A miało być o muzyce…
Gdy przekraczaliśmy próg Filharmonii, zagarniał nas wielki świat. Już nie baraszkowaliśmy jak zwykle, ale poważnie zajmowaliśmy miejsca na parterze ogromnej wielkiej sali.
I była tylko muzyka. Tam słuchałam jak gra i oglądałam piękną młodą dziewczynę z długimi, kruczoczarnymi włosami, odkrycie w świecie muzycznym, która nazywała się Martha Argerich. Ileż minęło już lat, a ona stale koncertuje. I nadal jest piękna, może tylko trochę inaczej…
Po koncertach Kajtek zrywał się z miejsca i inicjował spontaniczne wielkie wszechogarniające brawa. Potem pędziliśmy za nim za kulisy. Tam jeszcze raz gratulował artystom i prosił o autografy. Wcześniej zaopatrywaliśmy się w programy. Ustawialiśmy się za Kajtkiem grzecznie w kolejce po upragniony podpis światowych sław.
Muszę zajrzeć do naszych programów teatralnych zbieranych przez Mirka i schowanych w tekturowej walizce z dawnych czasów. Leży ona w pawlaczu szafy w naszej nadbużańskiej posiadłości, w Gulczewie. Może znajdę tam program sprzed ponad 40 lat z podpisem wielkiej pianistki, może nie, nie wiem…
