poniedziałek, 16 stycznia 2012 5:53
Było jeszcze bardzo wcześnie, gdy weszłam do gmachu rektoratu AM w Poznaniu przy ul. Fredry. Budowla piękna z zewnątrz, miała niezwykłe wnętrze. Wielki, sięgający nieba hall, a na dookolnym obwodzie wspinały się na wysokość kilku pięter malownicze krużganki.
Staliśmy jak grupa spłoszonych zwierzątek. Wreszcie ktoś do nas wyszedł i zostaliśmy podzieleni na podgrupy iskierowani do różnych sal. Tam każdy dostał osobne, oddalone od innych miejsce. Miejsca te unosiły się do góry, tworząc wizję sali kinowej. Ale to nie było moje ukochane i przyjazne gorzowskie kino „Słońce”. Tutaj było surowo i poważnie. Czułam, że właśnie rozpoczyna się prawdziwe życie. I w takiej to atmosferze zabarwionej grozą startowaliśmy.
Rozdano nam płachty papieru z pytaniami, bo egzamin był pisemny.
W maksymalnej koncentracji umysłu czytałam kolejne pytania z fizyki, potem z chemii i udzielałam odpowiedzi oraz rozwiązywałam liczne zadania.
Następnego dnia pisaliśmy egzamin z biologii. Należało omówić jakiś problem, dokonując wyboru z kilku zaproponowanych tematów. Napisałam jakiś elaborat. Potem był egzamin z języka rosyjskiego i wydawał się niezbyt skomplikowany.
Jeszcze czekał nas egzamin ustny, a właściwie rozmowa z komisją. Nazywany był testem na inteligencję. Wiadomo było, że mogą być zadawane pytania z różnych dziedzin życia. Weszłam trochę spięta. Padały różne pytania z zakresu wiedzy licealnej, na które odpowiadałam zwięźle. Ale ostatnie pytanie mnie radośnie zaskoczyło. Jakaś pani zapytała o ulubioną lekturę. I wtedy poczułam, jak mi rosną skrzydła u ramion. I pofruuuunęłam. Bo jeszcze w LO w czasie lekcji, trzymałam pod ławką otwartą książkę, którą pochłaniałam nie pamiętając o bożym świecie. Była to pozycja „Ciała i dusze „ van der Meerscha. Przeniosłam się w świat tej książki i tak zapamiętale opowiadałam, aż wreszcie dotarła do mnie sucha uwaga komisji – dziękujemy pani.
Wyszłam, unosząc ze sobą świat mojej książki…
Potem wróciłam moim ukochanym pociągiem do Gorzowa. Tam miałam dom, czekali na mnie Rodzice. Nie czułam niepokoju. Wiedziałam, że co ma być to będzie. Zrobiłam wszystko, by zdać te egzaminy.
