Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 4 ). Dzieciństwo, Gniezno, kardynał Wyszyński…

Jezioro Jankowo Dolne k/Gniezna. zdj własne.

Tym razem   było tak –  pozornie banalnie.  W początkowej fazie  naszej znajomości – ale  gdy już odkryłam  Mariolę dla siebie- wrzuciłam na FB  to zdjęcie  jeziora  , moja stara znajoma-napisała chyba jesteś w krainie Midasa bo ta barwa wody – stare  złoto) – po czym nagle przyfrunęła opowieść Marioli. Jakże poważna, dotykająca tylu problemów, jak zwykle ciekawa – wspomnienie z Jej dzieciństwa ….

 

Oto zdjęcie, które wczoraj otrzymałam od Marioli –  ta Dziewczynka ( chyba z Mamą  i Bratem) to najpewniej Ona, w wieku kiedy przeżywała  wydarzenia, które opisała poniżej . ( oryginalne słowa Marioli pozwalam sobie zaznaczyć mocniejszą czcionką ) ….

„Urodziłam się w Gnieźnie i miałam tam różne przeżycia np. powrót Wyszyńskiego z Komańczy .  On stał na balkonie Pałacu Prymasowskiego, w dole pełno ludzi (ja też) a na dachach domów wojsko z karabinami skierowanymi w dół na ludzi a Wyszyński prosił: bądźcie spokojni, idźcie do domów w spokoju, nie dajcie się sprowokować! To był WIELKI CZŁOWIEK !!!”

Wspaniałe, Mariola, to , co piszesz – może jeszcze coś opowiesz – czekam. Dziękuję , odpisałam….

Na szczęście długo nie czekałam, bo oto przyszedł następny wpis na mess  od Marioli :

Kazałaś coś napisać-  więc nadal o Gnieźnie. Czasy komuny, Poniedziałek w szkole – las rąk w górze na początku każdej lekcji. Pani pyta o co chodzi ? jesteśmy nieprzygotowani bo wczoraj był prymas starczyło- nie pytali! Jeszcze wcześniej przyjeżdżał nie tylko do kurii ale odwiedzał też przedszkola które wówczas prowadziły tylko siostry zakonne, Opowiadał, słuchał nas i bawił się z nami np. w kółko. Normalny człowiek, dziadek nasz można powiedzieć. Mam wiele zdjęć z tego okresu. I usprawiedliwiam się – nie pisałam bo wnuk mnie absorbował – teraz jest na wakacjach z rodzicami więc będę pisała !!!

Następnego , lub jeszcze tego samego dnia Mariola pisze:

To będzie o święcie św. Wojciecha w katedrze gnieźnieńskiej , w ołtarzu głównym stoi trumna św. Wojciecha z jego relikwiami ( net na pewno ją pokazuje). Każdego roku w niedzielę poprzedzającą 23 kwietnia czyli święto Wojciecha jest w Gnieźnie odpust w sobotę – wtedy trumna jest przenoszona z katedry przez całe miasto do kościoła św. Michała – tam całonocne czuwanie, a w niedzielę rusza procesja z kościoła św. Michała do katedry. Uczestniczą w niej wszyscy biskupi ( tam po raz pierwszy widziałam Wojtyłę) oraz delegacje z wielu parafii w Polsce czyli mnóstwo feretronów itp. Przed katedrą msza w czasie której WSZYSCY śpiewają Bogurodzicę ( chór przewodzi)… Przywołuje to opowieści o dawnych wojach tyle kościelne znaków- obok ok. 600m dalej, na dużym placu stragany i koguciki na druciku, waty …. i pamiętam że często w tym dniu padał deszcz co psuło humor i ….zwykle gdy byłam mała były nowe buty bo noga urosła przez zimę no i po procesji bąble na piętach. Ale głupotki przypomniały mi się dzięki Tobie koleżanko miła…

Odpisałam, że mnie wzruszyła ta opowieść, bo wszystkie te informacje można znaleźć w necie – ale o odczuciach świadomego już wtedy historii dziecka – jak Bogurodzica przywodząca na myśl dawnych wojów , rynek – gdzie koguciki na druciku, deszcz i bąble na piętach , bo buty nowe – Mariolku – tego nikt jeszcze nie opisał …

A poniżej zdjęcia, które znalazłam w internecie ….

Gniezno, 1966 – od 10 lat trwają przygotowania i obchody Tysiąclecia Chrztu Polski, a władze komunistyczne , w tym czasie , zakryć to katolickie święto, organizują obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego … kardynał Stefan Wyszyński razem z ludźmi ….czy ktoś wtedy myślał o izolacji dostojnika i ochronie …

Zwykły człowiek , dziadek – pisze Mariola …Stefan Wyszyński …

Pamiętny czas, pamiętne zdjęcie i pomnik na Jasnej Górze ….

Jak daleko odeszliśmy od tamtego wydarzenia, tamtej radości, dumy, szczęśliwości – i gdzie teraz jesteśmy – może nie powinnam tego pisać – ale musiałam, proszę wybaczyć ……

 

 

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 3 ) . Szpital w Kępnie – Serce wśród Serc.

Zanim zamieszczę opowieść Marioli, chciałam objaśnić jak to jest z podtytułami tego Pamiętnika . Na moje pytanie  Mariola odpowiedziała – redaguj jak chcesz. Więc podtytuły są moje – do dyskusji, ew. zmiany, jeśli Ktoś zaproponuje …

I jeszcze jedna informacja – Mariola   rozpoczynała swoje życie zawodowe w Szpitalu w Kępnie ( był to rok 1971 lub 1972) , nie wróciła do Poznania. Pozostała wierna temu Miastu, temu swojemu Miejscu w Życiu i Ludziom, którzy Ją pokochali i nadal dają temu wyraz ….

Wzruszam się, gdy czytam to,  co napisała w swoim do mnie  liście – Mariola, koleżanka ze studiów, którą poznałam dopiero teraz ( o czym było w pierwszym wpisie do Jej Pamiętnika),  po 53 latach od tego naszego pierwszego roku Akademii Medycznej w Poznaniu . Nasze Spotkanie jest albo ciekawym przypadkiem a może  jednak zrządzeniem Losu …..

Maria J. Nowakowska teraz, zdjęcie skopiowałam z Facebooka, gdzie sama je zamieściła. Komentarze pod zdjęciem – pewnie jakiś kolega – wyglądasz jak hippiska – tyle barw; i kilka wpisów od wiernych pacjentów – o, nasza Pani Doktor … ( muszę tam zajrzeć i ew. wszystkie skopiować)

A oto zapowiedziany list od  Marioli :

zachęcona Twoim ” pisz wszystko” piszę:

 wróciłam właśnie z kaplicy szpitalnej – msza

czasami tam chodzę – spotykam kolegów, pogadamy

dzisiaj też tak było – spotkałam pielęgniarki z oddziału, które mnie ze sobą zabrały

kawa, domowe ciasto i .. niech no pani siada- wyrosły włoski na brodzie- to usuniemy

czyli wróciłam do domu po strawie duchowej, cielesnej i jeszcze gładka na twarzy

        Takie były zawsze. Gdy po udarze trafiłam z OIOM- u na wewnętrzny codziennie rano przychodziły, brały mnie na wózek i wiozły pod prysznic i dopiero ja położona do czystego łóżka a one wracały do siebie….

Jak byłam lepsza a jeszcze nie pamiętałam liter przynosiły książki dla dzieci  i od nowa poznawałam ? uczyłam się ?

 Muszę przyznać że miałam wielkie szczęście do ludzi.

Kucharki wiedziały że lubię mleczną zupę ( dzieci nie chciały to ja zawsze piłam bo zostawała  w wiadrze) więc po udarze codziennie kucharka przynosiła mi kubek takiej zupy na wewnętrzny,  bo dla wewnętrznego  nie gotowały….

 inny dowód

z lasów przywozili nam do szpitala choinki. Panowie z ekipy oprawiali, a ja brałam kilka gałązek

i znowu  – po udarze  – telefon do mnie : gałązki zostawiliśmy w portierni, proszę niech ktoś odbierze

i tak jest do dziś…..

 miłe jest też to że do dzisiaj dostaję przepiękne kwiaty na imieniny od obecnego szefa i dziewczyn

 nie muszę przekonywać że smak tej zupy i zapach daglezji  jest nie do przecenienia

 tak samo miła jest dzisiejsza kawa

 może odbierzesz to jako chwalenie się ale nie – dla mnie to tylko przemiłe wspomnienia

 wnuk ( lat 4 ) przyszedł powiedzieć że zrobił ciasto na pizzę a tata TYLKO mu pomagał więc ruszam sprawdzić

miłej niedzieli

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej. Dlaczego Mariola?

wykadrowałam z grupowego zdjęcia, które przysłała mi Mariolka…oto Ona, z okresu studiów . Nie wiem dokładnie z którego roku – nasze studia trwały od 1965do 1971…

I jeszcze jedno moje, autorki bloga, wyjaśnienie :

Już w naszej pierwszej  rozmowie telefonicznej, Mariola, bo tak Ją wszyscy zwą,  wyjaśniła mi , dlaczego używa innego imienia niż zapisane w dokumentach. Ponoć  w czasach, w tych późnych latach 40 ubiegłego wieku, kiedy to się obie urodziłyśmy, imię Mariola nie było jakoś uznawane. Dlatego też Jej  Rodzice nadali  dwa imiona- Maria Jolanta, z których wybrane i połączone  pierwsze sylaby  dawały to jedno, upragnione i od niedawna dla mnie fajne- bo związane z Jej postacią – imię – Mariola .  Nie wiem dlaczego tak było – może nigdy nie było św. Marioli- a zwyczajowo wówczas imię dziecka powinno bazować na jakiejś osobie świętej . Pisząc o tym, chcę wyjaśnić  młodym obecnym jak było kiedyś .  Bo teraz już tego problemu nie ma i można nazwać dziecko nawet imieniem jednego ze storczyków, jak choćby imię mojej niespełna 7 miesięcznej  prawnuczki- Cataleya….. 

Wg mnie już wstępne wyjaśnienie tego problemu wiąże się z Jej pedantyczną naturą niezbędną w diagnozowaniu i leczeniu maluchów, choć późniejsze nasze kontakty świadczą, że jest Osobą bardzo Pogodną, z Wielkim poczuciem humoru, więc chyba trochę „ rozwichrzoną „- jak nazywam osoby mi bliskie mentalnie i emocjonalnie. Gdy do tego dodać Jej Magnetyzm, który mnie zniewolił już na wstępie- ciężka choroba, z której wyszła i doświadczenie, dotknięcie tej Drugiej Strony , Drugiego Brzegu życia i powrót do rzeczywistości z zapamiętaniem tego co widziała i przekazanie tego nam w prostej zda się opowieści, spowodowało, że jestem pod Jej urokiem ….…..

zdj własne

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej. Wstęp autorki bloga.

Kochani,  od dziś mam wielką przyjemność gościć w tym blogu moją Niezwykłą   Koleżankę z pierwszych trzech lat studiów na Akademii Medycznej w Poznaniu, Wielce Szanowną i Poważaną panią doktor  Marię Jolantę Nowakowską, pediatrę, wieloletniego Ordynatora Oddziału Dziecięcego w Kępnie .  

Na marginesie tylko muszę dodać, że nie zapamiętałyśmy siebie nawzajem z czasów studenckich ( zresztą w Poznaniu studiowałam tylko przez 3 lata, o czym już w blogu wielokrotnie pisałam). Nasza znajomość i moja  fascynacja tą Dziewczyną  wybuchła nagle , zupełnie niespodziewanie. Ale po kolei.

Jeszcze niedawno, bo w maju tego roku,  Jurek Marcinkowski (JTM), którego pamiętnik  niedawno tu zamieściłam , napisał do mnie w kilku słowach ,  że nasz rok właśnie wraca z corocznego, odbywającego się od 25 lat zjazdu- wycieczki koleżeńskiej do Olsztyna i okolic i że siedzi w autokarze obok Marioli, z którą sobie mile gawędzi. Wprawdzie przebyła udar, ale jest w świetnej formie , choć twierdzi, że ma od tego czasu dziury w głowie.  Wtedy też  nic mi to nie mówiło- fajnie, że sobie gawędzą- a to ciekawe określenie, którego użyła też nie otworzyło we mnie żadnej klapki w mózgu- choć mi się spodobało. Bo spostrzegłam , że ma dystans do siebie i jakieś otwarcie na innych. Nie każdy tak ma. Bywa, że ludzie zamykają się w sobie, zwłaszcza po chorobie lub urazie. To, że wzięła udział w męczącej koleżeńskiej wyprawie też nie zapaliło we mnie żadnego światełka.   Nie kojarzyłam Dziewczyny. Obojętność, zamknięcie we mnie i tyle.

Potem , gdy  JTM stworzył ze swoich znajomych ( jak mówił , przypadkowo) grupę na Messengerze, zauważyłam, że jest tam też Mariola. Zapytałam więc Irenę, czy to Ta, z naszego roku- potwierdziła. Nadal zero zainteresowania z mojej strony. Mariola czasami się odzywała w Grupie, ja też coś wrzucałam. Było to raczej takie zwykłe ble- ble, jak kiedyś się mawiało. Ptaszki, kwiatki, niebo malowane stale inaczej. W mojej głowie, nieustannie krążył podtekst,  że wszystko to, co piękne na świecie to jest dzieło  Kogoś na górze i że jest celowo ułożone …Więc czasami wrzucałam taką myśl, która przechodziła w tym towarzystwie bez echa. Aż nagle…..stało się ….poczułam jak przysłowiowy grom z jasnego nieba” spadła” na mnie i zaistniała w moim życiu niezwykle intensywnie – Mariola,  do tej pory mi zupełnie obojętna . A stało się to za sprawą tego, co napisała , po moim lakonicznym –  wierzę w życie po życiu.  Poprosiłam o opowiedzenie. Po chwili dostałam tę krótką odpowiedź:

„No to było tak z udarem – zawsze byłam „ szkiełko i oko” a nie „ czucie i wiara” i nie wierzyłam w opowieści o zaświatach, a tu po udarze gdy byłam nieprzytomna, co wynikało z opowieści kolegów,  widziałam obok swojego łóżka szpitalnego wszystkich zmarłych kolegów i koleżanki ze szpitala- rysy znane ale przezroczyste- równo ubrani w jakieś zwiewne opończe, uśmiechnięci, ręce wyciągnięte po mnie dodawali mi otuchy- zaczęłam podnosić się by iść z nimi i spojrzałam na kolegę którego bardzo lubiłam ale nasze poprzednie , gdy jeszcze żył , rozmowy wyglądały na zaczepki. Widząc go teraz, też powiedziałam- odczep się nigdzie z tobą nie idę…Wtedy wszyscy uśmiechnięci odsunęli się w bardzo jasną świetlistą smugę- drogę . Gdy byłam w lepszej kondycji zaczęłam po raz pierwszy w życiu czytać o takich zjawiskach i wiele razy powtarzało się, że bliscy przeprowadzają na drugą stronę zmieniło mnie to trochę i nie jestem już taka ostro na NIE no i jeśli  tak jest   to nie ma się czego bać…………… „

Dotarło do mnie tak nagle, wyraziście,  jakby zobaczyła Anioła, że „stoję” przed  Świadkiem, jedynym jakiego znam, który dotknął Drugiej Strony Życia . Bo czytałam opowieści różnych ludzi, o podobnych doznaniach, które niektórzy tłumaczą zwykłym wytworem niedokrwionego mózgu .….a ja wierzę, że jest inaczej, że te opisywane przez wszystkich, którzy wrócili do naszego świata,  podobne doznania, obrazy i odczucia są prawdziwe , bo towarzyszyłam umieraniu trzech najbliższych osób, w domu- byłam przy Nich sama……ale to inna opowieść…..

            Teraz, po wielu mailach , które do mnie  napisała Mariola , wiem, że  jest  Osobą Pogodną, z Poczuciem Humoru, z dystansem do siebie , empatyczną i ma bardzo dużo do opowiedzenia. Pytana przeze mnie a  nawet nie-  wrzuca   historie ze swojego życia, które układają się w Pamiętnik – spisując je  na gorąco,  bo jak mówi-  otwierają się  klapki w Jej mózgu 🙂 trochę pozamykane przebytym udarem, ale też zwykłą naturalną ludzką-  często gdzieś ukrytą , przycupnięta, czekającą na ujawnienie- pamięcią zdarzeń…..

Dziękuję Ci, Mariolu, że pojawiłaś się w moim życiu i zechciałaś gościć tym blogu…..

Dziękuję też Jurkowi, bo  od Niego Wszystko się zaczęło i że jest  naszym Przywódcą  🙂

Zdjęcia własne.