
Była sobie kupa.
Pozostawiona samotnie na wielkiej łące, smętna bo niepotrzebna nikomu. Nawet krowa jej nie chciała, tylko niedawno bezwzględnie wydaliła .
Jednak długo się nie smuciła, bo nagle zaszumiało, zabrzęczało i nadleciało muszysko, potem kolejne i zrobiło się rojno i gwarno. Ucieszona kupa przysiadała z nadzieją, że wreszcie ktoś się na niej poznał, że budzi zainteresowanie.
Muchy były pięknie przez kogoś nazwane i dumnie się przedstawiały kupie- jesteśmy Rudzice nawozowe.
Wdychały upojny zapach które wyczuły już z daleka przy pomocy swoich superczułych receptorów węchowych .
Początkowo zagilgotały kupę swoimi odnóżami, bo spożyły lekki posiłek z jej zawartości a potem przystąpiły do pracy. Musiały się spieszyć, bo wiosenne słońce grzało mocno i wysysało wodę z kupy tworząc pancerny na niej kożuch, którego muchy nie umiałyby przegryźć.
Za paniami muchami nadleciały panowie, którzy w aurze zapachów kupowych poczuli wielką jurność i nawet podjęli walkę o panie . Walka ta była gwałtowna, brutalna i zawzięta. Wreszcie się stało, wszystkie panie zadowolone z zalotów, nasycone szybkim seksem i zapłodnione jak natura przykazała złożyły jajka we wnętrzu kupy.
Uff, udało się. Teraz pora odpocząć. A z jajek już zaczęły wyglądać larwy. Ich mamy i ojcowie odlecieli w poszukiwaniu dalszych przygód, zostawiając swoje dzieci w miejscu, gdzie miały bardzo dużo pożywienia . Resztki jedzeniowe, częściowo już strawione, nasycone pożytecznymi bakteriami stanowiły dla larw smakowite i pożywne jedzonko. I w ten to oto sposób łaskawa matka przyroda uwolniła rodziców małych musząt od obowiązku karmienia.
Kupa była zadowolona, pomimo tego, że jej objętość malała, ale tym się nie przejmowała, spełniła swój obowiązek bo stworzyła warunki dla nowego życia i mogła spokojnie zniknąć z trasy, gdzie turyści z obrzydzeniem ją omijali. Czuła się spełniona czysta i szlachetna.
Do zaschniętych jej resztówek spokojnie podążyły śliczne żuki gnojowniki i dopełniły dzieła unicestwiania…
I gdy nadeszła dziewczynka- Zuzia , spytała mamę- dlaczego muchy lubią kupy. A mama napisała do pana Wojciecha Mikołuszko a ten pan odpowiedział na łamach Wyborczej z 13.06.2014 roku podpierając się wiedzą zawartą w książce „ Owady polskie” prof. Marka Kozłowskiego . Pan ten objaśnił dziewczynce właśnie to co przedstawiłam powyżej , jeno ozdobiłam, nieomal personifikacji dokonałam a także wspomniał o tym, że w przyrodzie jest rozpowszechniony zwyczaj zjadania kup. Jednak nigdy zwierzęta nie zjadają kup swoich pobratmców. Za dużo w nich bowiem wirusów, bakterii i pasożytów, które są związane z przewodem pokarmowym jednego gatunku. Dlatego też np. psy nie zjadają kup psich ale gdy potrzebują witamin, zjadają odchody innych osobników też pełne odżywczych składników ale dla nich czyste . Jaka odwieczna, zachwycająca to mądrość przyrody. Nic, tylko się zachwycić.
Poczytawszy ten artykuł, właśnie doznałam takiego uczucia.
Jedynie informacja o uzyskiwaniu ulubionego przez mnie miodu spadziowego nie budziła mojego entuzjazmu. Otóż dowiedziałam się, że są to kupy mszyc, zjedzone przez pszczoły i potem przez nie zwymiotowane. Brr…jednak postanawiam nie zapamiętać tej informacji i może jesienią zapomniawszy poliżę łyżeczkę wypełnioną ciemnym słodkim ulepkiem. Nie wiem zresztą jak to będzie jesienią, ale kto to wie co będzie jesienią….
