Krzysztof Linke – Profesor wielkiej aktywności, Wspaniały Kolega i Zwykły Człowiek ….

Krzysiu Linke – jak napisałam wczoraj –  był mi  zupełnie nie znany w czasie naszych wspólnych studiów na Akademii Medycznej w Poznaniu i naturalnie później, więc nic osobistego o Nim nie mogę opowiedzieć . Pozostają jedynie relacje  Kolegów … .

Gdy przed niespełna dwoma laty  ( chyba w lutym 2017 r.  ) nawiązałam kontakt z Leszkiem Milanowskim na FB a za Jego sprawą z innymi Kolegami,  w naszych rozmowach nieustannie wracał temat nagle zmarłego zaledwie dwa miesiące wcześniej ( w grudniu 2016 roku) – Krzysztofa  Linke  .  Wszyscy Koledzy byli jeszcze w szoku, przeżywali potężną traumę, tym bardziej,  że jeszcze w październiku  tego znamiennego 2016 roku bardzo wesoło spędzali czas na  kolejnym zjeździe – wycieczce naszego roku – w Gnieźnie, z Krzysiem na czele który był istną  Duszą Towarzystwa… – integrował, rozbawiał, dowartościowywał nawet nieco zakompleksione koleżanki, zabierał całe towarzystwo na lody …. Chyba cała Starówka Gnieźnieńska była wtedy pełna radości i młodzieńczej energii tej grupy wcale nie nastoletnich już medyków …..  pewnie wszystkim się zdawało, że kto jak kto ale Krzyś jest nieśmiertelny , że nie złamie Go żaden problem – bo wszystkie rozwiązuje , że Zwycięża , daje radę …. I że kolejne wspólne podobne chwile będą się powtarzały ….  Jakże złudne było to myślenie, jeśli w ogóle wtedy było, choć na pewno przyszło w momencie ostatecznego ziemskiego pożegnania ….

           Po 2 miesiącach od nagłego odejścia  Krzysztofa Linke –   w numerze marcowym 2017 roku Biuletynu Wielkopolskiej Izby Lekarskiej zamieszczono krótkie, serdeczne , koleżeńskie wspomnienie – właściwie dwugłos Ireny Masłoń i Jerzego T. Marcinkowskiego.   Nie byłoby nic dziwnego, że potwierdzają Oni oficjalne dane, kim był, czym się zajmował i pasjonował zawodowo , z kim spotykał,  jakim był Kolegą, jakie miał plany  – jednak stale mam w pamięci pierwszą krótką opowieść o wydarzeniu w którym uczestniczyła m. in. pisząca wspomnienie Koleżanka .

W tej opowieści Krzysztof Linke  – Krzysiu ….. rozmyślam nieustannie – jawi się jako chyba pogubiony w tamtym czasie i w tamtej przestrzeni Profesor. Czy roztargniony , czy trochę naiwny ale na pewno dość bezradny wobec zaistniałej sytuacji.

To takie Ciepłe, Ludzkie, Zwyczajne …… Ten temat jest stale dla mnie otwarty – nie mogę przestać analizować….

Pod linkiem :  https://wil.org.pl/wp-content/uploads/03_2017.pdf  można przeczytać te właśnie  wspomnienia .

                           Jednak należy się oderwać od  rozmyślań na temat tego, co kryje się czasem za wielką aktywnością , wysoko ustawioną poprzeczką w życiu zawodowym czy pozorną żywiołowością i stałym może pozornym otwarciem  na świat i ludzi – jakie wnętrze się odkrywa gdy człek zostaje sam, jak sobie radzi z klęskami i własnymi słabościami…. A że Krzyś lękał się emerytury, która nieubłaganie nadchodziła, że nie widział swojego miejsca w opuszczanej z tego powody klinice , a może i w zwykłym życiu nie widział miejsca  –  tego oczywiście nie wiemy i nie warto analizować, bo i po co ? Można jedynie domniemywać o Jego lękach obawach czy problemach ostatnich lat  z dość zdawkowych opowieści Kolegów. No cóż Krzyś był po prostu Człowiekiem …. Może trochę innym niż my, ale tylko Człowiekiem ….

                            Już dość rozważań które prowadzą donikąd. 

 I dlatego   zapraszam do fajnej spontanicznej  jakże radosnej opowieści Mariolki  z którą trochę pogadałyśmy mailowo  o Krzysiu. Opowiadane przez nią historyjki – obrazy powodują, że Krzyś jest wśród nas – stale żywy, zarażający energią . I taki już pozostanie …..

Treści naszej rozmowy skopiowałam i dałam swój tytuł, z którym może Mariolka się nie zgodzi – więc mogę zmienić, gdyby …..

 

Krzysztof Linke. Zdjęcia otrzymałam od Jerzego T. Marcinkowskiego

 

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej  (  26  ) . Wspomnienia przemiłe o Krzysiu Linke .

Zosiu – Klaro pytasz o Krzysia. Jaki był ?

– Dusza człowiek np. jechaliśmy do małżeństwa kolegów z naszego roku – Drewsów ( jeden z naszych corocznych zjazdów) – zbliżamy się do granicy  polsko – niemieckiej – a tam przy drodze mnóstwo straganów z krasnalami.

 Krzysztof zatrzymuje autobus, zbliża się do krasnali – bierze kolejno, przystawia do swojej twarzy pytając czy podobny i kupuje  🙂

Potem uroczyście wręczył Marlenie i Piotrowi Drewsom prosząc by stał w ogrodzie przed domem – bo podobny do niego 🙂

Wyobrażasz sobie ile było śmiechu.

Nie zadzierał nosa profesorskiego, zawsze wesoły i skłonny do zabawy którą często inicjował

Odparłam :

Świetna historia ,

Właśnie takie soczyste najfajniejsze

Bo tytuły zaszczyty wszędzie można znaleźć

Po chwili przyfrunął kolejny mail od Mariolki :

– inny obrazek – też z wyjazdu ( nie pamiętam dokąd)

mijamy inny autokar  obok którego leży człowiek

– nasz zatrzymał  się i na drogę wysypała się cała masa medyków –  chyba ze 30 – każdy przepełniony powołaniem chciał pomagać – ale oczywiście każdy miał inną wizję jak to realizować 🙂

i wtedy Krzyś profesjonalnie, jak nas tego uczą i jak my powinniśmy to realizować – ryknął na nas :  do autokaru – zostaniesz ty i ty ! 

 POKAZAŁ CO TO ZNACZY BYĆ AUTORYTETEM  

– pamiętam Go zawsze uśmiechniętego

– lubiłam słuchać Jego wykładów – czasami gdy byłam u mamy w Poznaniu (zawsze sprawdzałam co się dzieje w centrum dydaktycznym na Przybyszewskiego bo to kilka przecznic od mamy i obok mojego kościoła parafialnego – więc po drodze)

chodziłam na różne wykłady niekoniecznie z pediatrii- słuchałam też jego wykładów a były ciekawie prowadzone, z wtrętami humorystycznymi co rozluźniało atmosferę, dawało chwilę wytchnienia i pozwalało na powrót skupić się na prowadzonym temat

Krzysztof też był  bardzo towarzyskim ludzikiem – zawsze pierwszy tancerz –  to on rozkręcał nasze wieczorki – jeśli nie  w parach to wężykiem, w kółeczko a wszystko z nieustającym humorem ….

– po jego śmierci czytałam nekrologi w gazetach  poznańskich ( Głos Wielkopolski” , ” Gazeta Poznańska” ) – oprócz patetycznych były też bardzo ciepłe od pielęgniarek. Nie potrafię dokładnie przytoczyć ale chyba były o …… „tatulku” ….

 

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 25 ). Mariolka na „ wywczasach „ , Grębanin i Potworowski.

Specjalnie dla  Kuracjuszek  w Grębaninie z Mariolką na czele  ( bo może nie dotrwają  w czytaniu do końca tego wpisu z racji intensywnych zabiegów ) – zaczynam od obrazów Tadeusza Piotra Potworowskiego , którego śladami chodzą po pałacu a może spotykają się z jego duchem lub innymi malarzami, którzy tam miesiącami gościli …

 

Tadeusz Piotr Potworowski : Przed lustrem , 1932

Tadeusz Piotr Potworowski ; Portret żony z córką , 1938

Tadeusz Piotr Potworowski; Cyrk; 1939

Tadeusz Piotr Potworowski, Uliczka w Hiszpanii , 1945

 

Któregoś dnia , gdy rozmawialiśmy w messengerowej Grupie na temat nadchodzącej zimy i ew.  wypadu np. do Egiptu ( oczywiście w marzeniach ) i obejrzeliśmy nad – Czerwonomorskie krajobrazy  ,  Mariolka napisała :

piękne widoki – ja już spakowana na rehabilitację . Odnowią mnie tak, że mnie nie poznacie

wprawdzie już przedtem mówiła, że ma zaplanowany ten turnus i zniknie nam na 3 tygodnie – ale teraz już sytuacja nabrzmiała 🙂

jadę na 3 tygodnie – to długo – ale przypomnę sobie czasy gdy właśnie tam z obecnym szefem organizowaliśmy turnusy rehabilitacyjne dla dzieci z wadami postawy ( musieliśmy zdobyć namioty wojskowe , zakwalifikować czyli badać dzieci ze wszystkich okolicznych szkół , pilnować zabiegów itp. )

 ALE WIECZORY BYŁY WESOŁE PRZY GITARZE I ŚPIEWACH.

Na dodatek jest tam jeszcze Zosia – kucharka która świetnie gotuje a na dodatkowy dodatek  J jedziemy tam razem –  4 koleżanki i mamy 2 sale wyposażone  we wszystko co potrzeba.

Czyli będzie miło i jeszcze wrócę do zdrowia

No to Super, odparłam, myśląc jaka jest dzielna – po powrocie zza światów – o czym nam pisała – ciężkim udarze – żyje pełnią życia – niejeden by się „ zapadł w sobie „, odizolował albo wsłuchiwał w swój organizm „ czy coś nie szwankuje „. Mariolka idzie do ludzi , ze swoim uśmiechem, pogodą ducha i życzliwością !!!

 

A gdzie ta rehabilitacja, zapytałam :

Może pisałaś

Ale nie zapamiętałam – jeśli tak….

Rozglądaj się

Wszystko nam opisuj

No i ćwicz ćwicz ćwicz

Ooo piszę jak mamusia  ocknęłam się w tej nieustannej roli

Znalazłam to co napisałaś – fajne – tylko teraz nazwa miejscowości !

Mariolka od razu wrzuciła :

będę w Grębaninie  –  wsi pod Kępnem  –  jest to jeden z oddziałów szpitala w Kępnie -oddział rehabilitacyjno – leczniczy. Po udarze tam stawiali mnie na nogi a jak już pisałam wiele różnych miłych wspomnień mam z tym miejscem z lat młodości

Od rana będę Cię wypatrywała na Mapie Google:)

Mariola na to :

wypatruj – w drodze będę śledzić lasy , pola i myśleć o Was wszystkich.

Szybciutko znalazłam w necie i wrzuciłam link :

Oddział Leczniczo – Rehabilitacyjny SPZOZ
63-600 Grębanin; 97
62 782 74 30

O, jak tam pięknie, rzuciłam oglądając zdjęcia.

Pałacyk chyba

Muszę zgłębić

Mariola:

o !!!!!!! znalazłaś- jesteś niesamowita. postaram się zrobić zdjęcia wnętrz. Nad wejściem jest taras a mój pokój będzie właśnie za nim .

Był to pałacyk księstwa Potworowskich *wnętrza są też ładne – postaram się zrobić zdjęcia np. jadalni . Oczywiście wszystko obecnie wewnątrz zmodernizowane

 

A Mariolce miłego rozpakowywania się i zagnieżdżania na turnusie

W tak pięknym pałacyku to też strawa duchowa – odparłam …

 

Mariolka właśnie czyta tekst poniższy 🙂

a tak naprawdę na zebraniu Rady Gminy Kępno 1990, zdjęcie z netu

 

*Tu niewielkie uzupełnienie z netu :

Tadeusz Piotr Potworowski herbu Dębno ( 1898 – 1962 )- polski malarz, scenograf i pedagog.

Pełnię jego życia , miejsca które odwiedzał i zaangażowanie można poczytać w materiałach źródłowych w internecie .

 

-Jednak czytając –  zmieniłam zdanie – bo postać to tak interesująca , że  streszczę oraz zacytuję  to co w Wikipedii. ( może kuracjuszki w ośrodku Rehabilitacji w Grębaninie z Mariolką  na czele, zechcą tu przeczytać : ) wyodrębniam akapity , bo w Wikipedii wszystko zlane w „magmę”  ) …..

 

Ojciec – Gustaw Seweryn Potworowski herbu Dębno – był dyrektorem motorów Diesla w Warszawie , matka Jadwiga z domu Wyganowska zginęła tragicznie w Zakopanem gdy Tadeusz Piotr miał 15 lat.

Wówczas ojciec  wywiózł trzech synów do rodziny na Kresy.

Tadeusz Piotr – po ukończeniu gimnazjum wstąpił do pułku ułanów i brał udział w bitwie pod Krechowicami. Po I wojnie światowej rozpoczął studia architektury na Politechnice Warszawskiej, ale wkrótce został ponownie zmobilizowany.

W kampanii bolszewickiej, pod Zamościem  był ranny , w efekcie  zdemobilizowany co umożliwiło mu podjęcie studiów na ASP w Krakowie.

Miał zajęcia w pracowni Józefa Pankiewicza i wtedy związał się z Komitetem Paryskim.

W 1924 roku razem z kolegami Komitetu wyjechał do Paryża.

Jednak tam, jego kontakty z kapistami  uległy ochłodzeniu, wynajął osobną pracownie na Montparnasse.

Utrzymywał bliskie relacje z Tadeuszem Makowskim i Tytusem Czyżewskim.

„Na organizowany przez kapistów słynny „Super Jazz Bal du Montparnasse” przygotował dekorację odtwarzającą dno morza.”

W 1928 roku poznał w Paryżu Magdalenę Mańkowską – studentkę antropologii, wkrótce wzięli ślub i wrócili do Polski gdzie urodził się ich syn Jan.

Zamieszkali w majątku żony w Rudkach pod Szamotułami. W pałacu  w Rudkach gościli miesiącami wielu artystów – przyjaciół – m. in Jana Cybisa.

„W 1931 odbyła się pierwsza wystawa Kapistów w Warszawie. w Klubie Artystów w hotelu Polonia, oraz wystawa pod nazwą Nowa Generacja w Instytucie Propagandy Sztuki, gdzie otrzymał nagrodę za obraz Trzy kobiety we wnętrzu.

W 1932 w Poznaniu w Salonie Makowskiego zorganizowano indywidualną wystawę artysty.

Po podziale majątku Rudki, w roku 1935 Potworowscy przenieśli się do majątku Grębanin należącego do Mańkowskich. ( pogrubiłam czcionkę , by Mariolka nie przegapiła tej informacji J )

W 1937 r. artysta otrzymał srebrny medal na Międzynarodowej Wystawie Sztuki i Techniki w Paryżu, oraz nagrodę ministra spraw zagranicznych.

Pierwszą dużą, indywidua2lną wystawę miał Potworowski w 1938 w Instytucie Propagandy Sztuki w Warszawie, a następnie we Lwowie.

Po udziale w kampanii wrześniowej 1939  ukrywał się w wiosce nad Bugiem, a następnie przez Kowno dostał się do Szwecji. Pod Sztokholmem pracował fizycznie, ale też malował i rzeźbił. Miał także liczne wystawy swoich prac.

W 1941 roku udało mu się sprowadzić żonę i dwójkę dzieci.

W 1943 cała rodzina przedostała się na Wyspy Brytyjskie. W Londynie był przez pewien czas prezesem Stowarzyszenia Polskich Artystów, publikował artykuły i od 1948 roku regularnie wystawiał swoje prace w Gimpel Fils Gallery.

W 1949 roku został profesorem Bath Academy of Art w Corsham. Był członkiem postępowej London Group i prestiżowje Royal West of England Academy.

W latach 50 ubiegłego wieku dużo podróżował   – odwiedził Hiszpanię, Włochy, Francję i ślady tych podróży można znaleźć w jego obrazach.

W 1958 roku przyjechał do Polski.

Po powrocie do kraju, miał pierwszą wystawę  w poznańskim Muzeum Narodowym .

Następne wystawy odbyły się w Krakowie, Sopocie, Warszawie, Wrocławiu i Szczecinie. Bardzo dobre przyjęcie jego twórczości przyczyniło się do podjęcia decyzji o pozostaniu w kraju.

Artysta objął pracownie malarstwa w PWSSP w Poznaniu i Gdańsku.

Na XXX Biennale Sztuki Współczesnej w Wenecji dostał nagrodę.

W styczniu 1962 odbyła się w Muzeum Narodowym w Poznaniu wystawa indywidualna prac Potworowskiego powstałych po powrocie do kraju.

W marcu 1962 r. miał wystawę w Galerie Lacloche w Paryżu.

Zmarł 24 kwietnia 1962 w Warszawie, spoczywa na Cmentarzu Powązkowskim w Alei Zasłużonych. „

 

A oto charakterystyka jego twórczości :

 

„Z wszystkich członków Komitetu Paryskiego najwcześniej porzucił postimpresjonizm dla własnych poszukiwań.

W swoich obrazach wprowadzał elementy geometrii, malarstwa materii, a nawet informelu.

Obrazy Potworowskiego, wyróżniające się kompozycją, były zawsze budowane w oparciu o harmonię barw.

Często eksperymentował, by uzyskać najsubtelniejsze rozwiązania kolorystyczne. Stosował również technikę collage i wzbogacał obrazy o elementy fakturowe.”

 

Wybrałam też bardzo ciekawe zdania, które zapisał :

 

w 1952 roku –

„Umysł ludzki rozwija się tylko w kontakcie z naturą, skoncentrowany na sobie degeneruje się”.

W 1961 roku –

„Malarstwo przychodzi w chwilach zupełnej rozpaczy, kiedy zdaję sobie sprawę, że jestem zamknięty w pokoju bez drzwi. Pułapka śmierci, jedyna droga wyjścia. Obijam się o gładkie ściany. Malarstwo to walka z nieznaną, przerażającą, nieprzeniknioną ścianą mojej świadomości” .

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Potworowski

https://culture.pl/pl/tworca/tadeusz-piotr-potworowski

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 24 ). Poród w pantalonach.

 

Za oknem  wichura, deszcz zacina, leniwie jaśnieje dzień . Liście opite wodą do granic wytrzymałości spadają na głowę. To już koniec złotej jesieni 2018 roku….

I wtedy na blogową „arenę „wkracza Mariolka. Jak zwykle z opowieścią i swoim uśmiechem –  uśmiechem pomimo wszystko. Bo temat to poważny.

Dyżur w Pogotowiu Ratunkowym, chyba jeden z pierwszych, wezwanie do porodu. Pewnie pora przed świtem , bo wtedy najczęściej rodzą się dzieci.

Gdy czytam opowieść Mariolki, krótką , ale pełną treści –  wtłaczają się moje wyobrażenia, myśli – bo to też nasz czas, nasze przeżycia – pewnie w jakiś sposób podobne, choć porodu w karetce nie odbierałam, ale bywało różnie …..

I widzę tę Młodziutką Dziewczynę – tak, wszyscy tacy byliśmy w tych pierwszych latach 70 ubiegłego wieku –  gdy  wciska się do karetki, bo jest duża a jeszcze ta wielka jasna burza na głowie którą rozwiewa wiatr i zahacza włosy od kostropate drzwi karetki  – a karetka niska, mała, ciasna – może stara Warszawa, a może już Fiat – czy Nyska – wysoka ale do której trzeba się wdrapywać – nie pomnę  – ale wtedy takie były – tylko polskie samochody – bo „żelazna kurtyna” a Zachód  jak mawiały nasze władze – „zgniły” – więc be. Byliśmy cywilizacyjnie zapóźnieni o pół wieku ….  

 Dobrze pamiętamy to wewnętrzne  uczucie przejęcia i drżenie serca, ale na twarzy siła i energia –  twarz pokerowa – bo duma, że jesteśmy lekarzami  –  więc pełna mobilizacja i opanowanie – niesiemy  pomoc ludziom – to nasze hasło przewodnie . To nasza misja. O to walczyliśmy ucząc się z zapałem do egzaminów na AM i przez 6 lat studiowaliśmy „ gryząc „ wiedzę –  osiągając upragniony dyplom. Więc mamy to, czego pragnęliśmy ….

Karetka mknie, podskakuje na wyboistych ulicach – wszyscy pamiętamy takie „ jazdy”, gdy głowa uderzała o dach a trzeba było założyć „ wkłucie „ do żyły, reanimować, sprawdzać parametry życiowe – bo urządzeń stale monitorujących nie było …..i dowieźć pacjenta żywego do szpitala. Bo zgon w karetce to wielkie komplikacje – nie mówiąc o traumie załogi , z którą potem żyje młody lekarz ……jak dobrze to znamy …..

Ale ad rem . Mariolka kiedyś napisała w Grupie, krótko – ale jak wspomniałam otworzyła nam nasze wspomnienia, stale w nas żywe ….

wezwanie do porodu – jedziemy daleko, rodzącą na nosze i powrót do szpitala. Karetka pędzi, kobieta krzyczy więc stajemy na poboczu blisko szpitala.  Odebrałam poród w tej małej karetce, zaopatrzyłam pępowinę i  na oddział. Tam gromki śmiech bo ….kobieta ma na sobie wielkie pantalony a z nogawki zwisa pępowina. Takich różnych przypadków każdy z nas ma cały zbiór, prawda?

 Jurek odpisał : wielka prośba do Mariolki: jakie to są te wielkie pantalony i czy nie przeszkadzały w porodzie?! Czy kobieta może urodzić nie zdejmując dużych pantalonów?

Oczywiście nikt z nas  nie udzielił odpowiedzi na to pytanie – tylko u wszystkich zadziałała wyobraźnia . Jak widać – Jurku – można, czego dowodem opowieść Mariolki 🙂 i Jej odpowiedź – wyobraź sobie że do tego porodu też bym nie uwierzyła! Nogawka w nich była tak wielka czyli szeroka że ja NIE WIEDZIAŁAM że one tam są – myślałam że są 2 spódniczki 🙂

Tak sobie gawędziliśmy w naszej messengerowej Grupie, którą przypadkowo założył Jurek . A  co się kryło za tą opowieścią i zda się banalną rozmową – napisałam we wstępie.

Miłego Dnia, mimo wszystko….

Zdjęcie Mariolki jest Jej własnością, przyrody moje…

 

 

 

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 21 ) . Fajna metoda :)

 

Uwielbiam te zdjęcia !!!! 🙂

Wczoraj moje urodziny, dziś śp. Krzysia Urbańskiego i refleksje smętnawe nad upływem czasu, nieuchronnym losem jakże często niesprawiedliwym….

I w takiej sytuacji przyszła mi z pomocą – kto? – oczywiście Mariolka i Jej lekkie teksty, z uśmiechem a jednocześnie z życia wzięte …..

Zapraszam do poczytania – miłego weekendu 🙂

któregoś dnia dostałam taki mailik od Mariolki :

witam w ten piękny ranek

Tadeusz jeszcze zmęczony śpi więc ja chcę być cicho by go nie budzić – nie kręcę się po mieszkaniu ( Mariolka kiedyś pisała, że Jej Połowa czyli Tadeusz bardzo intensywnie dyżuruje i chyba nadal jest ordynatorem oddziału neonatologii w mieście sąsiadującym z Kępnem – przyp. Z.K.)

co pozostaje w tej sytuacji ???? – komp

a przy kompie wpadło mi wspomnienie to opiszę – następna głupotka :

 był w szpitalu „sprytny”  pracownik od sprzątania terenu

chłop lubił odwiedzać bary i pić napoje wzmocnione w większych ilościach

mieszkał daleko , w polu

znalazł więc sposób na łatwiejsze powroty do domu

dzwonił z baru że w danym miejscu leży nieprzytomny  a potem tam się kładł i czekał

gdy przyjechała karetka kazał odwozić się do domu …. 🙂

… któregoś dnia mam dyżur, wezwanie do nieprzytomnego na drodze

zajeżdżamy na miejsce – Bernard

sanitariusz mruga do mnie, podchodzi do Bernarda, chwyta przegub i mówi : pani doktor – on nie żyje

podchwyciłam temat i mówię dajcie nosze, musimy zabrać – nie zostawimy go tutaj – Bernard nie żyje

  – dają nosze, kładą go – Bernard nie daje oznak życia

   gdzie wieziemy ?

   do kostnicy- nadal zwłoki

  podjeżdżamy do szpitala po klucze od kostnicy – nie ma zmiany – Bernard nie daje oznak życia …

   otwierają drzwi kostnicy – nadal nie ma reakcji – Bernard nie daje oznak życia …

 biorą nosze – są na schodach do wejścia  i nagle przerażony Bernard gwałtownie zeskoczył z noszy  – puścił soczystą wiązankę  i biegiem  się oddalił 🙂

nasz śmiech był nie do opanowania

ale telefony o nieprzytomnym się skończyły 🙂

                          no to pośmiej się trochę  dzisiaj bo wierzę że jak pomyślisz sobie o tej sytuacji i wyobrazisz sobie uciekającego z noszy Bernarda to uśmiech na twarzy Twojej i męża się pojawi

miłego dnia

Zdjęcia małej i dużej Mariolki są własnością Marii J. Nowakowskiej. A kotów- własne .

 

 

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 20 ). Mariolka „ szybko śpi „ :)

Zdj własne – specjalnie dla Mariolki – bo morze jest jej  wielką miłością …

Od kilku dni z wielkim zdenerwowaniem i ogromną intensywnością szukam  –  jak na razie bez efektu –  ciekawych opowieści Mariolki o pierwszych latach pracy, które chyba „ diabeł ogonem nakrył”. Ale za to  odkryłam ten mail, który spokojnie drzemał na poczcie . Okazuje się, że nie nadążam – ale cóż o cierpieniach „ twórców” czy raczej „ odtwórców „ napisano wiele  :).

Tym razem rzecz będzie o „szybkim śnie”  Marioli – zaskoczyło mnie to świetne Jej sformułowanie , o którym tak pisze :

 

Maria J. Nowakowska. Zdjęcie jest Jej własnością i już kiedyś je tu pokazywałam. Fajne dla mnie – co w tym uśmiechu i oczach się kryje ? – powoli Ją poznajemy – co jest wielką frajdą , jak kiedyś się nazywało dużą radochę czy coś podobnego 🙂

witam Cię
jak zobaczysz o której piszę to uwierzysz że szybko śpię
miałam to od zawsze –  czym denerwowałam rodziców którzy spali jak normalni  ludzie ale w życiu skorzystałam na tym :
dyżury nie były nigdy dla mnie uciążliwe, śmiały się pielęgniarki że nie zdążyły zadzwonić a już byłam bo słyszałam
słyszałam też płacz dzieci ale często to czego nie powinnam też
🙂
mam nawet dowód  na to dyżurowe niespanie –
–  zrobiłam  na dyżurach dwa albumy
— jeden rodzinny niby drzewo – od moich  dziadków ale wkleiłam małe opisy z datą urodzenia, zgonu i miejscem pochówku – wnukowie będą mieli przypominajkę –  tym bardziej że są to miejsca od morza do Tatr
—  a drugi który obecnie krąży po szpitalu – szpitalny : powklejałam chronologicznie zdjęcia począwszy od czasów z pielęgniarkami – siostrami zakonnymi
a że w szpitalu pracowaliśmy ale też były wspólne spotkania wigilijne, wielkanocne w dyrekcji a w  „klubie” zabawy sylwestrowe  poza tym spotkania , zjazdy konferencje – to zdjęć nazbierało się na gruby album
oczywiście  wszystkie opisane a że wiele osób już nie żyje – to młodzi mają co oglądać
często  się śmiałam  że te albumy są dowodem że czuwałam na dyżurach
🙂

czyli znowu potwierdza się reguła że nie ma tego co by na dobre nie wyszło !
W życiu też mi niespanie  pomogło bo dzieci – lekcje, mąż  ( który bardzo długo chorował i odszedł przed wielu laty – przyp. Z. K. ) – zabiegi, ćwiczenia, dom jak każda kobieta a potem nocami książki i nauka
czyli w górze wiedzą co człowiekowi dać  🙂

w rodzinie średnia snu  jest stała krajowa – brat mógłby zarabiać spaniem  🙂
– dwanaście godzin snu to dla niego mało …

… szukałam zdjęć bo wiem że miałam dziadka przed sklepem obok swojej fabryki likierów  i drugie z  wnętrzem sklepi, inne z babcią w aucie  i nie mam w szufladzie z albumami a nie chcę po nocy kręcić się by młodych nie budzić….

i tak zakończył się ten list – pewnie Jej myśl gdzieś dalej pobiegła, albo w końcu Mariolka zasnęła snem sprawiedliwego – więc już Jej nie budziłam odpowiedzią 🙂 – bo pewnie każdy mail sygnalizuje swoje przybycie  do smartfona jakimś mniej lub bardziej paskudnym – zwłaszcza w ciszy nocnej –  dźwiękiem …

Więc teraz piszę : Jesteś Wspaniałą Dziewczyną – z Wielkim Poczuciem Humoru – to samo mogłabyś opowiedzieć w zwykły, a nawet nudny sposób – a tu tyle moich uśmiechniętych buziek musiałam wrzucić – co na pewno mi wybaczasz 🙂

aż żal, że nie pracowałyśmy razem …

ale i tak jest cudnie, że Ciebie spotkałam i na pewno Koledzy myślą tak samo …

  • Mariolka wśród panów 🙂 zdjęcie z Jej albumu , już kiedyś tu wrzucone – ale tyle dynamiki w tej Dziewczynce – już wtedy !!!

 

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 19 ). Praktyki studenckie, trochę o zamiłowaniach, zwyczajach , jasnej cerze i o … laptopie .

Powtarzam się, ale to zdjęcie Marii J. Nowakowskiej –  uwielbiam – ta minka i te glany 🙂

A oto przyfrunęły przed kilkunastoma dniami  kolejne liściki od Mariolki  ( i czekają zniecierpliwione na swoją kolej – bo są jeszcze zapiski Kolegów naszych, które też tu wrzucam  ).  Nasza Znakomita Koleżanka- pediatra, ordynator, społecznik, kochająca poezję i aforyzmy  przyświecające Jej w życiu –  która jest dla nas Wielkim Odkryciem  – z czego jesteśmy ogromnie szczęśliwi że zdążyliśmy bo wszak  inni odkryli już Ją dawno – tak pisze :  ( powtarzam się – że nie ingeruję w tekst, jedynie dodaję od siebie uśmiechnięte buźki )

czytam twoje pamiętniki  ( do moich zawartych w rozdziale Na medycznej ścieżce- Mariolka chyba nie dotarła ) czyli pamiętniki JTM ( Jerzy T. Marcinkowski – przyp. Z.K. )
pisze on o praktykach studenckich i przypomniałam sobie moją i Teresy :
– załatwiłyśmy sobie w szpitalu w Gdyni ( mieszkanie było u mojej cioci ) …
pierwszą noc posadzili nas przy konającej staruszce – przeżycie okropne
dotrwałyśmy do rana
myślę że nas testowali bo następne dni były miłe – nawet pozwalali nam wcześniej wychodzić …
… no to wyszłyśmy i skierowałyśmy się prosto do Wydziału Oświaty oferując nasze usługi jako medyczki na  wycieczki  dzieci ze szkół i kolonii statkami  Gdynia – Hel – Gdynia
kłopotów wielkich nie było a czas spędzony  miło …
– praktyki  w sanepidzie 
( obowiązujące po 4 roku studiów na Akademii Medycznej – przyp. Z. K. )  załatwiłyśmy w Sopocie
tam nie puszczali nas same – za poważne działania mieli  🙂

ale zabierali na inspekcje lokali na plaży – po kontroli wracali do biura pisać raporty a my zostawałyśmy na plaży
wyniosłyśmy trochę z tej praktyki : w głowie  wiadomości o sanepidzie  a na plecach pęcherze od słońca 
🙂 ( zwłaszcza ja – blondynka wrażliwa na słoneczko)

            No to napisałam coś co mi się przypomniało
otwierają mi się szare komórki jak je do czegoś  zmobilizuję – dziękuję, bo to Twoja zasługa !

I tego samego dnia przypłynął do mnie kolejny liścik  od Mariolki :

witam

ja od rana gotuję obiad bo jak przyjadą młodzi to pewnie będą głodni jak wilczki

mieli być do jutra ale mapy pokazują obfite deszcze w tamtych okolicach więc czekam na nich

tym bardziej że oni lubią wcześniej wracać w czym się wspólnie zgadzają

to odwrotnie niż my – zdarzało się że z  drogi bezpośrednio szłam na oddział –  tam prysznic a  w szafie zawsze było coś do przebranie  więc po 5 minutach byłam gotowa

tak też wróciłam z wesela kuzyna w Poznaniu prosto do pracy …. 🙂

 każdy ma swoje przyzwyczajenia …

– mówią o ulewach w kraju a u nas tylko troszeczkę pokropiło . Widzę że muszę dać laptop do przeglądu albo wołać o zmianę na nowy  – bo gubi literki  i wiele muszę poprawiać a nie wszystko zauważę

miłej niedzieli życzę

 Fajnie podążać, Mariolko, za Twoimi płynącymi, różnobarwnymi myślami – lubię tak, moje dygresje czasem rozrastają się w istną hydrę. Dowiedzieliśmy się więc, że miałaś czy masz ciocię w Gdyni, że kochasz morze i dzieci, że masz jasną cerę wrażliwą na słońce. A czy masz piegi ? , bo ja zawsze, gdy pierwsze promienie – Mama mówiła, że po rosyjsku nazywają się tak ładnie – wiesnuszki .  Poza tym gotujesz obiadki Swoim i że Oni wracają zwykle wcześniej , inaczej niż Wy kiedyś – nad ranem 🙂 i że po podróży jesteś gotowa w 5 minut do pracy – skąd to znam – może nawet zostajesz na dyżurze ? – nie zapomnę dyżuru w pogotowiu – po nocy sylwestrowej na który zgłosiłam się prosto z balu ( dobrze, że dawali fartuch i można było startować do pacjentów nie w kreacji balowej 🙂  a ci  proponowali herbatę widząc panią doktor w stanie prawie takim jak oni ( no, nie alkoholowym – jeno wycieńczonym :).  No i wiemy, że Twój laptop gubi literki 🙂 .

Uwielbiam Twój minimalizm , nasza Mariolko Kochana !!!

Oczywiście Mariolkę wszyscy rozpoznają – ale dla niewtajemniczonych – to ta Jasna Dziewczyna na zdjęciu po lewej i  czwarta od dołu w tej ” piramidzie” koleżanek . Fotografie z albumu Marii J. Nowakowskiej.

a to zdjęcie moje, dedykowane Mariolce ….

 

 

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 18 ). W jakimś stopniu „ poukładana” tajemnica Mariolki ?

 

 

 

 

To zdjęcie Mariolki zaczerpnięte z internetu już było, ale powtarzam, bo fajne Jej zamyślenie ….Maria J. Nowakowska na posiedzeniu Rady Gminy…

Kiedy moje pytania nabrzmiewały po poprzednim wpisie pamiętnikowym Mariolki, a próby Jej namówienia, by otworzyła jakąś klapkę w mózgu – bo jak twierdzi – po udarze ma niektóre pozamykane – trwały i trwały, Jurek wrzucił  taki komentarz:

Znalazłem w Internecie: 2001, „Złote myśli ludzi wielkiego serca, umysłu, talentu”. Wydawca: Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”.
„…Bibliofilska pozycja zawierająca aforyzmy i cytaty z literatury polskiej. Współautorami są ludzie świata nauki, kultury i sztuki, przedsiębiorcy i społecznicy kształtujący polską rzeczywistość przełomu tysiącleci. Ilustrowana reprodukcjami obrazów mistrzów malarstwa polskiego i młodych adeptów sztuki malarskiej.”
Mariolko proszę prześlij nam Twoje myśli z tej Księgi!

No i się doczekałam, czy doczekaliśmy – bo nie wiem w jakim stopniu inni Koledzy byli aż tak bardzo zainteresowani. Dla mnie wyjaśnienie tej sprawy – to jakby pokazanie pełnej – jeszcze jednej twarzy naszej Koleżanki – nie tylko zwykłego lekarza, pediatry, czy nawet Ordynatora – ale społecznika  i Człowieka głęboko rozważającego nawet nie swoje myśli. 

  –  aż przed kilkoma dniami przyfrunął  od Niej mailik  takiej treści  :

to jest strona z książki o której była mowa

aż mi głupio że się to rozniosło bo  nie zasłużyłam na to w żadnej mierze no ale …stało się 

myśli nie moje lecz „ściągnięte ”  ( no tak, wg tego co znalazł w necie i wpisał w komentarzu Jurek – jest to pozycja bibliofilska – zawierająca ulubione aforyzmy i cytaty z literatury  wybrane przez ludzi, którzy się jakoś zaznaczyli w życiu i w działalności na rzecz  podopiecznych fundacji Zdążyć z pomocą )

kto mnie podał do redakcji nie mam pojęcia – podejrzewam że krwiodawcy bo kilka numerów mi zrobili m.in podali mnie na wybory radnego – zrobili plakaty i przeszłam …

Pewności jednak nie mam bo mimo że pytałam w redakcji zasłaniali się tajemnicą i nie wyjawili. Przewodniczącym tej edycji i głównym wręczającym książkę  w Zamku warszawskim był Religa !                                           Ale co ja opowiadam takie historyjki – Wy mieliście mnóstwo podobnych a nawet ważniejszych wydarzeń i nic nie mówicie …. ( e, Mariolko, nie bądź taka skromna i nie bij nam pokłonów – bo chyba niewielu z nas zostało dostrzeżonych – wykonywaliśmy swoją mrówczą pracę i może zostaliśmy tylko w pamięci kilku dawnych pacjentów – oczywiście mówię o sobie )

nie mniej przyznaję, że ta książka  jak i otrzymanie medali ( brązowy i srebrny) sprawiło mi satysfakcję że dostrzeżono taka małą mieścinę ( !!! )

kochani dopięliście swego a ja Wam dziękuję i to bardzo

                                  Mariola

 

Mariolko !

Podziękuj Pani Aldonie  – chyba Synowej za sfotografowanie oczekiwanej przeze mnie strony  ….

to bardzo ważne, że  współpracownicy Cię zgłosili – i wobec na pewno mnogości podobnych zgłoszeń z całego kraju – dostrzeżono  tam Ciebie, wybrano i  znalazłaś się w tej Złotej Księdze – to duma nie tylko Twoja i Twoich Bliskich – ale także  Twojego Miasta, Szpitala i Oddziału i my jesteśmy z Ciebie dumni  !!! Fajnie, skromnie  piszesz – dostrzeżono taką małą mieścinę 🙂

Jakie to ważne, że Twoi Ludzie widzieli  iż  żyjesz w zgodzie z myślami przewodnimi, które wybrałaś !!!! (  pisałaś, może jeszcze kiedyś tu przytoczę ten Twój list – że w dyżurkach pielęgniarskich i lekarskich –  zawieszałaś na ścianach mądre, budujące czy wspierające czyjeś tam wiersze – pewnie i te wybrane aforyzmy )

To ma większą wartość niż wymyślone i wygłaszane słowa – nawet najpiękniejsze i najmądrzejsze bez realizacji ich w życiu !!!!!

całuję Cię najmocniej

a na marginesie – pisz dalej swoje wspominki – może – co czułaś gdy pojechałaś po raz pierwszy po udarze na Zjazd Koleżeński – swoje uczucia, zachowania innych – czy coś bolało ????

PS.

  1. Nie masz pojęcia jak mnie kusi ( co mało realne, choćby z uwagi na dzielącą nas odległość – ale może ktoś z mieszkańców Twojego Kępna lub Rodziny to zrobi za mnie ? – by spotkać się z Pielęgniarkami czy Lekarzami z którymi pracowałaś –  (niezwykłe i nieczęsto spotykane jest to, co kiedyś napisałaś, że Twój Następca do tej pory niczego nie zmienił w gabinecie, który urządziłaś )– czy pacjentami i w ogóle mieszkańcami Kępna – pogadać „pa duszam” jak mawiają Rosjanie  – na pewno można by napisać ciekawą Twoją biografię . Przez całe życie zawodowe w jednym niewielkim mieście, dla którego porzuciłaś rodzinny Poznań, w jednym szpitalu – zaangażowanie w życie miasta – do tego zwykłe Rodzinne życie – problemy z chorobą Męża, o którego walczyłaś przez lata – wychowując dwoje dzieci – i pracując zawodowo – to naprawdę wartość .  Jesteś historią tego miasta !!!

2. Ale ad podstawowy temat tej pamiętnikowej kartki – wybrane przez Ciebie różne cytaty czy aforyzmy ( znajdują się na sfotografowanej stronie ze Złotej Księgi , podanej poniżej ) – są  jednoznaczne i też mi przyświecają, ale ten wybrany przez Ciebie z  Mickiewicza mnie zadziwił :

„Pierwsza mowa szatana do rodu ludzkiego

Zaczęła się najskromniej od słowa dlaczego ?”

… i znowu otworzyłaś moje  myślenie  i nastał dla mnie  wczorajszy dzień pełen rozważań – analiz swojego życia ….

Oczywiście w nauce zadawanie pytania DLACZEGO ma wielki sens , bo pozwala zrozumieć i otwiera możliwości badawcze , ale w życiu ?  …. Niestety za często zadaję ludziom to pytanie – starając się dojść do prawdy – przeanalizować – może wyciągnąć wnioski na przyszłość tylko … a wychodzi jedynie „ rozdrapywanie ran „ – czasu się nie odwróci , sprawy przegrane pozostaną przegranymi –  trzeba myśleć pozytywnie „ mogło być gorzej „ i żyć dalej , cieszyć  się każdym darowanym dniem 🙂 Bo jest pięknie, gdy nastaje świt …

Myszkując w internecie , co wczoraj czyniłam za Twoją sprawą, szukając odpowiedzi ludzi mądrych na ten temat –  znalazłam cytat z  Johna Maxwell Coetzee ( ur. 1940 – ) południowoafrykańskiego i  australijskiego  pisarza noblisty – uważanego w anglojęzycznym świecie za jednego z najważniejszych żyjących pisarzy – autora prozy psychologicznej – cechującego się analityczną błyskotliwością i wymownymi dialogami  ( podaję za Wikipedią )

Otóż powiedział on

Nie pytaj dlaczego, to ci nie nakłamią

Pogadajmy Mariolko …..

bmd

 

 

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 17 ) . Tajemniczy mail i znak zapytania.

 

Był taki dzień, jeszcze sierpniowy, tajemniczy dzień z Mariolką zakończony niewyjaśnioną zagadką … przypłynęły wówczas od Niej trzy maile w których snuła swoją myśl poczętą we śnie …. .

 

#  oj łobuzy moje kochane  ( było to do mnie i do Jurka ) – nie spałam dzisiaj przez was ? dzięki wam? wcale …

dlaczego –  napiszę jutro po powrocie do domu bo muszę coś sprawdzić – coś miłego dla mnie 

pozdrawiam

 

# Oczywiście zaglądałam do twojego bloga a że otwiera się tylko drugi odcinek z Leszka a pierwszego nie mogłam odnaleźć to zabrałam się za sprzątnie i tak mi zeszło J

 

# …. a śniło mi się  że była ciemna noc  ale tak ogromnie ciemna że morze było jednością z niebem – na brzegu stałam z Tobą i Jurkiem patrząc  w dal a tam pojawiło się maleńkie światełko

zbliżyło się do nas wolniusieńko  a gdy było blisko  okazało się ze płynie na książce „Złote  myśli ludzi serca ”  2001 r….

 

…. po powrocie do domu zaczęłam  szukać tej książki bo wiedziałam że też taką miałam ( w takiej byłam ujęta ) – przewróciłam wszystkie półki  by sobie odświeżyć tamten wpis i …nie mam!

tak sobie myślę  że COŚ kazało mi przypomnieć sobie stare dzieje a za przewodników  miałam Ciebie i Jurka jak to ostatnio w moim życiu  jest …

 

… napisałam z trudem bo jak zauważyłaś komputer mi źle pisze,  więc muszę za niego ostro się wziąć i naprawić

czyli znowu do roboty!! 🙂

 

# Zosiu   – to tę książkę  widziałam w nocy gdy stałam z Tobą i  Jurkiem nad brzegiem ciemnej wody ….

…. do dzisiaj zastanawiam się  jak się tam dostałam ( do książki nie nad wodę 🙂

– byłam zdziwiona gdy dostałam zaproszenie na Zamek w Warszawie po odbiór  –  było nas tam dużo z różnych profesji – próbowałam dowiedzieć się ale nie powiedzieli ….

…. kilka miesięcy poprzedzających wręczenie otrzymałam pismo z fundacji ” Zdążyć z pomocą” bym przysłała moje „myśli”, znowu za jakiś czas chcieli zdjęcie  (w tej fundacji  – działał też Religa który był obecny na wręczaniu ) i w końcu otrzymałam zaproszenie na wręczenie książki ale kto dał im moje namiary – skąd  się o mnie dowiedzieli to zagadka do dziś  ….

 

Zapytałam, jakie Jej  Złote Myśli są w tej  księdze –  by nam je podała – ale odpisała enigmatycznie – że zbierała różne 🙂

Pozostawiamy więc Mariolkę zadumaną nad zagadką ….

Bo nagle , już niedawno podsumowując nasze opowieści o omdleniach , pod wpisem z pamiętnika Mariolki Jurek wrzucił komentarz :

„Okazuje się, że wielu z nas, studentów medycyny, miało problemy z przyzwyczajaniem się do widoku krwi, pola operacyjnego… robiły się nam „miękkie nogi” a nawet mdleliśmy. Ale najważniejsze, że poszliśmy na medycynę aby pomagać drugiemu człowiekowi w chorobie, powrocie do zdrowia. I to wyraźnie widać z pamiętników Mariolki, także mocno zaangażowanej społecznie na terenie Kępna. Lekarz-społecznik – to jest to.”

Brawo Jurek – oto znalazłeś klucz do zagadki  nad którą głowi się Mariola – pozwalam sobie rozwinąć tę myśl – byłaś wspaniałym pediatrą, ordynatorem oddziału dziecięcego w Kępnie ale poza tym musiałaś działać aktywnie społecznie  na rzecz chorych – tak wielce – że ludzie Cię postrzegali jako Siłaczkę – i w dodatku ( podejrzewam ) lubiłaś mówić pięknie – może sama napisałaś te  Złote myśli – może ktoś spisał Twoje Złote Myśli i podał ww. Fundacji ?

Niestety ta Złota księga już nie jest dostępna  w internecie ( sprawdzałam )….

Może Mariolko uchylisz rąbka tajemnicy , jak to było ?????

Może chociaż przepiszesz  swoje Złote myśli z Księgi i nam wyślesz  ?

Czekamy !!!!

Ostatnie dwa zdjęcia otrzymałam od Marii J. Nowakowskiej.  Księgi ani Mariolki opisywać nie muszę 🙂

Pierwsze zdjęcie – własne

 

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 16 ). Kości, babcia, chirurgia ….

To zdjęcie małej Mariolki, czyli oficjalnie Marii J. Nowakowskiej już było, ale fajna z Niej była Dziewczynka i…..taka sama została …..radosna z czarującym , choć troszkę przekornym uśmiechem i wdrapująca się na kamienie –  dla mnie to symbol – pokonywanie przeszkód, wspinanie się  ….. 🙂 czy przyznasz mi rację , Mariolko ?

czy dalej lubisz śpiewać i robisz to z takim samym przejęciem i pasją ? zademonstrujesz na Zjeździe Koleżeńskim ?

Po pamiętnikowych opowieściach o omdleniach –  Jurka , Leszka i trochę moich, zapytałam Mariolkę jak to z nią było ?

Po krótkim czasie dostałam od Niej maila z następującą opowiastką . Jak zwykle historyjka się fajna „ wkręciła” …. Masz polot Dziewczyno !!!:

witaj kochana

pytasz o ważne rzeczy – zajęcia w Anatomicum, pierwsze operacje

na zajęciach byliśmy spięci, przerażeni i próbowaliśmy to oswoić żartami

moim sąsiadem był laborant  który wydawał kości – przynosił mi do domu to co było akurat potrzebne i mieliśmy pomoc do nauki – Bochenek i kości razem pomagały w zakuwaniu tej niezliczonej ilości nazw

ale i żarty z tym się wiązały

przyjechała babcia, siadamy do obiadu bez rodziców a ja przypominam jej o DOKŁADNYM  umyciu rąk

babcia wychodzi – przy jej nakryciu układam dłoń  od sąsiada 🙂

po powrocie babcia  przestraszona krzyczy a my oczywiście w śmiech  …

  …..  praktykę miałam w ortopedii u Degi

uprosiłam wejście na salę w czasie zabiegu

dzielna byłam do momentu gdy w ruch poszła piła  – dźwięk okropny, dziwnie słodki zapach – nie trwało długo i kolana stały się miękkie

opuściłam salę i już wiedziałam że zabiegowcem na pewno nie będę ….

  przyszli goście – przerywam pisanie , zameldowała Mariolka i zniknęła 🙂 …

….. w trakcie wędrówki z zakupami po moich Michałowicach, siadam na ławeczce w miniparczku , czytam to, co napisała i drążę temat – piszę do Autorki pamiętnika –  oczywiście na naszym Messengerze 🙂

Fajny tekst z rączką kościotrupa i babcią

Jak zareagowała Babcia ?

Napisz w mailu ok ?

Mariola odpowiada natychmiast :

babcia przestraszyła się początkowo ale że miała duże poczucie humoru to po kilku dniach odwzajemniła nam się – podała na talerzach surowy groch zalany wodą – prawdziwy obiad był schowany

Bomba napisałam – wyobrażając sobie pierwsze kęsy czegoś takiego w buziach , być może nawet połamane zęby, plucia na odległość i te miny  przy wytwornym stole  eleganckiego poznańskiego mieszkania Marioli 🙂

Teraz wiem po kim masz naturę żartownisi

Mariola na to :

coś w genach się przenosi – sama o tym najlepiej wiesz, prawda 🙂

ooo Mariolka „ „pije” do moich wspólnych korzonków z Marią Rodziewiczówną , pomyślałam i poszłam do domu ….. 🙂

Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 15 ). Obrazek z anatomii patologicznej.

zdjęcie własne

Moi Drodzy ! Jak zauważyliście, kartki z Pamiętników naszych Kolegów ze studiów na AM w Poznaniu  ( 1965- 1971)  tu się  nieustannie przeplatają. Ale tak ma być. One tak chcą, te nasze WSPOMNIENIA  chcą się spotykać, rozpoznawać, czasem identyfikować i czule dotykać , po czym  fruną w dal – podążając za NAMI –  bo tak naprawdę mieszkają w NAS – tu są tylko jako te przelotne ptaki, które usiłuję złapać w blogowe sieci 🙂

Maria J. Nowakowska, czyli nasza Mariolka, w czasie Sesji Rady Gminy, Kępno, 1991 rok. Wielce skupiona, a może się czai z jakimś pomysłem jak uzdrowić swoje miasto ? Zdjęcie z internetu.

Ale teraz już wracajmy do Pamiętnika Mariolki, ponieważ Jej świetny tekst  się  bardzo niecierpliwi, czekał dość długo, więc widzę, jak przestępuje z nogi na nogę 🙂 tzn. ja mam poczucie winy, że jeszcze go nie wrzuciłam … –

A było tak, ponieważ z niecierpliwością wypatrywałam  zdjęć od Autorki Pamiętnika  – w którymś momencie zasugerowałam, żeby  zrobiła zdjęcia ze zdjęć , nie czekając na czas wolny Syna – bo jak wiadomo młodzi czasu nie mają w ogóle. Za dobrze pamiętamy  nasz czas intensywnej pracy zawodowej czy „tylko hodowania ” dzieci …

Mariola nieomal od razu tak odpisała – a co najważniejsze, rozwinęła opowieść, która nagle przyszła Jej do głowy  – czym mnie , zresztą nie po raz pierwszy mile zaskoczyła  :

witaj

dzięki za pomysł że mogą być całe strony – zaraz idę do fotografa by mi zrobił …

… ponieważ dzięki Tobie myślę o  naszych wspólnych chwilach  wpadło mi do głowy wspomnienie :

 pierwsze zajęcia z anatomii patologicznej na Przybyszewskiego – prowadził doc. Łukaszewski ( pamiętam nazwisko bo przyjaciel Ojca i potem wiele mi pomógł w chorobie męża – sprowadził endoprotezę ze Szwecji bo u nas jeszcze ich nie było – oczywiście my musieliśmy zapłacić 1000 dolarów) …

…. no więc sala, stół a na nim zwłoki oczywiście nagie

zawołany jeden z kolegów ( oczywiście nazwiska nie podam )   zaczyna zestresowany referować ale zapomniał powiedzieć płci

docent go pyta : a płeć?

        mężczyzna

        nie – kobieta

        nie  – mężczyzna

 cisza  wielka –  w końcu kolega podchodzi od strony stóp chwyta i siłą rozchyla nogi nieboszczyka i podaje płeć

 rozbroił wszystkich – śmiech był gromki

 takie głupotki zostają gdzieś w zakamarkach mózgu i nagle wychodzą …

Mariolko

Wyobraziłam sobie Was, co jest łatwe, bo sama przeżywałam podobne sytuacje – ciężka jak przysłowiowy ” topór „atmosfera powagi ale też przerażenia – może już nie takiego jak w czasie zajęć na pierwszym roku z Anatomii Prawidłowej – ale choćby z powodu stałego nas odpytywania, zaliczania – i poczucia, że czegoś nie doczytaliśmy ( bo np. fajf wieczorny zaburzył pochłanianie wiedzy ) –  a w końcu i tak niemożliwe jest wiedzieć wszystko  …

A tu nagle kolega uparciuch  – w akcie odwagi a może tylko desperacji zdobył się na opisany przez Ciebie czyn – by udowodnić swoją rację – zaimponował mi – ciekawe czy potem został profesorem 🙂  ?

                      I jakby przy okazji dotknęłaś jeszcze jednego problemu – wieloletniej choroby Męża …. Ale pewnie to dla Ciebie bolesne wspomnienie, więc nie pytam …..

zdjęcie własne

 Mariolko , prosimy o jeszcze – „ odwiedzaj „ swoje zakamarki mózgu jak najczęściej  – czekamy na Twoje opowieści, każda z niespodziewanym , często humorystycznym „ zakrętasem „, jak nazywam Twoje nagle wrzucone do tekstu stwierdzenia,  krótkie komentarze ,  „ odbicia” od tematu, które są jak najpyszniejsza przyprawa ….

zdjęcie własne