W czasie pobytu w Rakowie, Mama przyjaźniła się z księdzem Żukiem, który uczył razem z Nią w szkole.
Zresztą nie było osoby w miasteczku, która by o nim powiedziała złe słowo.
Był jedynym księdzem w tej parafii.
Drobnej postury, z ryżawymi włosami, wnosił wszędzie uśmiech i pogodę ducha. Emanował dobrocią i łagodnością. Był skromny, uczynny i biedny. Nosił sutannę gęsto połataną i wypłowiałą.
Opiekował się biedną młodzieżą, wszyscy do niego lgnęli i wielokrotnie szukali pomocy lub porad w rozwiązywaniu różnych problemów szkolnych i domowych.
Gdy był czas na lekcję religii, ksiądz Żuk przybywał do klasy . Tam czekały na niego z utęsknieniem dzieci wyznania katolickiego. Po małych Żydów przychodził rabin a po dzieci wyznania prawosławnego- pop. Te dzieci ociągając się nieco przechodziły do innych pomieszczeń na swoje zajęcia. Mówiły głośno, że też chciałyby posłuchać tego o czym opowiada ksiądz Żuk. Ale miały poczucie obowiązku i nie protestowały głośno.
Nikt się temu nie dziwił, wszyscy uważali, że różnorodność wyznaniowa jest normą. Dopiero dalsze karty historii pokazały jak straszliwa może być nietolerancja. Ksiądz uczył religii, ale też organizował zajęcia sportowe, w meczach piłki nożnej sam brał udział, zakasawszy uprzednio poły sutanny. Poza tym był animatorem różnych czynów społecznych. Na zachowanym zdjęciu z naszego rodzinnego albumu widać grupę młodzieży , która pod batutą księdza sadzi nowe drzewka wokół szkoły.
On dawał moim Rodzicom ślub, przedtem musiał ośmielać Mamę, by się nie krępowała pójść do niego do spowiedzi, gdy mu to wyznała w rozmowie w szkole. Mój Tato opowiadał, że ksiądz wygłosił do nich piękne i mądre kazanie.
Taki był niezapomniany ksiądz rakowski- ksiądz Żuk.

