Teksty brata- Zenona Łukaszewicza. Krystyna Kamińska.

 

W tomiku Zenona Łukaszewicza pt. ” Mój alfabet czyli pstryczki i potyczki”  wyd. w 1993 roku nakładem Związku Twórczego Pisarzy Polskich.( tomik ten znajduje się w Polskiej Bibliografii Literackiej Instytutu Badań Literackich PAN w Warszawie) znalazłam tekst o Krystynie Kamińskiej , wielce zasłużonej dla Gorzowa literatce i organizatorce życia kulturalnego. Ta opowieść zamyka okres do 1993 roku, gdyż wtedy wydano ten tomik….

 

 

 

<< Krystyna Kamińska

 

  Znana i wielce zasłużona dla regionu gorzowska dziennikarka wcześniej była pracownikiem naukowym WSP w Zielonej Górze, jako doktor nauk humanistycznych prowadziła zajęcia z młodzieżą studiującą polonistykę. Po przeprowadzce do nadwarciańskiego grodu szybko rozpoczęła współpracę z miejscową prasą, udzielając się aktywnie w stowarzyszeniach społeczno- kulturalnych, później wykazując wiele inicjatyw jako miejsca radna, przez pewien czas przewodnicząc komisji kultury. Albowiem sens  życia tej z pozoru oschłej intelektualistki sprowadzał się i nadal sprowadza do wszechstronnych zainteresowań i aktywnej obecności w kulturze, pojmowanej bardzo szeroko- od amatorskiego ruchu po dokonania profesjonalistów. Tę rozpiętość jej fascynacji widać wyraźnie w pracy na rzecz Gorzowskiego Towarzystwa Kultury, jak i w zauroczeniu miejscowym teatrem, którego spektakle od wielu lat relacjonuje w sposób rzetelny i przejrzysty, choć nieraz wzbudza opinie kontrowersyjne, polemiczne wobec ferowanych przez nią ocen…

    Moje kontakty z Krystyną Kamińską sprowadzają się właściwie do trzech zaistniałych

 „ stopni wtajemniczenia” i mają charakter raczej typowo sporadyczny i okazjonalny. Gdy jeszcze mieszkałem w Gorzowie, ona zapewne w tym czasie przebywała w Zielonej Górze. Później musieliśmy się rozminąć, zmieniając nasze miasta pobytu. Dlatego też, zapewne podczas moich burzliwych gorzowskich lat, nie miałem okazji poznać Krystyny. Ale oto przy końcu 1979 roku nadarzyła się taka okazja. W tym miejscu muszę nieśmiało wyznać, że- oprócz krytyki literackiej- czasami zajmowałem się tzw. Twórczością oryginalną. Doświadczenia gorzowskie posłużyły mi zatem do napisania opowiadania , opartego na tamtych realiach , mającego charakter rozrachunkowy z tym wszystkim , co dane było mi przeżyć w mieście nad Wartą. Ten tekst miał się początkowo znaleźć w kolejnym almanachu prozy lubuskiej, lecz wcześniej postanowiłem go zaproponować miesięcznikowi „ Ziemia Gorzowska”, wydawanemu już przez RSW , choć pod patronatem Gorzowskiego Towarzystwa Kultury, I tak oto opowiadanie trafiło w ręce Krystyny Kamińskiej, która była w owym czasie w zespole redakcyjnym pisma. Podczas pobytu w Gorzowie odwiedziłem redakcję i z Krystyną przeprowadziłem dość długą rozmowę o tym tekście. Rozmowa miała charakter konsultacyjno- adiustacyjny i muszę wyznać, że z wdzięcznością słuchałem jej uwag, uwag krytycznych, acz bardzo rzeczowych i słusznych. W końcu poszedłem na pewne ustępstwa, coś tam wyrzuciliśmy z tekstu. I w rezultacie  to opowiadanie pod tytułem „Tylko echo?” ukazało się w styczniowym numerze „ Ziemi Gorzowskiej” z 1980 roku. Nie ukrywam, że dzisiaj tego tekstu nie chciałbym nigdzie opublikować, dostrzegając jego artystyczne słabości.

     Po raz drugi spotkałem Krystynę Kamińską w Serocku pod Warszawą, gdzie mieścił się ośrodek szkoleniowy RSW. Urządzono tam właśnie seminarium dla zastępców redaktorów naczelnych gazet codziennych i periodyków. Jako wiceszef „ Nadodrza” musiałem- chociaż z wielką niechęcią- w nim uczestniczyć. A było to za kadencji Waldemara Świrgonia, sekretarza KC PZPR do spraw kultury, zwanego potocznie „ Darem młodzieży”, jako że wywodził się z młodzieżowego ruchu wiejskiego spod szyldu ZMW. Było zimno, pomieszczenia niedogrzane, szybko nabawiłem się anginy i jako tako dotrwałem do zakończenia kursu, a to przede wszystkim dzięki troskliwej opiece Krystyny i Alicji Zatrybówny, które aplikowały mi cytrynę. Któregoś dnia zjawił się w Serocku Waldemar Świrgoń , aby wygłosić mowę do znudzonych żurnalistów funkcyjnych. A następnego dnia w Gorzowie miało się odbyć plenarne posiedzenie KW PZPR , poświęcone kulturze regionu. Gdy Krystyna dowiedziała się , że do Gorzowa wybiera się właśnie Świrgoń, szybko zmieniła sukienkę na bardziej wytworną i przekonała sekretarz KC, iż ona musi być na tym plenum. Dzięki umiejętnej perswazji udało się jej szybciej  wyjechać z Serocka, aby następnego dnia helikopterem ze Świgoniem wylądować w Gorzowie. Jak opowiadali naoczni świadkowie, ku zdumieniu miejscowych prominentów , przybyłych na  powitanie sekretarza KC, jako pierwsza w drzwiach helikoptera ukazała się majestatycznie dostojna….Krystyna Kamińska, a za nią dopiero oczekiwany gość. Choć brzmi to jak anegdota , to jednak zarazem w jakiś sposób charakteryzuje osobowość red. Kamińskiej- jej stanowczość i umiejętność pragmatycznego sposobu życia.

   I wreszcie- bodajże cztery lata temu, w Lubniewicach nastąpiło kolejne spotkanie. Wypoczywałem w ośrodku zielonogórskiego WZGS, Krystyna- na campingu gorzowskiej „ Warty Tourist”. Była rozluźniona, bezpośrednia i bardzo sympatyczna. Chociaż urlopowała, to jednak nie marnowała czasu. W pokoju swojego domku miała maszynę do pisania, sporo lektur pomocniczych i raz w tygodniu maluchem jeździła do Gorzowa, aby w redakcji pozostawić materiał prasowy. Zaiste, imponowała mi swoją pracowitością i sumiennością, zwłaszcza, że mnie ogarnęło wówczas wspaniałe lenistwo.

         Dzisiaj Krystyna Kamińska jest zastępcą redaktora naczelnego „ Ziemi Gorzowskiej”, wytrawną publicystką i sprawną  reporterką, po uroczej i niezwykle sympatycznej Ani Makowskiej- Cieleń przejęła rządy w Gorzowskim Towarzystwie Kultury. Ostatnio pod jej redakcją i w jej wyborze ukazał się zestaw tekstów poświęconych Papuszy, zebrany w tomie

 „ Papusza czyli Wielka Tajemnica”. Jest to jeszcze jeden z dowodów na to , że Kamińska nie ustaje w popularyzowaniu kultury regionu. A jak powiadają złośliwi, nawet w imię tych zacnych celów przygarnęła ze Szczecina pewnego poetę, który dzięki niej znalazł przytulisko w Gorzowie….

       A swoją drogą to ludzi jej nieprzychylnych nie brakuje!. Nawet w Zielonej Górze mocno rozgniewany jest Zbigniew Ryndak, którego tekścik o Papuszy znalazł się w jej publikacji, bez jego wiedzy i zgody, a do tego nie otrzymał książki, nie wspominając już o należytym honorarium….Ja sam wspominam czasy dobrych obyczajów, gdy gratisowo otrzymywałem gorzowskie wydawnictwa. Ba, tak. Były to przecież jednak naprawdę inne czasy.

 

 

 

Korespondencja

 

   Zenku! Dziękuję ci serdecznie za życzliwy tekst w „ Nowej”. Przyznam, że przypomnienie historyjki ze Świgoniem jeszcze teraz mnie zabawiło. Zresztą Bronka Słomkę widać także, bo ten fragmencik włączył do swojego felietonu w „ Ziemi Gorzowskiej”. Natomiast zupełnie nie pamiętam naszego- jak widać- pierwszego spotkania, gdy pouczałam Cię jak pisać opowiadanie. Rumienię się w tym miejscu.

    Są w tym tekście drobiazgi nie całkiem precyzyjne, ale dla całości nieistotne. Byłam radną nie miejską a Wojewódzkiej Rady Narodowej i moja komisja obejmowała oświatę, wychowanie i kulturę. Po drugie i ważniejsze. Ja nigdy nie mieszkałam na stałe w Zielonej Górze. Przeprowadziłam się do Gorzowa już po Twoim  stąd wyjeździe. Pracowałam 5 lat na WSP, miałam pokój w hotelu asystenckim, raz w tygodniu z niego korzystałam, ale nigdy formalnie w Zielonej Górze nie byłam zameldowana, więc nie mieszkałam. Czego dzisiaj żałuję , ale już się nie zmieni(…..). Krystyna( List nie datowany) >>

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *