Stres bojowy Grażyny Jagielskiej.

Jagielska_Aniolowiejedza_500pcx.jpg

 

 

 

 

Muszę się przyznać ze wstydem, że nie przebrnęłam przez książkę  korespondenta wojennego Wojciecha Jagielskiego bo natłoczenie faktów, nazwisk szybko mnie znużyło. Może czytałam w złym okresie życia? Nie wiem. To jedyna książka, której nie doczytałam. Może jeszcze raz spróbuję.

Spróbuję na pewno z powodu książek jego żony- Grażyny Jagielskiej. Jeszcze wtedy nic nie wiedziałam o niej, informacje, wywiady z nią jakoś mnie ominęły.

Gdy zupełnie przypadkowo sięgnęłam na półkę biblioteczną wyjmując „ Korespondenta” dopiero wtedy zapoznałam się z autorką. To pierwsza książka tej pisarki, wydana w 2004 roku. Z gąszczu początkowo niezrozumiałych nazw miejscowości i wydarzeń gdzie przebywa małżeństwo korespondentów wojennych ukrywających się pod nazwiskiem  Matyasowie powoli wyłonił się obraz Indii i sąsiednich konfliktów zbrojnych . Biję się w piersi, że jestem na bakier z historią. Nie mam pamięci i jakby zainteresowania.

Ale w tej książce odnalazłam nastrój .

Specyficzny intensywny pokazujący  jak  wir wydarzeń wsysa korespondentów, zabiera im prywatność, właściwie staje się ich życiem i gna dalej i dalej i jakieś radości niezrozumiałe dla zwykłych śmiertelników przynosi…

Zachęcona piórem pani Grażyny wypożyczyłam jej ostatnie książki. Napisane po 10 latach od tamtej. To „ Anioły jedzą trzy razy dziennie” i  „ Miłość z kamienia”.

I znowu spotykamy się tamtą, poznaną przed 10 laty parą korespondentów wojennych. Tym razem autorka mówi już we własnym imieniu . Odnajdujemy  te same miejsca w Delhi, hotele do których wracali, ulice, widoki, ludzie spotykani na ulicy- niby ci sami, ale już kolejni, tylko podobni. I smuta tego finału. Choroba psychiczna żony. Ostatecznie nazwana  stresem bojowym i leczona w ośrodku zamkniętym z żołnierzami którzy wrócili z Afganistanu.

    Ona żyła w ciągłym  lęku o męża. Zakochani byli, zjednoczeni zainteresowaniami , początkowo wyjeżdżali razem, potem rodziły się dzieci i ktoś musiał pilnować domowego ogniska. To była ona.

A on wychodził z domu, jak do zwykłej pracy  nie mówiąc przedtem by się na zapas nie martwiła. I jechał w świat. A przecież ona zawsze wyczuwała, że już niedługo wyjedzie. Przecież widziała jego niepokój, jak kręcił się po domu, szukał nieodłącznego podróżnego plecaka. Myślał, że ona tego nie wyczuwa, nie widzi bo ogląda telewizję czy zajmuje się pracami domowymi.  Potem było spokojnie, on też pozornie uspokojony, wyciszony aż ona na chwilę zapominała  o tym co widziała przedtem ,  budowała dom, opiekowała się dziećmi,  było normalnie. I właśnie wtedy on nagle wychodził z domu z tym przedziurawionym kiedyś kulą plecakiem .

A ona zapadała się w kąt pomiędzy piecykiem kuchennym a szafką i tam tkwiła w znieruchomiałym lęku.

Któregoś dnia  wracał, zawsze wracał  i mówił po prostu- jestem.

A ona w tym czasie umarła. Umarła w niej kobieta żona matka tylko żył jej ten wielki strach. Każdy telefon miał przynosić informację,  że mąż zginął. Każdy telefon Napięcie w niej było tak wielkie, że w końcu zaczęła marzyć by tak się stało, by skończyło się to pasmo czekania.

A męża dalej gnała jego pasja, wymogi Angory- redakcji, której jest korespondentem wojennym ale przede wszystkim gna go bakcyl który się zagnieździł w jego głowie by tam być, gdzie coś się dzieje, gdzie strzelają z ukrycia, gdzie krew, trupy znajomych i nieznajomych. To jest jak choroba na którą nie ma lekarstwa. Ale jeśli człek nie chce się leczyć to i lekarstw nie szuka.

Wojciech Jagielski, mąż autorki  ww. książek uczestniczył w 53 wydarzeniach wojennych na świecie.

Aż któregoś dnia ona się odzywa:

” Mój mąż zginął wczoraj-powiedziałam pielęgniarce. Wiedziałam że to nieprawda”.

I jest hospitalizowana w klinice leczenia stresu bojowego.

Spotyka tam  ludzi którzy zachorowali niejako na własne żądanie wyjeżdżając  do Afganistanu na wojnę. Gdy wracają  do domu, do zwykłego życia stale są przy nich zmarli koledzy, ciała rozszarpane, straszliwie okaleczone, zabite dzieci niewinne i wrogowie do których sami strzelali. Nocą i w dzień są z nimi tamci . Nie mogą normalnie egzystować aż trafiają tutaj, do tego ośrodka. I leczą swój  stres bojowy. Niesamowite jest  dotknięcie tej choroby. Przejmujące spotkanie z duszą człowieczą. Bliskie przejmujące.

Nie będę dalej opowiadała, bo naprawdę warto poczytać te książki Grażyny Jagielskiej.

Nigdy nie znalazłam się tak bezpośrednio w środowisku ludzi z chorą psychiką.

Zawsze interesowała mnie psychiatra, ale nie wybrałam tej specjalizacji. Zostałam pediatrą, gdzie wszystko było prostsze, dotykalne, jakoś rozwiązywalne.

I od czasów przeczytania :” Obłędu” Krzysztonia , kiedy to stałam się  świadkiem tego, co opowiada chory na schizofrenię  autor . Co czuje, przeżywa, w jakim świecie żyje.  Do niego choroba przyszła nie zaproszona. A ci ludzie sami wybrali wyjazd na wojnę.  To pierwsza dla mnie książka która tak wyraziście, nie tylko obrazowo porusza emocje. Odkrywa zakryte karty meandrów duszy człowieka. Zaprasza tak blisko, najbliżej aż prawie do identyfikacji ….

Naprawdę warto sięgnąć po książki Grażyny Jagielskiej by słyszane w mediach dość suche określenie- zespół stresu bojowego, nabrało właściwego wymiaru….

 

Jagielska_Milosczkamienia_popr2_500pcx.jpg

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *