Lament po odejściu Marka….

Po prawej  Małgosia i Marek…..

 

Lament

Co zrobić Marku , by nie zapomnieć, byś nie wtopił się w tło nasze nadbużańskie.

Byś się stale materializował w naszych oczach wysoki i smukły , nieodmiennie u boku Małgorzaty, gdy idziecie do lasu- Małgoś z koszyczkiem na grzyby a za Wami dwa koty – matka i syn urodzony już na Żoliborzu, bo  bezdomna, przybłąkana i zaopiekowana przez Was okazała się być ciężarną. …

Żebyś wpadał gdy jedziecie po zakupy do Wyszkowa z pytaniem co  kupić i wszystko staranie zapisywał na karteczce…

Gdy właśnie kończymy obiad na tarasie , punktualnie jak w zegarku-  żebyś wtedy przychodził na pogawędkę. Bo przedpołudniowe prace na działce już wykonane, a Małgosia się położyła , bo utrudzona.

Żebyś zgadzał się wtedy na wodę z sokiem, siadał pod modrzewiem w zapachu lipy  i ciepło opowiadał o wuju i cioci, rodzince w podwarszawskiej miejscowości, tacie, który pracował przed wojną jeszcze w Elektrowni Warszawskiej , potem jej bronił przed szkopami i do końca swoich dni spotykał się z kolegami z pracy- co Ty kontynuowałeś…..

Żebyś swoim niskim, spokojnym głosem snuł opowieść  o Kocie, który nieodmiennie wdrapuje się na drzewo przed innym dzikim i musisz przystawiać drabinę, by pomóc mu zejść- bo jak wiadomo koty uwielbiają włazić na drzewo, ale potem nie potrafią lub się boją drogi w dół…..o kocie który znika w chaszczach i wieczorami trzeba go wołać…a nocą w ogóle go nie widać, bo czarny i nikt go nie chciał po urodzeniu, a zabrali te wielobarwne…

Żebyś na nasze nieporadne skargi na cieknące krany, wucety bez uszczelek czy inne „niespodziewanki „ z którymi sobie nie radziliśmy- od razu stawał do pomocy i czasem po żmudnych i trudnych działaniach obwieszczał, że jest ok , przy okazji instruując Mirka w tym temacie….

Co zrobić gdy taras przecieka a ściany piwniczki pokrywają się grzybem żebyś widział to i radził, a nawet sam się zabierał za bielenie i odgrzybianie naszych ścian….

Żebyś przynosił z lasu , który zawsze Was widział z Małgosią, tylko z Małgosią,  nieodmiennie z Małgosią, ciekawe poskręcane korzenie i tworzył z nich dzięki zręczności pięknych dłoni i wyobraźni różne różności m.in. świeczniki , których sporo w Waszym domku a i u nas jeden się znalazł….

Żebyś z nami uwielbiał sąsiada działkowego – Profcia, czyli Pana Profesora Witolda Ramotowskiego , który wszystkim pomaga sam, z własnej woli widząc problem i którego dłoni odlew gipsowy zrobiłeś….

Co zrobić, Marku byś nie odszedł w nasze nadbużańskie tło  i był stale z nami…

Nie wiem….

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

One Reply to “Lament po odejściu Marka….”

Pozostaw odpowiedź Paulina Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *