Postanowiłam tutaj zamieścić list, który zwyczajowo napisałam do mojego teścia- Jana obecnego już w zaświatach i wrzuciłam do „skrzynki pocztowej „Jego blogu 24.04.2015 …opisane wydarzenie było dla nas Ważne Niezwykłe i Jedyne takie, więc dzielę się naszą dumą….
Kochany Janie!
Długo milczałam, bo jakoś nie chciałam zakrywać zdjęcia Pawła i tekstu o Nim. Ale życie ma swoje prawa, czas więc powrócić do żywych.
Muszę Ci napisać, że wczoraj mieliśmy ładny, jedyny taki dzień. Być może zaglądałeś do nas i wiesz. Ale przypomnę. Otóż nasza najmłodsza córka, Paulina została doktorem nauk humanistycznych. Jest psychologiem, ma zajęcia ze studentami, które lubi. Ma to po Was urodzonych pedagogach – po Tobie, po pięknej Helenie i mojej Mamie- Stefanii. Miło myśleć i widzieć, że geny nie umierają z ludźmi, a zostają i są aktywne w pokoleniach.
Dziewczyna dość długo zbierała tzw. materiał. Przebadała przy użyciu różnych testów 294 osoby, których najpierw musiała zainteresować tematem i celowością poddania się testom. Byli to rodzice małych dzieci. Gdy wyrazili pisemną zgodę na te badania , oceniała ich zachowania zdrowotne. Problem jest ciekawy, gdyż w dzisiejszych zapędzonych czasach, trudnościach ze zdobyciem pracy, przy małych dzieciach myślenie o zdrowiu pojawia się zwykle wtedy, gdy jakieś niedomaganie człeka dopada. I po 7 latach tych przygotowań, opracowywania wyników- muszę się pochwalić, że sama sobie z tym dała radę- zwykle korzysta się z pomocy statystyków, czytania ogromu pozycji literaturowych , urodziła piękną , 197 stronicową pracę zatytułowaną Rozprawa doktorska. Praca otrzymała doskonałe recenzje, podkreślano dojrzałość samodzielność, logiczne myślenie autorki i wskazywano, że takie opracowanie nie miało miejsca do tej pory. Potem musiała zdać egzamin z angielskiego, psychologii i filozofii.
Wczorajsza obrona była już właściwie tylko formalnością.
Ale to nie znaczy, że nie było emocji przed. W trakcie okazało się, że Twoja wnuczka pięknie spokojnie mówi, jest wyluzowana, tworzy miłą niewidoczną ale wyczuwalną przestrzeń ze słuchaczami. Oczywiście jak to w obronach bywa- najpierw promotor odczytał jej życiorys podkreślając fakt, że jest bardzo dobrym pracownikiem ale przede wszystkim Matką. W czasie gdy prowadziła swoje badania a potem pisała tę pracę urodziła dwóch wspaniałych Synów. Potem recenzenci odczytali swoje opinie i rozpoczęła się dyskusja. Zadawano wiele pytań, wątpliwości. Dyskusja była żywa, ciekawa a doktorantka z wielkim urokiem i znajomością tematu wyjaśniała, uzasadniała. Jednym słowem rodzice puchli z dumy, jak się możesz spodziewać. Nawet na końcu mama jako pediatra zadała pytanie, które spotkało się z żywym odbiorem nieomal wszystkich….
Potem musieliśmy opuścić salę oczywiście razem z doktorantką. W tym czasie członkowie Rady Naukowej obradowali lub udawali, że obradują nad ostateczną akceptacją pracy.
Po kilkunastu minutach zostaliśmy poproszeni o powrót i ogłoszono oficjalne zatwierdzenie doktoratu. Potem były gratulacje i gratulacje….
Finałem zwyczajowo był wspólny obiad w stołówce kampusu uczelni….
I powrót do domu, gdzie druga nasza córka- Ewa upiekła z chłopakami Pauliny ciasteczka , które ułożyli w wielki napis BRAWO!
I nam po raz drugi rosło serce.
Tak, Kochany nasz Janie, czuję jak i Wy się cieszycie z nami, gdy wasze Wnuki są dojrzałe, mądre i się kochają….
I my ich kochamy tak jak Was, nieustająco, bezgranicznie
Całujemy Was Dalekich…
