicz, Stanisław Leszczyński, Wiktor Osiecki, Andrzej Perepeczko, Ryszard Pietruszki, Wojciech Pszoniak, Witold Pyrkosz, Leon Schiller, Leopold Staff, Jan Styka, Władysław Tatarkiewicz, Kornel Ujejski, Michał Korybut Wiśniowiecki, Ignacy Łukaszewicz, Mirosław Żuławski, Andrzej Żuławski

 

Lwów. Kilka zdjęć….

Oto kilka zdjęć z wycieczki do Lwowa. Wrzucam dopiero teraz, bo  był jakiś problem techniczny, który, jak widzę ,  został usunięty . Chwała administratorom tego portalu- szybko reagują na maile- byle nie przechwalić ;-(

Przejście graniczne polsko- ukraińskie w Korczowej. Już jesteśmy za granicą, uff….

 

Widok z okna autobusu. Wioski ukraińskie rozłożone na trasie granica- Lwów. Wszędzie ładne, zadbane cerkiewki.

 

 

 

Widok z okna autobusu. Złota kopuła cerkwi.

 

 

Panorama Lwowa. Zdjęcie z przewodnika.

 

 

Katedra św. Jury( Jerzego). Tekst nt zamieściałam w poprzednim wpisie.

 

 

Zwieńczenie Katedry.  Św. Jura ( Jerzy ) zwycięża smoka

 

 

Lwów….

I znaleźliśmy się we Lwowie…..

Lwów…Lwów.

Od razu wydał się ciepły i bliski. Pewnie to sprawka dobrych duchów, które mieszkają w starych polskich kamienicach a tłumnie spotykają się na Cmentarzu Łyczakowskim.

 A może tutaj ziemia wydziela dobre fluidy. 

To obecnie jest duże miasto, ma 850 tys. mieszkańców, czerwone tramwaje i trolejbusy. Ludzie i samochody na ulicach są tacy jak my. Gdzieś pędzą, potem siedzą na ławkach w parkach, albo bawią swoje dzieci na huśtawkach ogródków jordanowskich.  Młode pary w ślubnych strojach krążą po Rynku i zaczarowanych uliczkach . Spotykamy ich też w Operze. Wszędzie towarzyszą im tłumy rodzinne, gapiów i fotografów.

Jezdnie pokryte kostką bazaltową,  jeszcze pamiętającą czasy galicyjskie. W niektórych miejscach się zapadają , ale i tak wytrzymały bardzo długie lata w niezłej kondycji.

Autobus podskakuje, Mirek narzeka. Ale mnie się podoba to podskakiwanie, jedziemy wolno , dostojnie i hałaśliwie.

Oglądamy uliczki wąskie, biegnące dół lub wspinające się w górę, okolone  rzędami wysokich secesyjnych  kamienic. Nie czytamy ich nazw , ukraiński Polak, przewodnik podaje nam stare Polskie nazwy. Tak się z nami umówił. Że jest to podróż w przeszłość , w czas, który bezpowrotnie minął.

 Miasto rozłożone jest na siedmiu wzgórzach i tonie w  zieleni poprzecinanej wieżami i kopułami świątyń różnych wyznań.

Jedziemy do Lwowa ( 2)

 

Wyjechaliśmy o 4 rano. Autobus był wypełniony ludźmi.

Trasa była prosta i niedługa. Bo wyruszyliśmy z  przygranicznego Horyńca Zdroju- miejsca  malowniczego  z wodami siarczkowymi.

Wpatrywaliśmy się z ciekawością w krajobraz za oknem. Na stosunkowo płaskim terenie domy nanizane na zieleń okalającą szosę  były dość ładne , świeże i zadbane. Wokół nich czyste ogródki z pierwszą wiosenną zielenią. Okolica sprawiała wrażenie dostatniej, co podobno było prawdą, i  wynikało z niezłych dochodów uzyskiwanych z  legalnego handlu oraz przemytu towarów z Ukrainy. Podobnie zresztą było  po drugiej stronie granicy. Różnice w cenach, braki towarów przez wiele lat nabijały ludziskom kabzy. Może i dobrze, że korzystali, gdy mogli. Teraz ponoć się zmieniło, powoli wyrównują się różnice pomiędzy Polską a Ukrainą.

Godzina spędzona na granicy i dwie w drodze powrotnej  w oczekiwaniu na odprawę paszportową i celną wydawała nam się trochę sztucznie spreparowana. Wszak byliśmy we Lwowie zaledwie parę godzin, więc chyba nie wyglądaliśmy na przemytników.

Ale cóż, widocznie prestiż zawodu celnika mógłby ucierpieć, gdyby cała operacja odbyła się w sposób sympatyczny i co najważniejsze , w jakimś sensownym tempie.

A może służby graniczne mają jakieś wytyczne, albo problemy, których nie znamy.

Szosa gładka, świeża lśniąca po porannym deszczu prowadziła nas  prosto do Lwowa. Wszystko  tutaj było nowiutkie, bo już czeka na Euro 2012. Po drodze  zajazdy, z czystymi WC- ami, w dali wioseczki z dominującymi złotymi kopułami  cerkwi.

Potem pojawiły się  nieciekawe przedmieścia Lwowa , jakieś umarłe domy, gruzy ,  i wszechobecne śmieci.

Nie dziwiłam się, wszak widok takiego nieładu i śmietniska nie jest mi obcy. Bo cóż innego oglądam , wyglądając przez okno mojej ukochanej kolejki WKD na wysokości warszawskiego Dworca Zachodniego.

Historia Lwowa i moje refleksje na koniec.

 

 

Odległa przeszłość tych ziem nie jest poznana.

Najstarsze ślady osadnictwa odkryto w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Pomiędzy Górą Zamkową a Pełtewią w IX wieku żyło plemię lechickie, zwane Lędzianami.  

W 981 roku ten teren, należący do Grodów Czerwieńskich, został zajęty przez Włodzimierza z Rusi Kijowskiej.

Zgodnie z tradycyjnym przekazem, miasto zostało założone w 1250 roku, przez księcia Daniela I Halickiego, wywodzącego się z dynastii Rurykowiczów, który nazwał je Lwowem na cześć swojego syna Lwa. Ale w rzeczywistości zostało ono odbudowane po zniszczeniu w 1240 roku , istniejącego już grodu przez Batu-chana.

Lew I Halicki po śmierci ojca przeniósł do Lwowa stolicę Rusi Halicko- Włodzimierskiej. W 1340 roku , miasto na podstawie umowy podpisanej dwa lata wcześniej  przeszło pod berło króla Polski.

Kolejne zniszczenie miasta nastąpiło w 1350 roku, przez księcia litewskiego Lubarta.

17 kwietnia 1356 Kazimierz III Wielki lokował Stare Miasto na prawie magdeburskim. Dowodem jego tolerancyjnej polityki było ustalenie zachowanych równych praw , religii i obyczajów żyjących tutaj mieszkańców pochodzenia Polskiego, Ruskiego, Ormiańskiego, Żydowskiego i Tatarskiego.

W 1370 roku Ludwik I Węgierski przyłączył Ruś Halicką wraz z Lwowem do Węgier. Węgrzy rządzili do 1379 roku,

W 1387 roku królowa Jadwiga Andegaweńska włączyła Ruś Halicką do Korony.

W 1412 roku miasto stało się siedzibą metropolity łacińskiego. Podobnie jak Kraków czy Gdańsk Lwów był miastem królewskim i posiadał dla Rzeczypospolitej wielkie znaczenie obronne i ekonomiczne.

W 1444 roku Lwów otrzymał prawo składu. Spowodowane to było położeniem na szlakach handlowych bałtyckich i czarnomorskich. W wyniku tego przywileju nastąpił bujny rozwój miasta a jego mieszkańcy pomnożyli swoje bogactwa. Wyrazem tego była budowa okazałych średniowiecznych obiektów obronnych, sakralnych i świeckich oraz rozwój nauki, kultury i sztuki. Ponieważ poza Polakami mieszkali tam Żydzi, Rusini, Ormianie, Włosi, Węgrzy, Niemcy , Tatarzy i inni , stanowili oni swoistą mieszaninę różnych kultur i religii. Jednak w miarę upływu czasu i równych przywilejów podlegali wpływom polskiej kultury a nawet w drugim pokoleniu się polonizowali, zachowując jednocześnie swoje obyczaje i religię. W tym czasie Lwów był jedynym miastem Europy, posiadającym trzy katolickie arcybiskupstwa różnych obrządków : łacińskiego, ormiańskiego i greckokatolickiego.

Z racji swojego położenia, miasto było stale narażone na napady wrogich wojsk- Turków, Tatarów, Kozaków, Rosjan.

Królowie polscy oraz zasobni mieszkańcy  solidarnie dbali o utrzymanie silnych  fortyfikacji, o świetne uzbrojenie . Wielokrotnie opłacano też okup najeźdźcom. Dzięki temu Lwów miał opinię miasta niezdobytego. Nigdy też nie wydano wrogom swoich obywateli niezależnie od ich narodowości i religii.

W 1658 roku Jan II Kazimierz Waza w hołdzie dzielności i zasługom miasta, zrównał w prawach Lwów z Krakowem i Wilnem oraz nobilitował mieszczan lwowskich.

 W XVII wieku Lwów liczył 30 tys. mieszkańców i był po Gdańsku drugim co do wielkości miastem Rzeczypospolitej

Jednak od połowy XVII  wieku rozpoczął się stopniowy upadek militarny i ekonomiczny miasta. Nasiliły się najazdy kozaków, Turków i doszły jeszcze ataki Szwedów.

Miasto było zmuszone płacić kolejnym najeźdźcom wysokie kontrybucje, utrzymywać obce wojska i przeżywać grabieże .

W  1772 roku w wyniku pierwszego rozbioru Polski, miasto znalazło się pod władzą Austrii i zostało stolicą części monarchii zwanej Królestwem Galicji i Lodomerii.

W czerwcu 1809 roku,   tylko na krótko,  Lwów został zajęty przez Wojska Księstwa Warszawskiego dowodzone przez księcia Józefa Poniatowskiego i działał tam Rząd Centralny Wojskowy Tymczasowy Obojga Galicji pod prezesurą ordynata Stanisława Kostki Zamoyskiego.

W czasie kiludziesięcioletniego okresu germanizacji Polacy próbowali wywalczyć wolność. Było to w roku 1790, 1809, 1830, 1848.

Od 1867 roku zaborca ( Austria) zmienił swoją politykę w stosunku do tego miasta. Lwów  uzyskał szeroką autonomię i swobodę w rozwoju nauki i kultury polskiej. W 1882 roku repolonizowano Uniwersytet Lwowski. W ciągu kolejnych lat :założono Muzeum Historyczne Miasta Lwowa.( 1891),  otwarto Teatr Wielki(  1896), założono Lwowską Galerię Obrazów.( 1897),  powstało Towarzystwo Naukowe we Lwowie,( 1901), założono Muzeum Narodowe im. Króla Jana III.( 1908).

W czasie wybuchu I wojny Światowej , we wrześniu armia carska zajęła miasto, ale w czerwcu 1915 r. ponownie powrócili Austriacy.

Jednak w związku z upadkiem Austro- Węgier, wybuchły polsko- ukraińskie  walki o miasto. Określane  są w polskiej historiografii Obroną Lwowa.

Po wyparciu Ukraińców z miasta, w listopadzie 1918 roku doszło do pogromu miejscowej ludności żydowskiej.

W sierpniu 1920 roku nacierały oddziały Armii Czerwonej, które zatrzymano w bitwie pod Zadwórzem. Po zakończeniu walk Marszałem Józef Piłsudski w uznaniu bohaterstwa mieszkańców a zwłaszcza  tzw. Orląt Lwowskich odznaczył miasto Krzyżem Virtuti Militari.

15 marca 1923 roku Rada Ambasadorów ostatecznie uznała suwerenność Polski w Galicji Wschodniej.

W okresie międzywojennym Lwów był pod względem liczby ludności trzecim miastem w Polsce, po Warszawie i Łodzi.

Obok Krakowa, Poznania, Warszawy i Wilna należał do głównych ośrodków nauki i kultury polskiej.

Po wybuchu II wojny światowej, Lwów bronił się rozpaczliwie.

Ale po podpisaniu przez Ribbentropa i Mołotowa   tajnego protokółu dodanego do podstawowego paktu tych panów (23/23 sierpnia 1939), Polska została zaatakowana z dwóch stron.

Równoczesnej agresji  III Rzeszy i ZSRR na nasz kraj , żadne polskie miasto nie było w stanie stawiać odporu.

Lwów skapitulował 23. września 1939 roku . Dowódca obrony Lwowa, gen. Władysław Langner, podpisał z  dowództwem  sowieckim kapitulację, przewidującą bezpieczny wymarsz żołnierzy wojska polskiego ( w tym oficerów) i policji w kierunku granicy z Rumunią. Ale strona sowiecka złamała tę umowę , wszystkich aresztowano i wywieziono w głąb ZSRR. Oficerowie byli przetrzymywani w Starobielsku, a następnie większość zamordowano w Charkowie i pochowano w dołach w Piatichatkach.

Władze sowieckie po przeprowadzeniu pseudowyborów w październiku 1939 roku dokonały formalnego zajęcia okupowanych terenów II Rzeczypospolitej. Szerzył się terror polityczny,  aresztowania przedstawicieli  polskich i ukraińskich elit politycznych, których zsyłano do obozów koncentracyjnych Gułagu albo mordowano. Ich rodziny i zwykli ludzie byli masowo wywożeni ( deportowani) na Syberię , do Komi i Kazachstanu.  Majątki tych ludzi zabierano i grabiono.  Planowo niszczono naukę i kulturę polską.

W kolejnym okresie II wojny , gdy na te tereny weszli Niemcy( 30. 06.1941) urządzali wraz z nacjonalistami ukraińskimi pogromy Żydów.

Nad ranem, 4 lipca 1941 roku  zamordowano 25 polskich lwowskich profesorów, m.in. Tadeusza Boya- Żeleńskiego.

1 sierpnia 1941 roku, dekretem Adolfa Hitlera, Lwów został wcielony do Generalnego Gubernatorstwa. Wtedy też powstało getto , większość Żydów zamordowano w obozie śmierci w Bełżu.

22 lipca 1944 roku wybuchło powstanie lwowskie ( Akcja Burza). Trwało jedynie kilka dni, poczym ponownie weszli tutaj sowieci.

Pomimo regularnych i masowych represji wobec narodu polskiego przez dwóch okupantów- niemieckiego i rosyjskiego, jeszcze pod koniec 1944 roku we Lwowie na około 150 tys . mieszkańców, 130 tys. stanowili Polacy.

Po konferencji jałtańskiej ( 4-11 lutego 1945) Lwów i wsch część województwa lwowskiego włączono do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Polacy zostali przymusowo wysiedleni, głównie na Ziemie Zachodnie……………

Gdy czytam ten tekst zaczerpnięty z przewodników i Wikipedii, przychodzi chwila refleksji, smętnej zadumy nad  historią .

 Jakże inne byłoby życie zwykłych szarych ludzi –  mogłoby być  spokojne, radosne, dostatnie i piękne-  gdyby nie chore ambicje władz. Ale gdyby nie ich obłąkane pomysły – walki i zdobywania pewnie historia byłaby nauką nudną, a może w ogóle by nie istniał taki przedmiot w edukacji szkolnej.

To co napisałam może brzmi cynicznie. Ale gdy obserwujemy nasz świat polityków, nam pozostaje bezradne wzruszanie ramion.

Mimo upływu wieków i znajomości historii nikt z nich nie wyciąga żadnych wniosków. I jest jak jest…….